Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.
Strażnica w Nowych Kiejkutach
3 stycznia 1971 r. odbyła się ważna dla mnie uroczystość, oddanie w Nowych Kiejkutach, wybudowanej w autentycznym czynie społecznym, nowej strażnicy dla miejscowej OSP, mojej OSP. Przy budowie pracowała cała wieś, a najwięcej oczywiście strażacy z naczelnikiem Janem Gołotą na czele. Gdyby nie on, tej strażnicy na pewno by nie było, a i tak niektórzy go posądzali, o jakieś lewe interesy na tej budowie. Tak to bywa w wiejskiej społeczności. Około godz. 15 zajeżdżamy z ppłk. Szymańskim (zastępcą komendanta wojewódzkiego) pod nową strażnicę i wita nas wzorowo umundurowany pododdział bojowy strażaków. Naczelnik składa ceremonialny raport, ppłk. Szymański wita się tradycyjnym „czołem strażacy” i rozpoczynamy zwiedzanie obiektu. Potem zasiadają wszyscy do suto zastawionego stołu na dużej, nieogrzanej sali tanecznej (temp. - 10 stopni C). Na honorowym miejscu oczywiście Jan Gołota, główny budowniczy i „sponsor budowy”. Po kilku kieliszkach robi się ciepło i zaczynają się wspomnienia z historii jednostki, która powstała w 1947 r. Gdy atmosfera jest już dobrze rozgrzana, strażacy rozpoczynają natarcie na ppłk. Szymańskiego o przydział samochodu, argumentując, że w nowej strażnicy powinien stać nowy samochód, przecież na niego zasłużyli. Komendant nie daje się długo prosić i solennie obiecuje przydział wozu. Zadanie to powierza oczywiście mnie, wiedząc, że na pewno je wykonam w możliwie jak najszybszym czasie. Obietnicę spełniamy przekazując 26 czerwca 1972 r. dla OSP Nowe Kiejkuty nowego Żuka GLM-8. Jednostka przechodzi z typu „M” na „S”, zostaje także dosprzętowiona i zaczyna odgrywać znaczącą rolę w zabezpieczeniu operacyjnym terenu. W związku z tym następuje wymiana Żuka na Stara – 29 GBM-2/8.
Pociąg „Tamara”
27 września 1972 r. po raz pierwszy przez teren naszego województwa przejeżdża słynna „Tamara”, pociąg z wypalonym w elektrowniach Niemieckiej Republiki Demokratycznej paliwem jądrowym.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Groźny podpalacz
W dniach 23 i 24 listopada 1973 r. uczestniczyłem, jako biegły, w najpoważniejszej rozprawie sądowej w mojej kilkunastoletniej praktyce biegłego z dziedziny pożarnictwa. Rozprawa odbywała się w Sądzie Wojewódzkim w Olsztynie i dotyczyła kilkudziesięciu zbrodniczych podpaleń na terenie powiatów nowomiejskiego, iławskiego, nidzickiego i ostródzkiego, dokonanych przez niejakiego Józefowicza z Tylic w pow. nowomiejskim. Po długich i uciążliwych działaniach operacyjnych i dochodzeniowych (trwających kilkanaście miesięcy) udało nam się z wspominanym już wcześniej por. Pawłowskim z Komendy Wojewódzkiej MO w Olsztynie wykryć podpalacza mającego na swoim koncie ponad 60 podpaleń. Józefowicz był samotnikiem w wieku ok. 30 lat, mieszkał i pracował u proboszcza w Tylicach. Spalił także 23 września 1972 r. gospodarstwo należące do parafii, wcześniej próbował spalić zabytkowy kościółek drewniany w tej miejscowości. Byłem na dochodzeniu po pierwszym z tych pożarów i pamiętam makabryczny widok spalonego bydła i trzody oraz przyglądającego się pogorzelisku z dużym zaciekawieniem młodego „dziwnego” osobnika. Był to, jak się potem okazało, Józefowicz. Był on klasycznym piromanem, człowiekiem psychicznie chorym, cierpiącym na manię oglądania niecodziennych zjawisk i okoliczności towarzyszących pożarom o dużej sile płomieni. Dlatego podpalał przeważnie duże stodoły wypełnione słomą, sianem, zbożem. Duży ogień, moc płomieni, ognie lotne i snopy iskier, panika i lament, krzyki ludzkie i ryk zwierząt, a także specyfika działań straży pożarnej były dla niego nadzwyczajnymi plenerowymi widowiskami, które podziwiał stojąc w oddali z nieodłącznym motorowerem. Podpaleń dokonywał nocami, przez kilka lat, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od miejsca zamieszkania. Jak już wspomniałem, podpalał głównie stodoły, wrzucając do środka płonące szmaty nasycone paliwem z motoroweru, którym się poruszał. Wybierał gospodarstwa na tzw. wybudowaniach i działał na dużym terenie, stąd bardzo trudno było go rozpracować, był przebiegły i nieuchwytny. Dopiero wnikliwe analizy pożarów, a szczególnie tych wyżej wspomnianych w tylickiej parafii doprowadziły nas do poszlak wskazujących na Józefowicza oraz zatrzymania go i osadzenia w areszcie śledczym w Olsztynie. W czasie śledztwa trwającego kilka miesięcy potwierdził dużą liczbę pożarów, które spowodował swoim działaniem, a które były opisane w aktach dochodzeniowych. W czasie licznych wizji lokalnych pokazywał miejscowości i miejsca, w których wzniecał pożary, a także sposób swojego działania. Opowiadał również o tym, co odczuwał obserwując rozwój pożaru do rozmiarów dużych i całą scenerię działań ratowniczych i rozgrywających się dramatycznych scen. W czasie tych opowiadań wyraźnie się podniecał, chyba przeżywał jeszcze raz tamte sceny. Podczas rozprawy sądowej przyznał się do winy i zarzucanych mu czynów, wykazywał także dużą skruchę. Został skazany na 8 lat więzienia z zaleceniem wcześniejszego odbycia leczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.
Stanisław Mikulak
(cdn.){/akeebasubs}
