Rozmowa z doktorem Włodzimierzem Tarasiukiem, kierownikiem przychodni „Tar – Medica”

Niektórzy wciąż nie wierzą w koronawirusa
Doktor Włodzimierz Tarsiuk: - Zdarzają się nam pacjenci, którzy skarżą się, że nie byli w stanie się nawet uczesać, bo nie mogli unieść w górę rąk

- Ilu dziennie zgłasza się do pana pacjentów, co do których istnieje podejrzenie zakażenia koronawirusem?

Dziś (piątek, 20 listopada) do godziny 12.30 udzieliłem już siedmiu teleporad osobom z potwierdzonym zakażeniem. Dziennie, u mnie, jak i innych lekarzy z naszej przychodni jest mniej więcej po dziesięcioro pacjentów, których kierujemy na testy. W ciągu ostatnich dni obserwujemy pod tym względem tendencję wzrostową.

- Jakie objawy są wskazaniem do skierowania na test? Czy wystarczy tylko jeden z nich, aby wysłać pacjenta na takie badanie?{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Bardzo charakterystycznym, wręcz typowym objawem choroby COVID-19 jest utrata węchu i smaku. Jeśli pacjent go zgłasza, to kieruję go na test i prawie w 100% okazuje się on pozytywny. Początkowo ministerstwo zdrowia mówiło o czterech objawach będących wskazaniem do tego badania, ale potem zostało ono zmienione. Jest to zawsze kwestia oceny lekarza i zebranego wywiadu. Jeśli wskazuje on na ryzyko, że dana osoba miała kontakt z zakażonym i wykazuje objawy, to oczywiście otrzymuje skierowanie na test.

- Co jeszcze, oprócz nagłej utraty węchu i smaku, powinno nas zaniepokoić, mimo że nie mamy typowych objawów, takich jak gorączka, kaszel czy duszności?

Na pewno duże osłabienie. Zdarzają się nam pacjenci, którzy skarżą się, że nie byli w stanie się nawet uczesać, bo nie mogli unieść w górę rąk. Niestety, często spotyka to również ludzi młodych.

- Czy zdarzają się sytuacje, kiedy pacjenci, mimo objawów wskazujących na zakażenie, nie chcą wykonać testu, bojąc się czekających ich potem procedur administracyjnych, takich jak obowiązkowa kwarantanna czy izolacja?

Częściej mamy do czynienia z osobami, które nie wierzą w koronawirusa. Niedawno z takim pacjentem zetknęła się moja żona (także lekarz – przyp. red.). Miał on już poważne zmiany zapalne w płucach spowodowane przez tę chorobą, ale nie chciał poddać się testowi, mówiąc, że on w koronawirusa nie wierzy.

Na szczęście większość ludzi wykazuje się odpowiedzialnością i dąży do uniknięcia ryzyka zakażenia innych osób. Bywają jednak i takie przypadki, kiedy pacjenci nie chcą robić testów, tłumacząc, że i tak siedzą w domu i pracują zdalnie, więc po co będą stać w kolejkach do testowania.

- Czy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej może zmusić takiego opornego pacjenta do wykonania testu?

Nie mam takich możliwości. Mogę natomiast wysłać do sanepidu informację, że podejrzewam u danej osoby zakażenie koronawirusem. Wówczas sanepid nakłada na nią kwarantannę. My, jako lekarze rodzinni, mamy natomiast obowiązek przedłużenia izolacji osobom, u których objawy utrzymują się powyżej dziesięciu dni.

- Mówi się, że większość zakażonych przechodzi chorobę łagodnie, czy wręcz bezobjawowo. Ile, z pana obserwacji, jest tych najcięższych przypadków?

Szacuję je na około 30%. Pacjenci ciężko przechodzący COVID-19 mówią mi potem, że takiej infekcji nie doświadczyli nigdy w życiu. Niestety, mieliśmy też przypadki śmiertelne. Bardzo takie sytuacje przeżywamy wraz z rodzinami zmarłych. Umierają nie tylko osoby starsze, ale i młodzi. Nasz najmłodszy pacjent, który przegrał walkę z wirusem miał 46 lat. Cierpiał jednak na choroby współistniejące.

- Na ile wiarygodne są dane na temat liczby nowych zachorowań podawane codziennie przez ministerstwo zdrowia?

Powtórzę to, co mówią naukowcy. Ponieważ część infekcji przebiega bezobjawowo, to ci pacjenci się do nas nie zgłaszają i nie są kierowani na testy. Ich może być przynajmniej drugie tyle, ile przypadków potwierdzonych. Te osoby umykają systemowi, a my nie mamy możliwości tego zweryfikować. Jeśli będą rozpowszechnione testy na przeciwciała informujące o tym, że ktoś już przechorował, to będziemy wiedzieć więcej.

Rozmawiała:

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}