Miłośniczka aktywnego trybu życia i mistrzyni w biegach na orientację Halina Biziuk postanowiła poddać się dobrowolnej kwarantannie po przyjeździe z Austrii. Wróciła do Polski jeszcze przed wprowadzeniem przymusowej izolacji dla osób przybywających zza granicy, ale dla bezpieczeństwa własnego oraz innych, zdecydowała, że przez dwa tygodnie pozostanie w odosobnieniu na podszczycieńskiej działce.
MOGŁABYM WYCHODZIĆ, ALE NIE CHCĘ
Halina Biziuk uwielbia aktywny tryb życia. Jazda na rowerze, biegi na orientację, narty, wyprawy w góry to jej żywioł. Sport i bezpośredni kontakt z naturą ma we krwi. Do tego jest osobą towarzyską, ceniącą sobie relacje z ludźmi. Los sprawił jednak, że przez dwa tygodnie musiała mocno ograniczyć swoją aktywność. Wszystko przez szerzącą się w Europie epidemię koronawirusa.
Kilka tygodni temu pani Halina wybrała się na narty do Austrii. Zapewnia, że będąc tam, nie czuła żadnego zagrożenia, zwłaszcza że trzymała się z dala od dużych skupisk ludzkich i szusowała swoimi trasami. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Spędza ją na działce w Janowie nad Młyńskim Stawem, a jedynie nocuje w mieszkaniu w Szczytnie. Każdego dnia rano dojeżdża na działkę samochodem. – Mimo że nie mam pełnej kwarantanny, staram się ograniczać kontakty z ludźmi do absolutnego minimum. Robię to dla bezpieczeństwa własnego i innych. Wolę przeczekać te dwa tygodnie – tłumaczy pani Halina.
PRZYJCIELE DBAJĄ, BYM MIAŁA CO JEŚĆ
Na bieżąco monitoruje stan swojego zdrowia. Na szczęście nie ma żadnych niepokojących objawów wskazujących na zakażenie koronawirusem. – Biorę dużo witaminy C w proszku, stosuję zioła na wzmocnienie organizmu, piję nalewki i herbatę z rumem. Stawiam na medycynę naturalną – mówi o swoich sposobach na utrzymanie odporności. O zaopatrzenie nie musi się martwić. Jedzenie dostarczają jej troskliwi znajomi i przyjaciele, którzy pod drzwiami mieszkania zostawiają różnego rodzaju smakołyki. – Bardzo się troszczą o to, abym przeszła tę kwarantannę w komfortowych warunkach – podkreśla z wdzięcznością nasza rozmówczyni. Wsparcie przyjaciół sprawia, że łatwiej jej przejść przez ten trudny czas. – Dzięki nim ta izolacja nie jest aż tak bardzo uciążliwa – zauważa.
CZAS NA ROZWAŻANIA
Sama też tak stara się zorganizować sobie czas, by nie było on zmarnowany. Ma możliwość pracy zdalnej, a oprócz tego dużo przebywa na świeżym powietrzu. – Nadrabiam zaległości z jesieni, kiedy to nie zdążyłam posprzątać działki. Teraz grabię ją do ostatniego listka, dzięki czemu wieczorem padam ze zmęczenia – śmieje się pani Halina. Przyznaje jednak, że tęskni za ścieżką pieszo – rowerową wokół dużego jeziora. Przebywając w izolacji snuje już plany zorganizowania spływu kajakowego z Janowa do Sędańska.
Zauważa, że kwarantanna ma swoje dobre strony. – Mam tu spokój, ciszę, mogę ukoić nerwy. To także czas do rozważań, co jest w życiu naprawdę ważne. Z tej perspektywy widać, że sprawy, które na co dzień wydają się nam istotne, tak naprawdę, w obliczu tego, co się teraz dzieje, tracą znaczenie – dzieli się swoimi przemyśleniami pani Halina. Dzięki dobrowolnej izolacji przekonała się również, jak wielkim skarbem są bliskie osoby oraz przyjaciele, na których zawsze można liczyć.
ZNAJOMA PACJENTA ZERO
Okazuje się, że Halina Biuziuk zna się z tzw. pacjentem zero, 66-letnim mieszkańcem Cybinki. – Poznaliśmy się trzy lata temu podczas pobytu w sanatorium. Od tamtego czasu utrzymujemy kontakt telefoniczny – mówi pani Halina. Znajomy przysyłał jej nawet zdjęcia wykonane podczas karnawału w Niemczech, gdzie przebywał z wizytą u córki. – Jak tylko usłyszałam o pacjencie zero, od razu pomyślałam, czy to przypadkiem nie on.
Znajomy, leżąc już w szpitalu, zdecydowanie odradzał pani Halinie wyjazd na narty do Austrii. Sam podejrzewał, że zaraził się albo na dworcu autobusowym w Niemczech, albo już w autobusie jadącym do Polski. – Kiedy wróciłam z nart, dostałam od niego ostrą reprymendę – przyznaje pani Halina. Jej znajomy miał wiele szczęście, bo udało mu się pokonać chorobę. W ubiegłym tygodniu opuścił już szpital. – Bardzo się ucieszył, że z tego wyszedł – relacjonuje nasza rozmówczyni.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
