W opuszczonym po śmierci właściciela gospodarstwie w Grzegrzółkach pozostał stary, kilkunastoletni pies. Gdyby nie dobre serce sąsiadki, która go dokarmia, dawno by już nie żył. Władze gminy Pasym nie kwapią się jednak, aby pomóc kobiecie i zająć się zwierzęciem, tłumacząc, że nie jest bezpańskie. Inne zdanie na ten temat ma powiatowy lekarz weterynarii.
SERCE SIĘ ŚCISKA Z ŻALU
Na początku lutego zmarł właściciel jednego z gospodarstw w Grzegrzółkach. Na opuszczonej posesji pozostał jego stary, kilkunastoletni pies. Zwierzęciem nie miał kto się zająć. Nad losem wygłodzonego czworonoga zlitowała się sąsiadka zmarłego, Marianna Matysiewicz. Choć sama ma już dwa psy, w tym jednego porzuconego, to dokarmia pozostawionego samego sobie zwierzaka. W międzyczasie kilka razy interweniowała w gminie Pasym, aby ta zajęła się nim, bo jej nie stać na utrzymanie trzeciego podopiecznego. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
CZEKAJĄ NA PODZIAŁ MAJĄTKU
Władze gminy Pasym, choć problem znają od dawna, nie kwapią się do podjęcia konkretnych działań. - To nie jest bezpańskie zwierzę. Wciąż trwa postępowanie spadkowe po zmarłym właścicielu, a ono stanowi część majątku – mówi burmistrz Pasymia Cezary Łachmański. Informuje, że kilka razy kontaktował się z dziećmi zmarłego, ale te nie były zainteresowane zabraniem psa. - Gdyby chodziło o krowę czy konia, sprawa już dawno byłaby załatwiona – uważa burmistrz. Przekonuje, że z powodu toczącego się postępowania spadkowego nie ma prawa zabrać psa nawet na tymczasowe przetrzymanie w schronisku. Zapowiada jednak podjęcie kroków prawnych. - Daliśmy dzieciom zmarłego czas na zajęcie się zwierzęciem do końca listopada. Jeśli tego nie zrobią, wniesiemy na policję zawiadomienie o porzuceniu psa – deklaruje Łachmański.
ZWYKŁA SPYCHOLOGIA
- To próba uniknięcia odpowiedzialności i zwykła spychologia – komentuje postępowanie władz gminy jedna z wolontariuszek szczycieńskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Argumenty burmistrza nie przekonują też powiatowego lekarza weterynarii. Według niego toczące się postępowanie spadkowe nie ma tu nic do rzeczy. - Fakty są takie, że zwierzę zostało same i nie ma się kto nim zaopiekować. W takiej sytuacji obowiązek ten spada na gmi nę – mówi Jerzy Piekarz. - Postępowanie spadkowe może trwać latami. Dopóki sprawa się nie skończy, obowiązkiem burmistrza jest pomóc zwierzęciu i zając się nim, a potem ewentualnie od spadkobierców dochodzić roszczeń z tytułu kosztów poniesionych na jego utrzymanie – twierdzi powiatowy lekarz weterynarii.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
