Stoiska na rynku nie przyciągają megapromocjami jak słynne sieciówki. Można tam jednak, jak za dawnych czasów, potargować się o cenę, czego nie zrobimy dziś ze sprzedawczynią przy kasie. Mimo to dawny czar szczycieńskiego bazaru powoli mija. - Stary rynek w Szczytnie to już nie to, co było kiedyś - wzdychają sprzedawcy z wieloletnim stażem.
Targowica miejska, zwana potocznie starym rynkiem, najbardziej tętni życiem w dni targowe. Można tu kupić nie tylko ubrania, ale też swojskie produkty takie jak m.in. wiejska śmietana i twaróg, a także rośliny czy sadzonki do ogródka. To miejsce spotkań mieszkańców i przyjezdnych, robiących tu zakupy. Wydaje się jednak, że czasy świetności mijają bezpowrotnie. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Dorota Kozicka handlująca z mężem odzieżą męsko-damską zauważa, że rynek rzadko dziś odwiedza młodzież. Inna pani handlująca na starym rynku odzieżą młodzieżowo-dziecięcą z sentymentem wspomina czasy, gdy stoiska nie były tak mocno zadaszone i wysokie jak dziś. - Wtedy łatwiej było rozmieścić towar – słyszymy. Cieszy się jednak, że choć obecnie duże sieci marketów zdominowały rynek, oferując tańszy towar, to sporo klientów do niej wraca, bo jak tłumaczy, przywozi sprawdzone, dobrej jakości ubrania, które nie zużywają się po pierwszych praniach.
Sprzedawcy przyznają, że handel idzie znacznie lepiej w sezonie letnim niż w zimie, ale kokosów z tego nie ma. Jedna z pań handlująca od wiosny do jesieni mówi, że sprzedaż jej się już nie kalkuluje i zaraz po sezonie zamyka interes. Jest na emeryturze, a w tym roku nawet nie udało jej się jeszcze dorobić na węgiel na zimę.
