Na wysokich drzewach rosnących przy końcu ul. Narońskiego gniazduje kolonia gawronów. Ich krzykliwe sąsiedztwo daje się mocno we znaki mieszkańcom.

Nieznośne towarzystwo

Na krańcu niedawno remontowanej ulicy Narońskiego inwestor, czyli miasto zbudowało mały parking samochodowy. Służy on głównie mieszkańcom domu wielorodzinnego stojącego przy ul. Kolejowej. Służy jednak teoretycznie, bo w jego najbliższym sąsiedztwie na wysokich drzewach gniazdują gawrony, za sprawą których postawiony w zatoczce samochód wkrótce przeobraża się w pojazd nie do użytku.

- Po kilku minutach całe auto pokryte jest ptasimi odchodami – żali się Stanisław Nowotka z ul. Narońskiego i pokazuje nam pierwszy z brzegu samochód. Teraz nie można jechać nim nigdzie indziej, jak tylko do najbliższej myjni.

To jednak nie jedyne utrapienie mieszkańców. Utytłane ptasimi odchodami są także stojące przy parkingu pojemniki na śmieci.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

- Nie sposób podnieść ich pokryw, aby wrzucić nieczystości – skarży się inny mieszkaniec, Waldemar Pogorzelski. Wyjaśnia, że pokrywy i ich uchwyty całe są powalane białą mazią. W dodatku najbliższa okolica zasłana jest mniejszymi i większymi gałązkami gubionymi przez gawrony.

Ptaki też są bardzo krzykliwe.

- Już o piątej rano urządzają pobudkę i nie dają dłużej pospać także w soboty, ani w niedziele – skarżą się inni mieszkańcy.

Wywiązuje się dłuższa dyskusja i zgłaszane są różne pomysły, jak zaradzić złu.

- Może warto byłoby postawić daszek nad parkingiem – pada m. in. taki postulat. Pomysł wydaje się ciekawy, bo przy okazji byłaby to ochrona przed opadami atmosferycznymi.

CO ZA PŁOTEM, TO JUŻ NIE MIEJSKIE

W ratuszu wyjaśniają nam, że budowa zadaszenia nad parkingiem nie wchodzi w grę.

- Za duże koszty, poza tym trzeba byłoby ustawicznie zabiegać o utrzymanie go w czystości – wyjaśnia wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk Jego zdaniem dobrym rozwiązaniem byłoby prześwietlenie koron drzew i ewentualna wycinka tych, które w znacznym stopniu zostały zaatakowane przez jemiołę. Teren, na którym rosną, nie należy jednak do miasta, a ZS nr 2. Mieszkańcy powinni więc zwrócić się o pomoc do starostwa.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}