Mieszkańcy powiatu mają zastrzeżenia do zachowania jednego z lekarzy szczycieńskiego szpitala. Ich niezadowolenie budzi sposób, w jaki odnosi się do chorych. Radny powiatowy i zarazem ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Marek Kasprowicz tłumaczy, że winny jest brak medyków na rynku. Szczycieńska placówka musi więc opierać się na tych, którzy zechcą w niej pracować.

Na bezrybiu i rak ryba

Temat wywołała na ostatniej sesji Rady Powiatu przewodnicząca Jolanta Cielecka. - Miałam kilka telefonów dotyczących jednego z lekarzy. Opinie na jego temat są bardzo nieprzychylne – mówiła, dodając, że mieszkańcom nie chodzi o kwalifikacje doktora, lecz sposób, w jaki odnosi się do ludzi. Wtórował jej radny Zbigniew Chrapkiewicz.

- Negatywne opinie dotyczą całej chirurgii. To, co się dzieje w tej chwili w szpitalu, przerosło wszelkie pojęcie – alarmował radny

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

, nie podjąc jednak konkretnych przykładów. Domagał się także, aby w obradach sesji lub komisji brała udział dyrektor szczycieńskiego ZOZ Beata Kostrzewa. Jej nieobecność usprawiedliwiał radny i jednocześnie ordynator oddziału ginekologiczno – położniczego Marek Kasprowicz. Tłumaczył, że pojechała do NFZ-u na rozmowy dotyczące przyszłorocznych kontraktów dla szpitala. Odniósł się przy okazji do uwag przewodniczącej Cieleckiej. Jak wyjaśniał, doktor, do którego są zastrzeżenia, ma już 80 lat i trudno teraz zmienić jego usposobienie. Zdaniem Kasprowicza, winna jest sytuacja na rynku zatrudnienia i brak chętnych do pracy w takich placówkach jak ta w Szczytnie.

- Na bezrybiu i rak ryba – kwitował radny – lekarz. - Nie ma wielkiego wyboru – dodawał.

(ew)

{/akeebasubs}