Stan nawierzchni dwuipółkilometrowego odcinka prowadzącego do zakładu utylizacyjnego w Długim Borku woła o pomstę do nieba. Asfalt pokrywający płyty betonowe w wielu miejscach jest popękany, a nawierzchnia nierówna, co sprawia sporo kłopotów przejeżdżającym tędy kierowcom ciężarówek. Dodatkowym utrudnieniem jest wąska droga i brak poboczy. Sytuację pogarsza brak nadziei na rychłą zmianę sytuacji.

Niechciana droga do SariiOd lat kierownictwo zakładu utylizacyjnego „Saria” w Długim Borku zabiega o generalny remont prowadzącej do niego drogi od krajowej 53 i deklaruje finansowe wsparcie. Kosztem 50 tys. zł firma wykonała projekt modernizacji drogi w standardzie krajowym i przekazała go jej właścicielowi - gminie Rozogi. Ta jednak do podjęcia działań się nie kwapi. Droga co prawda leży na jej terenie, ale zakład, do którego prowadzi, już nie. - Radni i mieszkańcy mówią wprost: „my tam nie jeździmy, a podatki zasilają budżet gminy Świętajno” – tłumaczy wójt gminy Rozogi Zbigniew Kudrzycki. - Dla nas ta droga nie jest priorytetowa – dodaje. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Według niego rozwiązaniem problemu byłaby zmiana jej kategorii, np. na powiatową czy wojewódzką. - Zakład jest ponadregionalny, obsługuje całą Polskę północno-wschodnią – zauważa. Próbował do swojego pomysłu przekonać m.in posła Małeckiego, ale ten sugerował, żeby wójt złożył wniosek do funduszu dróg samorządowych. To jednak nie wchodzi w grę. - Wtedy ciężar finansowania też spoczywałby głównie na nas – mówi Kudrzycki.

Problem znany jest także samorządowcom gminy Świętajno, którzy rozmawiali już na ten temat ze swoimi kolegami z Rozóg. - Zadeklarowaliśmy, że ich wesprzemy – mówi radny Andrzej Bełcikowski. Od tego czasu minął rok i nic się nie zmieniło. - Zadzwonię do pani wójt i wybierzemy się do dyrektora Sarii – zapowiada teraz radny, podkreślając duże nakłady poniesione przez firmę w ostatnim czasie na inwestycje proekologiczne. Wszelkie działania z gminą Rozogi uzależnia jednak od pozyskania środków zewnętrznych. - Musimy dostać przynajmniej 80% dofinansowania, bo sami nie damy rady. To będzie sporo kosztowało. W grę wchodzi m.in. wykup gruntów ze względu na wąskie pobocza – tłumaczy, licząc, że do wspólnych działań włączy się także powiat.

Czekając na konkretne decyzje, pracownicy zakładu sami dokonują drobnych napraw, przycinają krzaki i łatają dziury. - Jak co roku, po zimie będziemy chcieli powstałe ubytki zalepiać żużlem – zapowiada dyrektor Sarii Artur Fiktus.

(o){/akeebasubs}