Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.

Moja strażacka służba (cz.17)

„Antek”

20 kwietnia 1974 r. odbywam pierwszy lot patrolowy samolotem AN-24 - popularny ANTEK - nad województwem olsztyńskim, praktycznie nad olsztyńskimi lasami. Jest to w ogóle pierwszy mój lot samolotem, więc przeżywam spory stres, ale także zachwyt przepięknym krajobrazem Warmii i Mazur. Zielone lasy, błękitne jeziora, czerwone dachy budynków oraz polodowcowa rzeźba terenu tworzą kalejdoskop barw i kształtów, które trudno opisać. Zaskakuje mnie bardzo dobra widoczność - była piękna pogoda - umożliwiająca wykrycie i zlokalizowanie każdego ogniska, a także dużej ilości wypalaczy traw. Mam łączność radiową z patrolami naziemnymi, które bardzo szybko interweniują, pouczając i w drastycznych przypadkach karząc mandatami lub kierując sprawy do kolegiów karno-orzekających. Akcja patrolowania weszła na trwałe do przeciwpożarowych działań zapobiegawczych i wspomagających działania gaśnicze na obszarach leśnych. Początkowo wykorzystywane były do niej samoloty z nadwiślańskiej jednostki KBW w Warszawie, a potem przystosowane także do działań gaśniczych, zrzutów wody, samoloty z zakładów usług agrotechnicznych. Dzięki tym działaniom, dobrze zorganizowanym oraz usprawnieniu monitoringu, a także gęstej sieci w naszym kraju ochotniczych straży pożarnych, polskie piękne lasy są najlepiej chronione Europie, a nawet chyba na świecie przed zagrożeniami pożarowymi.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

USA

24 czerwca 1976 r. wyjeżdżam do USA na prawie dwumiesięczny pobyt prywatny u rodziny. Odlot z jakże skromnego lotniska na Okęciu, krótki postój w Gander na Nowej Fundlandii i lądowanie na międzykontynentalnym gigancie, porcie lotniczym im. Kennedy`ego w Nowym Jorku. Podczas przelotu (krótko przed lądowaniem), nad USA samolot wpada w niesamowitą turbulencję i przeżywamy chwile grozy. Na szczęście wszystko kończy się dobrze i po dość uciążliwej odprawie celnej i ponad godzinnym oczekiwaniu na bagaż wpadam w objęcia przyjaciół, państwa Ścibków z New Haven. Wyjazd do Stanów przysporzył mi najpierw sporo kłopotów i starań z powodu obiekcji co do mojej osoby, zarówno ze strony polskich organów paszportowych, jak i ambasady amerykańskiej. Ci pierwsi uważali wyjazd za niewskazany ze względu na dopuszczenie mnie do spraw tajnych specjalnego znaczenia, dotyczących obrony cywilnej. Ambasada USA natomiast uważała, że jako członek PZPR (w ich rozumieniu – komunista), mogę propagować nieodpowiednie ich krajowi poglądy. W pokonaniu pierwszej trudności pomogły mi poręczenia: komendanta T. Hornziela i wojewody S. Rubczewskiego. Drugą trudność pokonałem podczas drugiej wizyty w ambasadzie USA i dość długiej rozmowy wyjaśniającej, że główny powód mojego wyjazdu to ciężka choroba wuja oraz inne sprawy rodzinne.

Wrażenia

Pierwsze wrażenia ze spotkania z amerykańską nową dla mnie rzeczywistością były wręcz szokujące. Ogrom lotniska, niewyobrażalny w swej wielkości parking samochodowy, niesamowity ruch uliczny, autostrada, ale także bałagan i brud oraz zniszczenie środowiska. Potem się do tego przyzwyczaiłem, lecz wspomnienia Warmii i Mazur były nieporównywalnie korzystniejsze. W czasie ponad sześciotygodniowego pobytu w USA sporo zwiedziłem, poznałem także wielu ciekawych ludzi polskiego pochodzenia oraz zweryfikowałem moje dotychczasowe wyobrażenia i wiedzę o tym potężnym, bogatym i kontrowersyjnym kraju, w którym ludziom żyło się dużo lepiej niż w Polsce. Zrozumiałem także, że nawet rozwinięty socjalizm nie ma najmniejszych szans w rywalizacji ze „zgniłym” kapitalizmem.

Stanisław Mikulak{/akeebasubs}