Tysiące szczytnian oglądały mecz otwarcia na telebimie na placu Juranda bądź na ekranach telewizorów, już znacznie mniejsza grupka udała się do Warszawy, by pojedynek z Grecją zobaczyć na żywo. Szczęśliwcy, którzy mieli bilet, musieli jednak nań wyłożyć nawet grubo ponad tysiąc złotych. Dwóch mieszkańców Szczytna poprosiliśmy o podzielenie się wrażeniami po wizycie na Stadionie Narodowym.

Nasi także na Narodowym

Tomasz Borowik

- Siedziałem w 15. rzędzie i miałem bardzo dobrą widoczność, choć boisko z tej perspektywy sprawiało wrażenie małego w stosunku do tego, co widać w telewizji.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Stadion oceniam na piątkę, sam mecz na czwórkę z minusem, natomiast organizację – na trójkę. Na parking oddalony o 5 km wracaliśmy autobusem 45 minut. W Szczytnie byłem około północy. Włączyłem telewizor i... obejrzałem powtórkę meczu. Zdecydowanie lepiej oglądało się go na żywo.

Adam Boguszewski

- Ogólne wrażenia są naprawdę dobre. Nie żałuję wydanych pieniędzy. Pewno pierwszy i ostatni raz w życiu byłem na takiej imprezie. Tego wszystkiego nie da się opisać słowami. Brakowało może osoby, która poprowadziłaby publiczność, ale cały czas był doping. Zagłuszaliśmy Greków, którzy jedyni mieli bębny. Obronie rzutu karnego przez Tytonia towarzyszył niesamowity ryk. I tylko gra naszych pozostawiała trochę do życzenia...

(gp)

{/akeebasubs}