W opuszczonym po śmierci właściciela gospodarstwie w Grzegrzółkach pozostał stary, kilkunastoletni pies. Gdyby nie dobre serce sąsiadki, która go dokarmia, dawno by już nie żył. Władze gminy Pasym nie kwapią się jednak, aby pomóc kobiecie i zająć się zwierzęciem, tłumacząc, że nie jest bezpańskie. Inne zdanie na ten temat ma powiatowy lekarz weterynarii.

Niemoc wobec psiej niedoli
Marianna Matysiewicz od blisko roku nie może się doprosić od urzędników z Pasymia jakiejkolwiek reakcji w sprawie psa, którym po śmierci właściciela dotąd nikt się nie zajął

SERCE SIĘ ŚCISKA Z ŻALU

Na początku lutego zmarł właściciel jednego z gospodarstw w Grzegrzółkach. Na opuszczonej posesji pozostał jego stary, kilkunastoletni pies. Zwierzęciem nie miał kto się zająć. Nad losem wygłodzonego czworonoga zlitowała się sąsiadka zmarłego, Marianna Matysiewicz. Choć sama ma już dwa psy, w tym jednego porzuconego, to dokarmia pozostawionego samego sobie zwierzaka. W międzyczasie kilka razy interweniowała w gminie Pasym, aby ta zajęła się nim, bo jej nie stać na utrzymanie trzeciego podopiecznego. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Starsza kobieta żyje ze skromnej renty i nie ma możliwości wzięcia pod opiekę kolejnego psa. - Nie mogę jednak patrzeć jak chodzi głodny, serce mi się ściska z litości – żali się pani Marianna. - Zbliża się zima, a ten pies wysiaduje gdzieś na ziemi, po krzakach. Mamie jest go po prostu szkoda – dodaje jej córka, Anita Kostek. Obie skarżą się, że ich monity w gminie Pasym pozostają bez echa. - Nawet dziś dzwoniłam do urzędu z prośbą o zabranie psa. Urzędniczka odpowiedziała, żeby dać jej jeszcze dwa dni na reakcję. Słyszymy to już od lutego – nie kryje irytacji pani Anita. Według niej pies może stwarzać zagrożenie dla ludzi. - Kiedy przyjeżdżam do mamy, a on jest w pobliżu, to szczeka na dzieci. Poza tym nigdy nie był szczepiony – mówi kobieta. Zdarza się, że zwierzę wałęsa się po wsi, wygrzebuje jedzenie ze śmietników. Psem nie interesuje się również rodzina zmarłego właściciela. Gdyby nie odruch serca pani Marianny, zapewne od dawna by już nie żył.

CZEKAJĄ NA PODZIAŁ MAJĄTKU

Władze gminy Pasym, choć problem znają od dawna, nie kwapią się do podjęcia konkretnych działań. - To nie jest bezpańskie zwierzę. Wciąż trwa postępowanie spadkowe po zmarłym właścicielu, a ono stanowi część majątku – mówi burmistrz Pasymia Cezary Łachmański. Informuje, że kilka razy kontaktował się z dziećmi zmarłego, ale te nie były zainteresowane zabraniem psa. - Gdyby chodziło o krowę czy konia, sprawa już dawno byłaby załatwiona – uważa burmistrz. Przekonuje, że z powodu toczącego się postępowania spadkowego nie ma prawa zabrać psa nawet na tymczasowe przetrzymanie w schronisku. Zapowiada jednak podjęcie kroków prawnych. - Daliśmy dzieciom zmarłego czas na zajęcie się zwierzęciem do końca listopada. Jeśli tego nie zrobią, wniesiemy na policję zawiadomienie o porzuceniu psa – deklaruje Łachmański.

ZWYKŁA SPYCHOLOGIA

- To próba uniknięcia odpowiedzialności i zwykła spychologia – komentuje postępowanie władz gminy jedna z wolontariuszek szczycieńskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Argumenty burmistrza nie przekonują też powiatowego lekarza weterynarii. Według niego toczące się postępowanie spadkowe nie ma tu nic do rzeczy. - Fakty są takie, że zwierzę zostało same i nie ma się kto nim zaopiekować. W takiej sytuacji obowiązek ten spada na gmi nę – mówi Jerzy Piekarz. - Postępowanie spadkowe może trwać latami. Dopóki sprawa się nie skończy, obowiązkiem burmistrza jest pomóc zwierzęciu i zając się nim, a potem ewentualnie od spadkobierców dochodzić roszczeń z tytułu kosztów poniesionych na jego utrzymanie – twierdzi powiatowy lekarz weterynarii.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}