W miniony piątek w ruinach zamku po raz kolejny odbył się Jarmark Mazurski. Na imprezie swój dorobek zaprezentowali twórcy ludowi z całego województwa i nie tylko. Zwiedzający mogli kupić niepowtarzalne wyroby rękodzieła oraz posłuchać muzyki jazzowej w wykonaniu warszawskich zespołów.

JAZZOWY CZWARTEK
Od kilku lat jarmarkowi towarzyszy muzyka jazzowa. W czwartkowy wieczór, poprzedzający imprezę, na dziedzińcu szczycieńskiego ratusza wystąpiły trzy zespoły reprezentujące ten nurt: Gypsy Swing Quartet, Jazz Duet oraz Irena Gałązka & Joy Music. Mimo upału, publiczność dopisała, co świadczy o tym, że istnieje w Szczytnie zapotrzebowanie nie tylko na muzykę popularną, ale i inne gatunki. Pierwszy zespół, w składzie którego wystąpił goszczący także przed rokiem w Szczytnie pochodzący z Ukrainy skrzypek Siergiej Wowkotrub, zaprezentował brzmienia łączące jazz z nutką cygańskiego folkloru. Na bis muzycy brawurowo zagrali temat ze znanego filmu „Vabank”. Po nich zaprezentował się Jazz Duet z pianistą Zbigniewem Kmicińskim oraz grającym na skrzypcach i saksofonie Pawłem Dybczyńskim. Jazzowy wieczór zakończyła wokalistka Irena Gałązka i Joy Music.
COŚ DLA DUCHA I CIAŁA
Artystów tych oraz zespoły ze Szczytna i Rejonu Wileńskiego można było usłyszeć także w piątek w podczas Jarmarku Mazurskiego.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SZMACIANE CUDEŃKA
Po raz drugi na szczycieński jarmark przyjechała Marta Wołodkowicz z Olsztyna, która prowadzi firmę „Manufaktura Marty”. - Lubię tu przyjeżdżać. Organizatorzy są bardzo mili, a turyści i mieszkańcy się nie spieszą – chwali atmosferę imprezy pani Marta. Na jej stoisku można kupić m.in. wykonane z naturalnych składników, głównie bawełny i specjalnej włókniny szmaciane lalki i maskotki. - Zostały zrobione tak, by były bezpieczne nawet dla niemowląt – zapewnia pani Marta. Wiele rzeczy wykonuje na zamówienie. Najbardziej oryginalne zlecenia, jakie jej się trafiły, to uszycie pary nowożeńców oraz lalki przypominającej znaną meksykańską malarkę, Fridę Kahlo. Z wykształcenia jest ekonomistką, a jej przygoda z rękodziełem zaczęła się, gdy ukończyła 30 lat. - Kupiłam wtedy maszynę do szycia i pomyślałam, że spróbuję czegoś nowego – mówi pani Marta. Podkreśla, że każda rzecz, która wychodzi spod jej ręki, jest niepowtarzalna, a i klienci ceniący rękodzieło są ludźmi wyjątkowo sympatycznymi.
(ew){/akeebasubs}
