Czy można nabyć przez zasiedzenie gminną drogę biegnącą wzdłuż brzegu jeziora? Jeden z właścicieli gruntów w Michałkach uważa, że tak. Chcąc przejąć nieruchomość, wystąpił z pozwem przeciwko gminie Pasym do Sądu Rejonowego w Szczytnie. Jego plany budzą opór zarówno mieszkańców, jak i burmistrza Marcina Nowocińskiego, który zapowiada, że będzie walczył o to, aby atrakcyjny teren pozostał własnością gminy.
NIESPODZIEWANY POZEW
Michałki to położona nad jeziorem Kalwa wieś, która z rolniczej przekształciła się w ostatnich latach w typowo letniskową osadę. Jej lokalizacja sprawia, że chętnie osiedlają się tu osoby z zewnątrz, szukając ciszy i spokoju, z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Ma to swoje plusy, ale też minusy. We wsi, podobnie jak na całych Mazurach, coraz mniej jest miejsc ze swobodnym dostępem do jeziora. Właściciele nieruchomości, choć nie jest to zgodne z prawem, na potęgę grodzą brzegi, przez co inni nie mogą korzystać z uroków wypoczynku nad wodą. Stali mieszkańcy Michałek niepokoją się, że niebawem ich dostęp do akwenu stanie się jeszcze bardziej ograniczony. Wiosną do Urzędu Miasta i Gminy w Pasymiu wpłynął pozew sądowy od właściciela gruntów w tej wsi. Mężczyzna, który w Michałkach posiada już kilkanaście hektarów ziemi, wystąpił do Sądu Rejonowego o zasiedzenie … gminnej drogi biegnącej wzdłuż linii brzegowej jeziora Kalwa, a przylegającej do jego działek. W lipcu odbyła się już pierwsza rozprawa, a także wizja lokalna w terenie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
TU ZAWSZE BYŁA DROGA
Zamiary właściciela gruntów budzą sprzeciw mieszkańców oraz władz gminy.
Marzena Opęchowska, która w Michałkach mieszka od urodzenia i przez lata prowadziła tu przejęte od rodziców duże gospodarstwo rolne, jest zbulwersowana całą sytuacją. - Ten pan ma już przecież dostęp do jeziora przez drogę, dlatego nie mogę zrozumieć jego zachowania – mówi pani Marzena. Dodaje, że pochodzący z Warszawy mężczyzna nabył grunty w Michałkach pod koniec lat 90. Wybudował tu dom, ale rzadko jest widywany we wsi i nie utrzymuje kontaktów z miejscowymi. - O jego zamiarach dowiedziałam się od burmistrza, który wcześniej zapowiadał, że trzeba zadbać o tę drogę, zapewniając mieszkańcom dostęp do jeziora na przykład przez utworzenie tu ścieżki spacerowej – mówi Marzena Opęchowska. Dodaje, że właściciel gruntów sąsiadujących z drogą wystąpił o jej zasiedzenie po tym, jak na miejscu pojawili się geodeci działający na zlecenie gminy po to, aby odnowić granice. Pani Marzena zeznawała już w sądzie jako świadek. Odniosła wtedy wrażenie, że autor pozwu chce udowodnić, iż grunt, który chce przejąć, nie jest drogą. Tymczasem, jak wspomina, od kiedy tylko pamięta była to droga wykorzystywana przez rolników mających w jej pobliżu swoje pola. - Była tam działka mojego ojca i innych naszych sąsiadów – opowiada pani Marzena. To, że dziś droga jest zarośnięta i praktycznie nieużytkowana to skutek tego, że we wsi nie ma już rolników, którzy posprzedawali przylegające do niej grunty. Ponadto autor pozwu jakiś czas temu zagrodził dostęp do drogi i wypasa tam konie, co powoduje, że nikt tamtędy nie chodzi. - Jakie to zasiedzenie? Dla mnie zasiedzenie jest wtedy, kiedy obsiewam, dbam, gospodaruję – mówi pani Marzena. Dodaje, że zachowanie spornego gruntu w zasobach gminy miałoby aspekt społeczny i pozwoliłoby zadbać o turystyczną atrakcyjność wsi. - Mamy tu tylko jedną gminną plażę, na której jest coraz ciaśniej, nie ma tam gdzie rozłożyć koca. Gdybyśmy urządzili ścieżkę spacerową, to ludzie mieliby gdzie pójść na spacer, spędzić czas z dziećmi – przekonuje nasza rozmówczyni.
TO JAKIEŚ NIEPOROZUMIENIE
Irytacji z powodu działań właściciela gruntów nie kryje mieszkający w Michałkach przewodniczący Rady Miejskiej w Pasymiu Bogusław Piotrowski. - Jak to może być, że ktoś zasiedzi się na państwowym, a w dodatku na drodze? To jakieś nieporozumienie - denerwuje się szef rady. Zapewnia, że droga była w tym miejscu zawsze i do tej pory figuruje na wyrysach i mapach. - Nasi mieszkańcy chcą mieć dostęp do jeziora, a innego tam już nie ma. Na pewno nie odpuścimy i będziemy walczyć – zapowiada Bogusław Piotrowski.
CZY BĘDZIE NIEBEZPIECZNY PRECEDENS?
Burmistrz Pasymia Marcin Nowociński informuje, że o zamiarach właściciela gruntów dowiedział się w momencie, kiedy do Urzędu Miasta i Gminy wpłynął pozew sądowy. - Ten pan wcześniej ze mną nie rozmawiał i nie informował o swoich planach. Chyba nie tak to powinno się odbywać – mówi włodarz. Dodaje, że teren będący przedmiotem sporu jest bardzo atrakcyjny. To ok. 20 arów ziemi z liczącą ponad 500 metrów linią brzegową. - Mieszkańcy są zbulwersowani, jak może ktoś rościć sobie prawo do zasiedzenia gruntu gminnego – mówi Nowociński. Jego zdaniem z prawa do zasiedzenia powinny być wyłączone nieruchomości należące do samorządów oraz Skarbu Państwa. Jak mówi, jeśli sąd uzna rację autora pozwu, może to oznaczać groźny precedens. - Takich nieurządzonych działek, które moglibyśmy wykorzystać, mamy wiele – mówi burmistrz, sugerując, że w przyszłości inne osoby też mogłyby rościć sobie do nich prawo. - Skoro wpłynął pozew, to pewnie jest możliwe prawnie, ale uważam, że to nieetyczne i niezgodne z zasadami współżycia społecznego – twierdzi Nowociński, potwierdzając, że korzystny dla właściciela gruntów wyrok zablokuje dostęp do jeziora. Nie ma wątpliwości, że autor pozwu, poprzez przejęcie gminnego gruntu, chce poprawić atrakcyjność swoich gruntów, zwłaszcza że jakiś czas temu wystąpił do gminy o wydanie decyzji środowiskowej przekształcając je z rolniczych na letniskowe.
Ewa Kułakowska
MAM TAKIE PRAWO
Skontaktowaliśmy się z właścicielem gruntów, który wystąpił do sądu z pozwem o zasiedzenie. Zapytaliśmy go, dlaczego zdecydował się na taki krok.
- Sprawa jest w sądzie, więc nie bardzo mogę cokolwiek powiedzieć.
Dlaczego przed złożeniem pozwu nie skontaktował się pan z burmistrzem?
- Jeśli się przez trzydzieści lat uprawia ziemię, na której nikt nic nie robi, to jest w Polsce takie prawo, że można ją zasiedzieć.
Czy uważa pan, że zasiedzenie polega na wypasaniu koni i koszeniu od czasu do czasu trawy?
- Jak każdy rolnik użytkuję pole raz tak, raz śmak. Nigdzie nie jest napisane, że mam tam uprawiać np. buraki cukrowe. Jak mam konie, to potrzebuję pastwiska i łąk, które trzeba obrabiać, bo inaczej już dawno by to zarosło olchami i wierzbami.
Dlaczego, zgodnie z dobrym obyczajem, nie skonsultował pan swoich planów z sąsiadami?
- Sąsiedzi nic do tego nie mają.
Czy w razie zasiedzenia gruntów zamierza je pan wykorzystywać rekreacyjnie?
- Nie. Na razie, póki żyję, będę je użytkował rolniczo.
Plany zasiedzenia gminnego gruntu nad brzegiem jeziora oburzają mieszkańców. Czy względy społeczne nie przemawiają za tym, by pozostał on w zasobach samorządu?
- Ci, którzy protestują, sprzedali swoje działki bez dostępu do jeziora. Dlatego tak bardzo im zależy, żeby na tej ziemi ten dostęp był. To jest ich największy problem. W Michałkach jest przecież publiczna plaża i z dostępem do jeziora nie ma problemu. Natomiast jeśli ktoś sprzedaje 200 działek po drugiej stronie drogi, to chce je jakoś uatrakcyjnić poprzez dostęp do jeziora. Stąd tak bardzo nerwowo kilka osób zareagowało.{/akeebasubs}
