Kolejna edycja Dni i Nocy za nami. Święto miasta przebiegało według utartego od lat schematu, zgodnie z zasadą „dla każdego coś miłego”. Podczas trzech wieczornych koncertów można było usłyszeć wykonawców reprezentujących odmienne style muzyczne – od rocka, po reggae, pop i dance. galeria >>

 

Kolejna edycja Dni i Nocy za nami. Święto miasta przebiegało według utartego od lat schematu, zgodnie z zasadą „dla każdego coś miłego”. Podczas trzech wieczornych koncertów można było usłyszeć wykonawców reprezentujących odmienne style muzyczne – od rocka, po reggae, pop i dance.

OTWARCIE PRAWIE BEZ OPOZYCJI

Muzyczny kogel - mogel

Dni i Noce – Szczytno 2014 rozpoczęły się w piątek. Od wczesnego ranka zamknięte były dla ruchu samochodowego główne ulice miasta. Kierowcy najwyraźniej już do tego przywykli – tym razem nie narzekali oni na komunikacyjne kłopoty tak, jak to miało miejsce dawniej. Już około południa na ul. Odrodzenia rozpoczął się Jarmark Jurandowy. Stoiska nie zaskoczyły niczym nowym. Przeważała na nich chińska tandeta, w tym różnego rodzaju plastikowe gadżety i piszczące zwierzątka. Wśród oferowanych towarów były m.in. maski z podobiznami znanych polityków, nie tylko polskich, ale i zagranicznych, choć, jak zauważył „Kurek”, nie cieszyły się one wielkim wzięciem. Nie zabrakło także stoisk gastronomicznych oferujących m.in. chleb ze smalcem czy też przekąski rodem z fast foodów.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Na oficjalnym otwarciu Dni i Nocy pojawiła się liczna delegacja polityków, w tym parlamentarzystów oraz radnych sejmiku. Przygniatającą przewagę mieli przedstawiciele rządzącej koalicji z PSL i PO. Reprezentantów opozycji można było policzyć na palcach jednej ręki. Na święto grodu przybyły również delegacje miast partnerskich – Żywca, Herten i Solecznik. Największy aplauz publiczności wzbudził burmistrz Żywca Antoni Szlagor, który zapraszał wszystkich do swojego miasta. – Przed ratuszem stoi beka piwa, można je pić za darmo – zachęcał włodarz zaprzyjaźnionego ze Szczytnem grodu. Z okazji przypadającego 10-lecia partnerstwa z Żywcem i 5-lecia z Herten, samorządowcy odnowili zawarte wówczas przyrzeczenia o współpracy.

W RYTMIE ROCKA I REGGAE

Piątkowy wieczór upłynął pod znakiem rocka i reggae. Rozpoczął go zespół Farben Lehre, który kilka lat temu występował już w Szczytnie. Po nim scenę opanowali członkowie grupy Parovoz z Kaliningradu. Żywiołowi młodzi Rosjanie, znani szerszej publiczności z programu „Must be the music”, zaprezentowali nie tylko własne kompozycje, ale i utwory z repertuaru The Doors, Boba Marleya i Kings of Leon. Najbardziej oczekiwanym wykonawcą wieczoru był idol gimnazjalistek, Kamil Bednarek. Prowadzący koncert Mariusz Korpoliński żartował nawet, że średnia wieku piszczących pod sceną dziewcząt to 14 lat. Cieszący się dużą popularnością muzyk rozbujał publiczność rytmami reggae.

POŁUDNIE Z MUNDUROWYMI

Drugiego dnia imprezy w południe na pl. Juranda drugi rok z rzędu odbyły się zawody służb mundurowych z udziałem strażaków, policjantów i żołnierzy z JW w Lipowcu. Uczestnicy rywalizowali m.in. przenoszeniu skrzynek, ciągnięciu sanitarki wojskowej czy napełnianiu wodą beczki. Zmaganiom towarzyszyły pokazy sprzętu, m.in. strażackiego skokochronu. Publiczność mogła również podziwiać umiejętności psa policyjnego, który, mimo panującego upału, bez kłopotów pokonał przygotowany wcześniej tor przeszkód. Dzieci brały udział w konkursach plastycznym i wiedzy o bezpieczeństwie. Muzyczny akcent imprezy zapewnili podopieczni Fundacji Kreolia. W zawodach służb mundurowych najlepszą okazała się reprezentacja Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie.

BRAK POMYSŁU NA KLENCZONA

Sobotni koncert tylko z nazwy poświęcony był pamięci Krzysztofa Klenczona. Z nazwy, bo jedyny klenczonowski akcent stanowił występ Czerwonych Gitar z Jerzym Skrzypczykiem i Jerzym Kosselą w składzie. Przypomnieli oni najbardziej znane kompozycje związanego ze Szczytnem artysty – „Kwiaty we włosach”, „Historię jednej znajomości”, „Biały krzyż” czy „Maturę”. Zabrakło kontynuacji przedsięwzięcia z ubiegłego roku, kiedy to piosenki Klenczona, w odświeżonych wersjach, zaprezentowali znani polscy muzycy, tacy jak Muniek Staszczyk czy Tymon Tymański. Organizatorzy najwyraźniej nie mają pomysłu na propagowanie w Szczytnie muzyki lat 60. i 70. Powstaje nieodparte wrażenie, że sobotni koncert poświęcają pamięci Krzysztofa Klenczona dla świętego spokoju, aby zamknąć usta krytykom.

Drugim wykonawcą wieczoru był Ray Wilson, szkocki wokalista znany z występów w zespole Genesis, w którym pod koniec lat 90. zastąpił Phila Collinsa. Artysta mieszkający obecnie w Polsce przypomniał szczycieńskiej publiczności największe hity brytyjskiej grupy oraz samego Collinsa: „Another day in paradise”, „In the air tonight” czy „Mama”.

ECH, TE WAKACJE W NARTACH

Po Rayu Wilsonie scenę opanowała największa gwiazda tegorocznych Dni i Nocy, czyli Kult. Zespół Kazika Staszewskiego przywołał na moment klimat dawnych koncertów „Rock w ruinach”, podczas których kilka razy występował. A to dlatego, że na pl. Juranda mniej było przypadkowych słuchaczy, a więcej prawdziwych fanów zespołu, zainteresowanych muzyką, a nie konsumpcją. Wielu z nich przyjechało do Szczytna z innych, nierzadko dalekich miast tylko po to, aby usłyszeć swoich ulubionych wykonawców. Kazik z sentymentem wspominał czasy, kiedy spędzał wakacje w Nartach. Przy okazji szczególnie serdecznie pozdrawiał mieszkańców tej miejscowości. Zdradził też, że szczycieński koncert wypadł akurat w dzień urodzin jego żony, której publiczność zgromadzona pod sceną odśpiewała „Sto lat”. Ci, którzy przyjechali do Szczytna tylko na koncert Kultu, nie mieli czego żałować. Podczas dwugodzinnego występu nie zabrakło piosenek z początkowego okresu działalności zespołu, jak i nowszych kompozycji. Na bis muzycy zagrali nieśmiertelną i momentami, mimo upływu lat, wciąż aktualną „Polskę”, „Po co wolność” i „Krew Boga”. Koncert zakończył się krótko przed godziną 2.00 w niedzielę.

FINAŁ Z JURANDEM I DANUŚKĄ

W niedzielę rano wydawało się, że ostatni dzień imprezy popsuje pogoda. Na szczęście dla uczestników i organizatorów koło południa wróciło słońce. Wieczorem nastąpiło oficjalne zamknięcie święta grodu. Jurand, tym razem nie na koniu, lecz pieszo, przybył po to, by zwrócić klucze do bram miasta burmistrz Danucie Górskiej. Imienniczka bohaterki „Krzyżaków”, ubrana w strój „z epoki”, pojawiła się w orszaku złożonym z młodzieży z Drużyny Łuczniczej. Pytana o to, który z koncertów najbardziej przypadł jej do gustu odpowiedziała, że był to występ Raya Wilsona.

Na zakończenie trzydniowej imprezy wystąpili wykonawcy spod znaku pop i dance – Sylwia Grzeszczak, Red Lips oraz Stachursky.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}