25-letni Michał Kobyliński ze Szczepankowa, wracając w sobotę do domu zauważył, że pali się las. Zanim na miejsce przyjechała straż, sam próbował gasić ogień. Niewiele brakowało, by swoją heroiczną postawę przypłacił życiem. Niepełnosprawny mężczyzna z objawami zatrucia dymem trafił do szpitala.

Narażał życie, by gasić las
Michał Kobyliński trafił do szpitala z objawami zatrucia dymem, ale na szczęście szybko został wypisany

Było sobotnie przedpołudnie 6 kwietnia. 25-letni Michał Kobyliński ze Szczepankowa jechał akurat rowerem do domu. W pewnym momencie zauważył, że pali się pobliski młodnik należący do prywatnego właściciela. Niepełnosprawny mężczyzna, uczestnik zajęć w Środowiskowym Domu Samopomocy w Dźwierzutach, najpierw zadzwonił do matki prosząc, aby ta czym prędzej wezwała straż. - Byłam wtedy w pracy w Szczytnie, ale spełniłam jego prośbę – relacjonuje pani Bożena, mama 25-latka. Zanim na miejsce przyjechali strażacy, sam zaczął gasić pożar. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Ogień rozwijał się jednak bardzo szybko i mężczyzna w walce z nim był bez szans. Niewiele brakowało, by swoją heroiczną postawę przypłacił życiem. Nieprzytomnego znalazł po kilku minutach przejeżdżający tą samą drogą mężczyzna. Pierwszej pomocy panu Michałowi udzielili strażacy, którzy następnie przekazali go załodze karetki pogotowia ratunkowego. - Mężczyzna miał objawy zatrucia gazami pożarowymi i został przetransportowany do szpitala w Szczytnie – informuje kpt. Łukasz Wróblewski, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie.

Na szczęście 25-latkowi nic poważnego się nie stało. - Najważniejsze, że żyje, wszystko inne nie ma znaczenia – mówi z ulgą mama pana Michała. - Zachował się naprawdę super. To dobrze, że ktoś go znalazł na tym pogorzelisku – dodaje.

Pożar, który obejmował ok. 1 hektara powierzchni 18-letniego młodnika, został ugaszony.

(ew){/akeebasubs}