MROK NA KOLEJOWEJ

Mrok na Kolejowej

Od kilku dni w Szczytnie nie świeci część ulicznych latarni. - Co to ma być, o mało nie nabiłem sobie guza, idąc po zmroku ul. Kolejową - skarży się pan Tadeusz, który zderzył się z innym przechodniem, gdy wieczorem zmierzał na dworzec PKS. Ulica od kilku dni jest pogrążona w mrokach, to i nic dziwnego, że ludzie wieczorem wpadają tam jeden na drugiego. Na zdjęciu poniżej widać ul. Kolejową i ginącą w mroku sylwetkę przechodnia.

Ciemno jest zresztą nie tylko na Kolejowej, ale i Narońskiego, a poza tym na ul. Polskiej (odcinek od ul. Warszawskiej do ul. Linki) latarnie świecą tylko po jednej stronie, co widać na załączonej fotografii (ciemne latarnie w białym otoku).

WYJŚCIE OSTATECZNE

- Awaria ulicznych latarni nie jest jakaś duża rozmiarowo, ale niesie z sobą dokuczliwe skutki - przyznaje Piotr Berda ze spółki „Zelbo”, która zajmuje się eksploatacją i konserwacją miejskiego oświetlenia. Gdy to piszemy, firma usiłuje przywrócić oświetlenie wspomnianych wcześniej ulic, ale jak na razie bez pozytywnych rezultatów. Latarnie nawet momentami świecą, ale potem znów gasną. Prawdopodobnie uszkodzony jest jeden z przewodów zasilających. Biegną one pod ziemią, ale pracownicy „Zelbo” dysponują nowoczesnymi lokalizatorami pozwalającymi wykryć przerwę w kablu biegnącym nawet na znacznej głębokości. Niestety, aparaty te niczego nie wykryły. Nie dały też żadnych rezultatów pomiary oporności przewodów zasilających i firma jest w kropce. Być może jeden z kabli zasilających ma uszkodzoną izolację. W zależności od warunków atmosferycznych, tj, wilgotności może w tym miejscu dochodzić do zwarcia i wylatują wówczas bezpieczniki. Gdy jest sucho, prąd przepływa i lampy świecą. W związku z tym ekipa z „Zelbo” ma w zanadrzu „ostateczne rozwiązanie” polegające na potraktowaniu kabli zasilających bardzo dużym prądem. - Taki prądowy udar spowoduje, że nadwątlony kabel zostanie rozerwany w miejscu osłabienia - tłumaczy Piotr Berda. Potem będzie już łatwo ustalić miejsce jego przerwania. Cóż, pozostaje nam mieć nadzieję, że wkrótce lampy na ul. Kolejowej, Narońskiego i części ul. Polskiej wkrótce rozbłysną jak dawniej. Być może stanie się to jeszcze przed oddaniem tego numeru „KM” do druku.

UŻYTEK Z TELEBIMU

Podejście Urzędu Miejskiego do opisywanej awarii jest zastanawiająco beztroskie. - Ratusz zupełnie nie przejmuje się awarią ulicznych latarni - skarży się pan Stanisław, mieszkaniec jednej z ulic pozbawionej oświetlenia. Podejrzewa wręcz, że cieszy się z tego, bo może zaoszczędzić trochę pieniędzy. Jednak nie po to płacimy podatki, aby tonąć w mroku. Poza tym, na co zwraca uwagę nasz Czytelnik, przez te dni brakowało jakichkolwiek informacji o awarii i jej przyczynach. I już nie chodzi o to, aby do każdego mieszkańca z osobna pani burmistrz wysyłała listy (wraz z przeprosinami), bo nasz Czytelnik ma inny ciekawszy pomysł. Oto na placu Juranda stoi wielki telebim, na którym wyświetlane są obecnie jakieś reklamy, ale kto je tam ogląda. A przecież rzecz należałoby wykorzystać także i do innych celów. - Można byłoby podać na telebimie informację o awarii latarni i przypuszczalnym terminie jej usunięcia - konkluduje nasz Czytelnik. Pomysł to zapewne ciekawy. Należałoby jednak dodać, że również strony internetowe Urzędu Miejskiego należałoby wykorzystać m. in. do takich celów, czyli komunikacji z mieszkańcami miasta. Jak na razie widać na nich tylko materiały promujące większe czy mniejsze albo całkiem wydumane osiągnięcia władz samorządowych.

Z OSTATNIEJ CHWILI

Jak poinformowała nas w piątek spółka „Zelbo,” przyczyna niedziałania ulicznych latarni została ustalona i zlokalizowana. Otóż miesiąc temu, obok kwiaciarni usytuowanej obok miejskiej biblioteki, prowadzono badania gruntu. Podczas prac ziemnych został uszkodzony kabel zasilający latarnie - z przewodu została częściowo zdarta izolacja. Uszkodzenie z czasem się powiększało, aż w końcu nastąpiło przebicie prądu do gruntu. Prowadzący roboty nikogo nie poinformowali o zaistniałej sytuacji, a informację o tych faktach „Zelbo” uzyskało anonimowo dopiero w miniony piątek. Zaraz też firma przystąpiła do naprawy kabla zasilającego. - Gdyby sprawcy uszkodzenia zawiadomili naszą firmę, cała akcja poszukiwania byłaby niepotrzebna, no i zaoszczędziliby mieszkańców miasta wielu nerwów - kwituje Wiesław Gołąb, współwłaściciel spółki „Zelbo”.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

KRUCHOŚĆ TECHNOLOGII

Nim w mieście pogasły opisane wcześniej latarnie, nastąpiła inna awaria dotykająca dużą część mieszkańców. Na ekranach ich telewizorów pojawił się napis: no signal, no i tyle było uciechy z oglądania programów. Gdzieś na odcinku Olsztyn – Szczytno, mniejsza o dokładną lokalizację, został przecięty kabel światłowodowy w wyniku robót drogowych. Z kabla korzystała firma „Multimedia”, przesyłając nim nie tylko sygnały telewizyjne, ale także internetowe oraz telefoniczne. Nagle tego wszystkiego zabrakło. Niepocieszeni klienci firmy mogli oglądać jedynie napis na drzwiach biura obsługi (dodzwonić się nie dało), o treści, którą widać na fotografii. Szczęściem udało się usunąć awarię i to tak jak zapowiadano na kartce. Wszystko wróciło do normy. Inną sprawą jest to, jak mocno klienci firmy się denerwowali, ale nie o tym jednak chcemy pisać, bo sprawa należy już do przeszłości, a o kruchości niby najnowszych technologii. Znamiennym jest, że wystarczyło uszkodzenie jednego kabla, aby pół Szczytna (a może i więcej) utraciło całkowity dostęp do telewizji, internetu i telefonów. Wydaje się nam, że najnowsza technologia to coś pewnego i niezawodnego, a tymczasem wystarczy drobna w zasadzie awaria i wszystko bierze w łeb. Niespodziewanie lądujemy w epoce króla Ćwieczka.

ACH, TE TABLICE!

Mimo uchwały Rady Miejskiej w sprawie zakazu wywieszania na pniach drzew drobnych ogłoszeń, proceder ten jak trwał, tak trwa nadal. Kilka dni temu na ul. Ogrodowej wisiało ogłoszenie przytwierdzone do pnia za pomocą zszywek biurowych, co już zakrawa na barbarzyństwo. Nie możemy czegoś takiego popierać, ale aby zakazy były skuteczne, powinny być spełnione inne warunki - należałoby zapewnić mieszkańcom miasta miejsce, czy miejsca na wywieszanie ogłoszeń. Teoretycznie w Szczytne takie są, czyli ogólnodostępne tablice.

Tyle że jak one wyglądają! Oto pierwszy lepszy przykład z brzegu, czyli ustrojstwo stojące przy ul. Chrobrego. Ktoś powinien po prostu o te tablice wreszcie zadbać.

ŚWIĄTECZNY RARYTAS ALBO 100% MIĘSA W MIĘSIE

Choć do świąt pozostało jeszcze trochę czasu, już powoli wpadamy w szał zakupów. Producenci korzystają z tej okazji i rzucają na rynek rozmaite towary w nadziei na ich szybką i korzystną sprzedaż. Sklepom i marketom też zależy na obrotach, no i interes się kręci. A czym przyciąga się klienta? Oto szynka, jaką nęci się zakupowiczów w jednym ze szczycieńskich sklepów: Cóż, kupując jakiś produkt wędliniarski, spodziewamy się, że jest on zrobiony tylko i wyłącznie z mięsa. To naiwność. Kiedyś z okazji „Kartoflaka”, a było to w 2009 r., Szczytno odwiedził prof. Grzegorz Russak, nie tylko naukowiec, ale i smakosz. Wówczas opowiadał „Kurkowi” m. in. o upadku tradycyjnej polskiej sztuki kulinarnej i o tym, że nikt już w zasadzie nie wyrabia przetworów mięsnych domowym sposobem. Z kolei te fabryczne, to szkoda gadać, bo kiedyś kupił parówkę, która miała w sobie „aż” 12% mięsa (!).

{/akeebasubs}