W obecnych czasach, gdy rolnicy prześcigają się w tym, kto ma większy i mocniejszy ciągnik, używanie do prac polowych koni wydaje się już anachronizmem. Tymczasem leśnik-emeryt z Gizewa, pan Mieczysław Grzelak nie wyobraża sobie orki bez koni.
Na niedawno otwartej w Muzeum Mazurskim wystawie stanowiącej pokłosie konkursu „Fotograf Szczycieński” zauważyliśmy ciekawe fotogramy autorstwa Ferdynanda Sosnowskiego. Na zdjęciach autor przedstawił orkę wykonywaną konnym pługiem! Zaintrygowało to nas do tego stopnia, że postanowiliśmy dowiedzieć się, kim jest osoba prowadząca pług.
Człowiekiem wykonującym tę ciężką, nieomal katorżniczą pracę, okazał się mieszkaniec Gizewa, i tu uwaga, 84-letni Mieczysław Grzelak. Choć od 24 lat pozostaje na emeryturze, przez cały ten czas prowadzi gospodarstwo rolne.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Nie jest ono duże, łącznie liczy 4,5 ha powierzchni. Uprawy ziemniaków, owsa, żyta i pszenicy prowadzone są ekologicznie - na oborniku i kompoście z liści. Tak naprawdę ziemia należy do jednego z jego synów. Ten jednak w poszukiwaniu lepszych warunków życiowych wyjechał do Niemiec. Ojciec miał uprawiać ją tylko przez jakiś czas do powrotu syna. Cóż, to nie następuje, dzieci syna rozpoczęły edukację na obczyźnie, no i teraz nie wiadomo kiedy i czy w ogóle jego rodzina wróci do kraju.
Pan Mieczysław nie musi uprawiać tej ziemi. Ma wystarczającą emeryturę i mógłby gospodarstwo oddać w dzierżawę. To nie wchodzi w grę. Obcowanie z ziemią, przyrodą jest dla niego najważniejsze.
- Gdybym siedział w jednym miejscu, zaraz zesztywniałyby mi członki – twierdzi pan Mieczysław. Zapewnia, że uprawa roli przywraca mu siły i zdrowie. Dzięki aktywności czuje się wspaniale i nie ukrywa satysfakcji, że mimo przeszło osiemdziesiątki na karku, wciąż może oddawać się pracy. Orkę wykonuje końmi, bo jest pasjonatem tych zwierząt. Ma ich dwójkę – Mirę i Gniadą. Podczas pracy na roli robi dość często przerwy, bo... konie męczą się i trzeba dać im odsapnąć. Sam mógłby chodzić za pługiem do zmierzchu.
Choć areał nie jest wielki, zbiory i tak są za duże jak na potrzeby pana Mieczysława i jego żony. To, co pozostaje, sprzedaje.
- Kiedyś ludzie chętniej kupowali moje płody rolne – wspomina gospodarz, bo były znane z wysokiej jakości. Ostatnio jednak zainteresowanie jest mniejsze. Zdaniem gospodarza to skutek tego, że ludzie mają mniej pieniędzy. Dlatego część plonów rozdaje za darmo.
Pan Mieczysław pochodzi z kresów. Do Szczytna trafił w 1949 r. i wówczas rozpoczął pracę w leśnictwie Gizewo. Najpierw był zwykłym robotnikiem, potem gajowym, w końcu podleśniczym. Las i przyrodę kocha do dziś.
Marek J.Plitt
{/akeebasubs}
