MOLO DO ODNOWY

Molo do odnowy

Ostatnio pogoda dopisywała, bywało nie tylko ciepło, ale wręcz gorąco, więc wielu mieszkańców miasta urządzało sobie spacery, m. in. w okolice plaży i na miejskie molo. No i tutaj spotkał ich zawód. - Pomost jest brudny, a kosze na śmieci tak przepełnione, że nieczystości wręcz się z nich wysypują - skarżył się w redakcji pan Grzegorz, nasz stały Czytelnik. Cóż, gdy zjawiliśmy się na miejscu dzień później, molo, o dziwo, było posprzątane. Śmietniki opróżnione, wewnątrz włożono nowe worki foliowe, czyli ogólnie nie było tak źle.

Poza tym trzeba dodać, że szare plamy widoczne na konstrukcji to nie brud, a po prostu miejsca, z których zeszła farba, dając właśnie ogólne wrażenie ubrudzenia – fot. 1. W związku z tym, wydaje się, molo powinno być pomalowane na nowo, bo ostatni taki zabieg miał miejsce dwa lata temu. Przypomnijmy, że generalny remont przeprowadzono znacznie wcześniej, bo w 2007 r. Upłynęło więc już trochę lat i nic dziwnego, że nie wszystkie elementy wytrzymały próbę czasu. Tu i tam widać ubytki w deskach stanowiących podłogę, czy jak inni to nazywają - „pokład” pomostu - fot. 2. Ze spróchniałych częściowo desek wystają nawet gwoździe, co prawda sterczą one poza barierką, ale ta dla wszędobylskich dzieci może nie być przeszkodą i skaleczenie gotowe. Widać też, niestety, efekty działań wandali. Tuż przy wejściu na pomost ktoś uszkodził barierkę na dość długim odcinku - fot. 3. Tymczasem lato, a właściwie sezon turystyczny tuż-tuż. Z końcem maja planowana jest spora impreza - Mazovia MTB Marathon - rowerowe wyścigi wokół dużego jeziora, więc warto byłoby to i owo na tym molu poprawić.

- Pomost zostanie pomalowany - zapewnia nas dyrektor MOS-u Krzysztof Mańkowski. Uzupełnione też będą ubytki powstałe w drewnianych elementach. Jak nam wyjaśnia dyrektor, obecnie MOS czeka aż aura zrobi swoje, czyli wysuszy całą konstrukcję po długim okresie zimowym, no i zaraz potem przystąpi się do prac renowacyjnych, aby nie było wstydu przed przyjezdnymi i turystami. I jeszcze jedno na koniec. Zauważyliśmy, że powstały też ubytki w podmurówce przyległej do mola, a poza tym bardzo brudne są klosze lamp oświetlających pomost wieczorową oraz nocną porą, nawiasem mówiąc, bardzo nastrojowo – fot. 4.

O ile z pierwszą pracą, czyli uzupełnieniem paru płytek nie powinno być kłopotów, to te mogą pojawić się podczas prób czyszczenia kloszy. Jak widać na zdjęciu, słupki lamp zabezpieczone są specjalnymi „jeżykami” (czerwony otok na fot. 4), aby nie wspinali się na nie wandale. Jednak te kolce mogą teraz utrudnić dostęp do czynności konserwacyjnych – wymiany żarówek, czy wspomnianego czyszczenia kloszy.

CO Z TYMI SŁUPAMI?

Już jakiś czas temu („KM” nr 16/13) pisaliśmy o miejskich słupach ogłoszeniowych. Jeden z naszych Czytelników narzekał na nie najlepszy ich stan techniczny - sypiące się kapelusze, czyli daszki. Głównie chodziło mu jednak o ich nienaturalny wygląd objawiający się kolosalnymi wybrzuszeniami. Powstały one wskutek tego, że naklejacze plakatów umieszczali i umieszczają je nadal jeden na drugim, bez uprzedniego zrywania już nieaktualnych. Poświęciliśmy tej sprawie sporo miejsca, mając nadzieję, że miasto coś z tym zrobi. Taką zresztą deklarację na naszych łamach złożył wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk. Niestety, choć upłynął już prawie miesiąc, słupy jak wyglądały karykaturalnie, tak wyglądają nadal. Oto jeden z nich stojący pod budynkiem sądu - fot. 5. Wygląda on tak, jakby był w stanie odmiennym i miał już za chwilę wydać na świat potomka, ale w świecie przedmiotów nieożywionych nie jest to możliwe. Nie ma co liczyć na cud, na nowy słupek, trzeba zrobić porządek z tym oraz pozostałymi i tyle.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

ZAPOMNIANY OGRÓDEK

Część rodziców z okolic ul. Suwalskiej zwróciło się o pomoc do naszej gazety w sprawie osiedlowego ogródka zabaw dla dzieci. Piszą oni, że plac jest w opłakanym stanie - słowem próchno. Gdy zjawiliśmy się na miejscu, rzeczywiście wrażenie nie było najlepsze. U wejścia powitały nas powalone na ziemię dwie tabliczki z napisem „szanuj zieleń” i szczątkowa piaskownica, bo tylko z fragmentem obramowania - fot. 6.

Inne metalowe sprzęty do zabawy, jak huśtawki, zjeżdżalnia, czy bujany konik wyglądały, o dziwo, nawet dobrze i ich stan techniczny nie budził zastrzeżeń - fot. 7. Nieco gorzej miały się, niestety, drewniane elementy do wspinania się - nie są pierwszej nowości. O sprawie poinformowaliśmy oczywiście Urząd Miejski. Burmistrz Danuta Górska powiedziała nam, że obecnie nieco później niż zwykle, bo z powodu długiej zimy rusza w teren specjalna komisja. Dokona ona oceny stanu technicznego wszystkich miejskich ogródków zabaw dla dzieci. Potem według tego co zostanie ustalone, przeprowadzone będą odpowiednie naprawy.

WIELBŁĄDY NA KACZYCH DOŁACH

Jak pamiętamy, w ubiegłym roku istną furorę zrobiła wystawa dinozaurów urządzona tuż przy miejskiej plaży. Cieszyła się ona wielkim zainteresowaniem nie tylko milusińskich, ale i dorosłych, którzy momentami zachowywali się niczym małe dzieci. Między innymi wkładali oni swoje głowy w paszcze co większych gadów, znajdując w tym sporo uciechy. Ponieważ wystawa trwała dość krótko, zastanawialiśmy się czy nie warto byłoby urządzić w Szczytnie stałej ekspozycji, np. na Kaczych Dołach, bodaj jednym z najdzikszych miejsc w mieście. Popuściwszy wodze fantazji, pokusiliśmy się nawet o obrazek przedstawiający hipotetyczne dinozaury grasujące po Kaczych Dołach.

No i w ubiegłym tygodniu, gdy nastały gorące dni, natknęliśmy się w tej okolicy na co prawda nie dinozaury, ale nie mniej zaskakujące zwierzaki. Ni z tego, ni owego, wypasały się na wiosennej trawie... wielbłądy - fot. 8. No tak – pomyśleliśmy w pierwszej chwili - widocznie klimat rzeczywiście się ociepla i dlatego przywędrowały do nas egzotyczne zwierzaki, prosto z gorącej pustyni Gobi, szukając nieco ochłody. Dwugarbne wielbłądy zwane także baktrianami są prawdziwymi kolosami. Osiągają 2 m wzrostu i ponad 700 kg wagi. Gdy się podejdzie blisko, na wyciągnięcie ręki, robią naprawdę ogromne wrażenie. Ba, wkrótce okazało się, że nie są to oryginalni mieszkańcy Azji, ale oswojone zwierzaki z cyrku, który zawitał akurat do Szczytna. W tym miejscu dodajmy, że akurat nie jesteśmy fanami tego typu rozrywki, gdzie prezentuje się, a właściwie męczy tresowane zwierzaki.

{/akeebasubs}