Szczycieńskie morsy zaimponowały nie tylko hartem ducha, ale i zdolnościami organizacyjnymi. Na zakończenie sezonu kąpielowego (to nie pomyłka!) przygotowali niezwykle atrakcyjną imprezę biegową „Ekstremalna trójka”.

Morsy pokazują, co potrafią
Po wodzie, w powietrzu i po dachach samochódów, to tylko wybrane fragmenty trasy morderczego biegu

CZTERY ŻYWIOŁY

Kiedy jednym panująca obecnie wiosna wydaje się chłodna i w ogóle do niczego, innym jest już za gorąco, więc zamykają ... kąpielowy sezon. Tak właśnie postąpiły szczycieńskie morsy, skupione wokół klubu #Reset. Koniec sezonu zaakcentowały niezwykłą imprezą nazywaną „Ekstremalną Trójką”.

Na terenie miejskiej plaży, kąpieliska i zamkowych ruin wytyczyli piekielnie trudną trasę biegową, na której trzeba było zmierzyć się ze wszystkimi 4 żywiołami, czyli ogniem, powietrzem, ziemią i wodą. Jak na morsów przystało, z naciskiem na ten ostatni żywioł. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Dlatego trasa biegu wiodła w dużej części poprzez wody dużego jeziora, a także wzdłuż plaży i fosy, gdzie na biegaczy czekała przeszkoda ogniowa – gorejące płomieniami kociołki. Potem wspinali się na zamkowe ruiny, po drodze wtaczając i znosząc ciężkie samochodowe opony. Następnie powracali na plażę. Na niej zawodnicy zapoznawali się z żywiołem ziemi, czołgając się w mokrym piasku pod nisko rozwieszonymi taśmami. Były też odcinki wymagające skoków (żywioł powietrza) i to nie tylko z wysokich drewnianych ścianek, ale i samochodowych wraków. Na niektóre pojazdy trzeba było się wdrapywać, pod innymi z kolei przeciskać się dołem.

PRAWIE 200 ZAWODNIKÓW

Start do drugiej tury biegów. Po prawej zmęczeni ale uradowani zwycięzcy – zdobywca II miejsca Maciej Wojciechowski i triumfator Artur Kozłowski

Czegoś podobnego w Szczytnie dotąd nie widzieliśmy, więc nic dziwnego, że liczni widzowie gorąco oklaskiwali wszystkich uczestników morderczego biegu. Wzięło w nim udział blisko dwie setki zawodników. Zjawiły się morsy z Olsztyna, Mrągowa i Biskupca, a także z Kurpiowszczyzny, m. in. z Łysych. Żeby nie było nadmiernego ścisku na trasie, biegacze startowali w trzech oddzielnych turach. Najlepsi z nich rywalizowali jeszcze w biegu finałowym.

- Zmienna trasa, raz po wodzie, raz po lądzie i liczne przeszkody dały się nam mocno we znaki – mówi „Kurkowi” Wiktor Kordek, mieszkaniec Szczytna, który stawił się do biegu wraz z swoim 11-letnim synem. Obaj biegli powoli, trzymając się tyłów, by tylko przetrwać, bo tak było ciężko. Dla nich najważniejsze było osiągnięcie mety i to udało się, są więc szczęśliwi.

Równocześnie z biegami dla dorosłych odbywały się minibiegi dla milusińskich na dużo krótszej trasie i z mniej wymagającymi przeszkodami.

Imprezie towarzyszyły też inne, już nie ekstremalne atrakcje m. in. dla ciała. Strażacy z Dźwierzut zajechali na imprezę z dużą kuchnią polową, której kotły były wypełnione po brzegi smakowitą grochówką. Były stoiska ze słodkościami dla najmłodszych i także starszych łasuchów, namioty z kolorowankami dla dzieci, czy pawilony, w których można było pomalować sobie buzie.

WYNIKI

Jako pierwszy na metę w finałowej turze wpadł Artur Kozłowski, student WSPol, pochodzący z woj. łódzkiego. Przyznał, że trasa była morderczo ciężka, ale chwalił jej urozmaicenie i przygotowanie. Tuż za nim uplasował się także związany z WSPol., szczytnianin Maciej Wojciechowski.

- To wielki sukces, bo wystartowałem po rocznej przerwie, spowodowanej kłopotami zdrowotnymi – zwierzał się nam Maciek tuż po biegu.

Trzecie miejsce przypadło Mariuszowi Żakowi.

Wśród pań najszybsza była Marlena Gielata, na drugim miejscu uplasowała się Ula Wojciechowska, a trzecia była Agnieszka Doleżek.

Najlepszym zawodnikom puchary i upominki wręczał Jarosław Krajewski, Mistrz Europy Skuterów Wodnych, a szampan lał się strumieniami. Zaraz po tym, organizatorzy rozlosowali liczne nagrody dla publiczności. Mimo że pogoda nie dopisywała, warto było obejrzeć ekstremalne zmagania morsów, bo takiej imprezy i z tak licznym udziałem dotąd w Szczytnie nie widzieliśmy.

foto i tekst: Marek J.Plitt{/akeebasubs}