Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.

Moja strażacka służba (cz.18)

Straże w USA

Podczas pobytu w USA spotkałem się z serdecznym przyjacielem Wacławem Pranckunasem, byłym olsztynianinem, obywatelem amerykańskim. Kilkanaście lat wcześniej uciekł z naszej ojczyzny ludowej do NRF i potem wyjechał do USA, osiedlając się na stałe w Kalifornii. Oczywiście ze względów zawodowych nie omieszkałem również zainteresować się jednostkami straży pożarnej i warunkami pełnienia w nich służby. Jednostki te, szczególnie w dużych miastach, są bardzo liczne w postaci oddziałów rozmieszczonych w bliskiej odległości od siebie, w celu zapewnienia szybkiej interwencji na obszarach mocno zurbanizowanych. W mniejszych miastach, do 50 tys. mieszkańców, jednostki pojedyncze w sile 2-3 załóg wyjazdowych. Jedne i drugie podlegały samorządom i były przez nie utrzymywane. W miasteczkach, większych miejscowościach wiejskich i osiedlowych działały także ochotnicze straże pożarne. Porównując do polskiej ochrony przeciwpożarowej w tym czasie, to u nas bardziej rozwinięta i rygorystyczna była działalność prewencyjna, w USA natomiast niewspółmiernie rozbudowana sieć zawodowych straży pożarnych i system ubezpieczeniowy.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Najmniejszy oddział zawodowej straży pożarnej w dużym mieście, a także mała samodzielna jednostka zawodowa w małym mieście były standardowo wyposażone w: samochód ratowniczo – gaśniczy (beczkowóz z autopompą), autodrabinę lub podnośnik hydrauliczny, karetkę pogotowia i osobowy samochód operacyjny szefa (kapitana) dowódcy jednostki.

Propozycja podpalenia

W działalności ratowniczej jednostek straży w USA, trzeba szczególnie podkreślić szybkość ich interwencji. Dotyczy to zarówno wyjazdu jak i wstępnego rozwinięcia przygotowującego do skutecznego wejścia do akcji. Zdarzeń jest bardzo dużo, w nich także pożarów budynków mieszkalnych (jednorodzinnych), o konstrukcji palnej. Działania gaśnicze straży w tych budynkach polegają głównie na podaniu silnych wodnych prądów gaśniczych i po prostu na ich zalaniu. Właściciele mają potem problemy z odszkodowaniami z firm ubezpieczeniowych, które widząc, że budynek jest tylko częściowo spalony (nadpalony) starają się maksymalnie obniżyć odszkodowanie. Takich częściowo spalonych budynków, straszących swym wyglądem i będących często siedzibami bezdomnych widziałem dość dużo. Jeden z nich znajdował się naprzeciwko domu, w którym mieszkałem w New Haven i był polem mojej codziennej obserwacji. Jakież było moje zdziwienie, gdy po pewnym czasie doszła do mnie propozycja nie do odrzucenia, dotycząca podpalenia tego budynku. Właścicielka dowiedziała się poprzez moich znajomych, że jestem zawodowym strażakiem i doszła do przeświadczenia, że będę mógł tak skutecznie podpalić ten znacznie nadpalony już budynek, iż pobliska jednostka straży go nie ugasi. Zaproponowała mi opłatę za ten niecny czyn w wysokości 500 dolarów. Była to w tym czasie w przeliczeniu na złotówki suma przekraczająca 7000 zł, przy moich miesięcznych poborach wynoszących ok. 3500 zł. Oczywiście odesłałem pośrednika zainteresowanej z „kwitkiem” i uświadomieniem go, że strażak - podpalacz, to największa hańba w naszej strażackiej służbie. A także, by zarówno on jak i jego zleceniodawczyni zdali sobie sprawę z tego, co im grozi za składanie takich propozycji. Kary dla podpalaczy i ich pomocników były tym czasie w USA bardzo wysokie.

Powrót

8 sierpnia startuję z lotniska Kennedy`ego i po spokojnym i pięknym locie nad Oceanem Atlantyckim, Irlandią, Anglią, Danią i Norwegią ląduję w Warszawie, gdzie wita mnie stęskniona szczęśliwa małżonka. Jeszcze potem muszę złożyć odpowiednie wyjaśnienia w Komendzie Wojewódzkiej Milicji i Komitecie Wojewódzkim PZPR opisujące dokładnie: gdzie, w jakim celu, i u kogo przebywałem w Stanach. Oficer służby bezpieczeństwa przesłuchujący mnie w KW MO na wstępie zaznaczył, żebym wszystko dokładnie opisał i nie starał czegoś ukryć, gdyż mają dokładne rozeznanie mojego pobytu w USA. Muszę przyznać, że zabił mi tym stwierdzeniem „poważnego ćwieka” w aspekcie mojego spotkania z Pranckunasem. Postępuję jednak dość ryzykownie i nie ujawniam tego faktu w swoim „sprawozdaniu”, robię tym samym test służbie bezpieczeństwa, test udany, gdyż mnie więcej nie wzywają i nie wypytują. Potem jeszcze musiałem dobrze utrwalić w pamięci to, co pisałem w wyjaśnieniu dla służby bezpieczeństwa, by podobnie opisać swój pobyt w USA partii. Oni na pewno te sprawozdania porównali.

Stanisław Mikulak

(cdn.){/akeebasubs}