Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.

Pani Gotowiec
Służba układa mi się bardzo dobrze, lecz nie towarzyszą temu warunki socjalne mojej rodziny. Mieszkamy z żoną w służbowym pokoiku o pow. 5 m2 w ZSP w Olsztynie. Na moje prośby komendant Hornziel rozkłada bezradnie ręce, zasłaniając się obiektywnymi trudnościami w postaci braku w ogóle jakichkolwiek mieszkań dla kadry pożarniczej. W zasadzie jest to prawda, gdyż w tych latach jest kompletny zastój budownictwa mieszkaniowego i uzyskanie mieszkania graniczy z przysłowiowym cudem. Dopisuje mi jednak szczęście, a raczej desperacja mojej małżonki, która jest „wziętą’’ w Olsztynie fryzjerką damską i zajmuje się fryzurą pani Jadwigi Gotowiec, żony Przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej. Jagoda (żona) wyżala się pani Gotowiec na nasz dramat mieszkaniowy i uzyskuje jej zgodę na moją pozasłużbową wizytę u przewodniczącego J. Gotowca na odpowiedzialność jego żony. Trochę się boję tej wizyty, gdyż jest to jaskrawe naruszenie drogi służbowej i podstawowych zasad przyjmowania interesantów przez tak wysokiej rangi urzędnika państwowego. Znając jednak dobre serce J. Gotowca i jego szacunek dla ludzi decyduję się przy pewnym przestraszeniu sekretarki wręcz wtargnąć do gabinetu przewodniczącego. Najpierw jest konsternacja, potem moje szybkie powołanie się na nasze małżonki (Gotowca i moją) oraz bardzo wyczerpująca i serdeczna rozmowa, zakończona obietnicą w miarę możliwości pozytywnego załatwienia sprawy. Za samowolną wizytę u przewodniczącego otrzymuję reprymendę od komendanta, który otrzymuje wytyk, że za mało dba o pracowników, ale finałem tych posunięć jest przydział (13 marca 1964 r.), na bardzo skromne kwaterunkowe mieszkanie przy ul. Kościuszki 56 (obok PZU).
Mistrzostwa
W dniach 8 - 15 września 1964 r. odbywają się w Zabrzu krajowe mistrzostwa zawodowych straży pożarnych, startują reprezentacje wszystkich województw. Każde województwo wystawia pluton pożarniczy, który ma do wykonania zadanie ratowniczo-gaśnicze w sposób zbliżony do praktycznego działania w czasie pożaru. Komendant Hornziel powierza mi powołanie i przygotowanie reprezentacji olsztyńskiej na te zawody. Wybieram z wszystkich jednostek zawodowych najlepszych strażaków i pod dowództwem aspiranta Napoleona Witrta z olsztyńskiej zawodówki grupuję ich na obozie przygotowawczym na lotnisku w Dajtkach. Chłopcy otrzymują niesamowity wycisk szkoleniowy i kondycyjny, po którym wybieramy najlepszą dwudziestkę, która po raz pierwszy będzie reprezentowała Warmię i Mazury na krajowych zawodach strażackich. Na zasadach tych nasza reprezentacja zostaje „czarnym koniem”, zajmując 2. miejsce. Jest to całkowite zaskoczenie, gdyż uważano nas za przysłowiowego kopciuszka, a nam zabrakło dosłownie kilku punktów do zwycięstwa. Te punkty stracił dowódca, który w trakcie alarmowego wyjazdu zapomniał założyć hełm.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Studia
W październiku 1964 r. rozpoczynam studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaję sobie wprawdzie sprawę, że trudno mi będzie pogodzić tak wymagającą i dyspozycyjną pracę ze studiowaniem w systemie zaocznym, ale jestem przekonany, że jest to niezbędne do mojej przyszłej kariery. Przyszłość pokazała, że decyzja była słuszna i że udało mi się dobrze pogodzić pracę i naukę, a także osiągać bardzo dobre wyniki zarówno w służbie, jak i w nauce.
Druh Trajdos
15 i 16 października 1964 r. uczestniczę, jako sędzia, w wojewódzkich zawodach pożarniczych OSP woj. opolskiego. Fakt ten niewart by był odnotowania, gdyby nie szczególne zdarzenie, jakie zafundował mnie i innym młodym oficerom znany na opolszczyźnie działacz strażacki druh Trajdos z Oleśna, znany także z posiadania prywatnego muzeum samochodów pożarniczych. Druh ten nie stronił od alkoholu i goszczenia nim w podstępny – według niego dowcipny - sposób młodych adeptów służby pożarniczej w tym szczególnie gości z innych województw, którzy nie znali jego metody sprawdzania strażaków. Metoda jego polegała na tym, że spacerował po terenie zawodów i częstował wybrane osoby napojami z 2 butelek twierdząc, że w jednej jest wyśmienita nalewka, a w drugiej dobra oranżada. Odmowa groziła skazą na honorze strażackim. Faktycznie był to „diabelski podstęp”, gdyż druh Trajdos miał w jednej butelce wódkę, a w drugiej spirytus. Ci co wypili spirytus popili wódką, a ci co wypili wódkę popili spirytusem. Skutki, ku uciesze Trajdosa i towarzyszących mu opolskich kibiców, były dla pijących opłakane. Ja wybrałem drugą wersję i tego testu nigdy nie zapomnę.
Stanisław Mikulak
(cdn.){/akeebasubs}
