Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.

Wątpliwy światopogląd
Szczególne wspomnienia z mojej służby w latach osiemdziesiątych mam z przełomu lat 1986/1987. Związane one są z propozycją objęcia stanowiska komendanta głównego straży pożarnych po odchodzącym na emeryturę płk. Andrzeju Gatliku. Nie byłem skłonny do zamiany Olsztyna na Warszawę, głównie z powodu kategorycznego sprzeciwu rodziny i pełnej satysfakcji z powrotu do ulubionego Olsztyna, a także dobrego układu z władzami gwarantującego realizację podjętego programu poprawy ochrony przeciwpożarowej. Ponawiane jednak propozycje, wręcz naciski ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a także namowy kolegów, głównie pierwszych absolwentów oficerskich techników pożarniczych - byłbym jedynym absolwentem OTP na najwyższym stanowisku zawodowego pożarnictwa - spowodowały w końcu wyrażenie zgody. Komendantem głównym jednak nie zostałem, gdyż jakiś wrażliwy i oddany PZPR jej członek doniósł (tak mi potem powiedziano) o moim wątpliwym światopoglądzie naruszającym statut „przewodniej siły narodu”.
Oficjalna propozycja
Propozycja objęcia stanowiska komendanta głównego była w pełni rzeczywista. W dniu 7 września 1986 r. zastępca Komendanta Głównego ds. Politycznych płk Stykowski w czasie nieoficjalnego spotkania w Olsztynie informuje o zamiarze zaproponowania mi stanowiska komendanta głównego. 17 listopada wiceminister spraw wewnętrznych gen. Zaczkowski składa mi oficjalną propozycję.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Spotkanie w Komitecie Centralnym
28 stycznia 1987 r. melduję się (po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym) u szefa kadr MSW płk. Stęplewskiego w celu odebrania nominacji. Informuje mnie przed wyjazdem do Urzędu Rady Ministrów (nominację na komendanta głównego podpisywał premier), że po drodze zajedziemy do Wydziału Administracyjnego Komitetu Centralnego PZPR na krótką rozmowę. Spotykamy się tam z kierownikiem tego wydziału Gdulą i towarzyszącymi mu osobami: sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej w MSW i „opiekunem” z ramienia KC PZPR nad strażami pożarnymi tow. Doktorem. Rozmowa rozpoczyna się bardzo przyjemnie od uznania moich kompetencji i zasług, z pewnym jednak zastrzeżeniem dotyczącym światopoglądu podważającego w pewnym sensie mój status członka PZPR. Chodziło o zawarcie ślubu kościelnego i ochrzczenie w kościele moich dzieci - córki i syna. Zajmuję w tej sprawie jasne i konsekwentne stanowisko, że to moja osobista sprawa, nie mająca żadnego związku z kompetencjami i obowiązkami komendanta głównego i że takie stanowisko zajmowałem także „gdy spowiadano mnie z tego tytułu” na zebraniach partyjnych i w komitecie miejskim w Olsztynie. Ponadto konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej gwarantuje mi wolność sumienia i wyznania a statut PZPR narusza to prawo. Towarzysze na pewno zdają sobie sprawę, że to postanowienie statutu jest dość często łamane przez członków partii będących także na kierowniczych stanowiskach, a nawet w komitetach partyjnych. Jest to we władzach partii tolerowane i najwyższy czas, by się zastanowić nad zmianą statutu i pozbyć się tej hipokryzji. Po tej wypowiedzi zaatakowali mnie bezkompromisowo sekretarz organizacji partyjnej w MSW i tow. Doktor, używając niezbyt wyszukanych słów i wątpliwych argumentów podważających rzekomo moją przydatność na stanowisko komendanta głównego. Płk. Stęplewski nie zajmuje stanowiska - prawdopodobnie w „duchu” popierał mnie. Tow. Gdula próbuje załagodzić sytuację i daje mi do zrozumienia, bym dał jakąś deklarację na przyszłość i tym uspokoił zagorzałych i zacietrzewionych partyjniaków. Ja jednak konsekwentnie podtrzymuję swoje stanowisko, gdyż jestem pewny, że towarzysze mają lub znajdą bardziej wiernego i zadeklarowanego układowi politycznemu kandydata. Oczywiście znaleźli w osobie płk. Andrzeja Stefanowskiego komendanta wojewódzkiego w Wałbrzychu, który zaraz po nominacji podjął aktywne działania upolityczniające służbę pożarniczą.
Powrót do Olsztyna
Gdy po powrocie do Olsztyna informuję wojewodę Rubczewskiego, o tym co mnie spotkało w Warszawie, jest zdumiony i zbulwersowany. Zapewnia mnie jednak, że nie obniża to jego zaufania do mnie i że będę mógł dalszą służbą potwierdzić swoją wartość. Rzeczywiście udowadniam to w następnych latach sukcesami olsztyńskiego pożarnictwa, w tym zdobyciem trzykrotnie pierwszego miejsca w kraju we współzawodnictwie OSP i zdobyciem sztandaru przechodniego Ministra Spraw Wewnętrznych. Sztandar ten wręcza naszej delegacji (w składzie: Józef Mucha - prezes zarządu wojewódzkiego OSP, Józef Surowic - wicewojewoda olsztyński i ja) 26 maja 1988 r. wiceminister MSW gen. Zaczkowski. Przy tej okazji przeprasza mnie za to niefortunne przyjęcie w Komitecie Centralnym PZPR i szkoduje, że nie mogliśmy bezpośrednio współpracować. Ja nie komentuję tej wypowiedzi. W tym roku spotyka mnie jeszcze jedno wyróżnienie w postaci nadania w dniu 15 października 1988 r. i wręczenia mi przez wojewodę Rubczewskiego w dniu 17 listopada Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.
Stanisław Mikulak{/akeebasubs}
