- Prowadzona przez Nadleśnictwo Korpele na szeroką skalę wycinka drzew powoduje, że obszar ten traci swoje walory i atrakcyjność, nie tylko dla mieszkańców, ale także turystów, którzy licznie odwiedzają ten rejon – alarmują mieszkańcy okolic Dębówka, Kobyłochy i Pieców, w tym właściciele gospodarstw agroturystycznych, pensjonatów i domków rekreacyjnych.
Mieszkańcy letniskowej Kobyłochy i okolic są zaniepokojeni prowadzoną tu od dwóch lat systematyczną wycinką drzew. - Powycinali całe polany, które kłują w oczy jadących od strony Dębówka czy Szczycionka – mówi Krzysztof Iwiński, właściciel ośrodka wypoczynkowego „Łoś”.
Przykry widok zdeterminował miejscowych do działania.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Przeobrażenia krajobrazu spowodowane prowadzoną przez Nadleśnictwo Korpele wycinką na szeroką skalę, powodują, że obszar ten traci swoje walory i atrakcyjność nie tylko dla mieszkańców, ale także turystów, którzy licznie odwiedzają ten rejon – mówi Andrzej Dańkowski, właściciel gospodarstwa agroturystycznego „Strzecha” w pobliskich Piecach. Nie ukrywa, że dla niego, a także właścicieli innych gospodarstw, pensjonatów, czy domków rekreacyjnych, letnicy z różnych stron Polski i zagranicy stanowią źródło dochodów. - Zainwestowaliśmy w turystykę, a jak wytną nam las, to kto tu teraz przyjedzie? – zastanawia się właściciel „Strzechy”.
- W rozsyłanych przez nas ofertach jest napisane, że nasze ośrodki leżą w terenie zalesionym w prawdziwej enklawie. Teraz jak przyjadą goście, to spytają: gdzie te lasy, bo zobaczą gołe polany – nie kryje z kolei obaw właściciel „Łosia”.
Z inicjatywy okolicznych właścicieli gospodarstw, pensjonatów i domków letniskowych w ubiegłym tygodniu w środku wsi Kobyłocha odbyło się spotkanie, na które przybyli leśnicy z Nadleśnictwa Korpele na czele z nadleśniczym Marcinem Hińko. Efekty przeprowadzonej dyskusji mogą być obiecujące. Nadleśniczy zapewnił, że podziela zaniepokojenie lokalnej społeczności. Potwierdza to w rozmowie z „Kurkiem”. - Ludzie przestraszyli się tych zrębów zupełnych, bo tych wycinek jest rzeczywiście sporo i my to rozumiemy – mówi nadleśniczy. Przyznaje też, że sytuacja ta może uderzyć w pobliskie ośrodki wypoczynkowe i ludzi żyjących z turystów. Zapowiada, że planowana wycinka drzew na obszarze 2,5 hektara zostanie rozłożona na 30 lat, a teraz obejmie ona jedynie obszar 40 arów i to w miejscach takich, które nie będą rzucać się w oczy.
Co na to miejscowi gospodarze? - Tam jest już tyle wycięte, że ani jednego drzewa nie powinno się usuwać – mówi Andrzej Dańkowski. - Zamiast tego leśnicy niech się wezmą za wyczyszczenie miejsc po wycinkach, bo porozrzucane gałęzie i pozostawione krzaczory przedstawiają widok katastrofalny - dodaje.
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
