Nad dużym jeziorem miał powstać hotel, a mamy stację benzynową,

za którą od strony jeziora rozciąga się plac budowy ze stosami starych betonowych płytek chodnikowych i wielkich płyt żelbetowych.

- Miał tu stanąć nowoczesny obiekt, a mamy zakrzaczone rumowisko, penetrowane przez margines społeczny – skarżą się mieszkańcy miasta.

Obskurny plac

POCZĄTKI INWESTYCJI

Działkę przy ul. Pasymskiej, przeznaczoną pod budowę kompleksu hotelowego, po kilku nieudanych próbach, Urząd Miejski sprzedał we wrześniu 2003 r. Prace budowlane, których zakończenie planowano na 2006 r. znacznie się jednak opóźniały. Powodem był konflikt pomiędzy inwestorem z Łomży, Ryszardem Okuniewskim, a Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Chodziło o zjazdy z posesji na drogę krajową. Spór znalazł finał w sądzie, który w końcu przyznał rację przedsiębiorcy. Prace budowlane ruszyły dopiero w 2007 r. To, co zbudowano, mocno jednak zaskoczyło mieszkańców Szczytna. Pojawiła się tylko stacja paliw, która według pierwotnych zapewnień inwestora miała być drugoplanowym elementem towarzyszącym hotelowi. Na pozostałej części wielkiego placu budowy, gdzie miał stanąć obiekt obsługujący turystów i podróżnych do dziś nic się nie dzieje.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

CHAOS I ŚMIECIOWISKO

- Nadjeziorny teren, na którym miał powstać hotel, przynosi miastu tylko w styd - uważa Henryk Sienkiewicz, radny miejski i prezes sąsiadujących z tą posesją ogródków działkowych „Lenpol”. Panuje tam chaos, obok byle jak ułożonych stosów starych płytek chodnikowych leżą wielkie płyty żelbetowe. Pośród nich walają się najprzeróżniejsze śmiecie, bo teren od strony działek jest otwarty. Jakiś czas temu właściciel terenu postawił tam drewniane ogrodzenie, ale mało solidne, więc zaraz wandale je zrujnowali. Brak płotu powoduje, że plac odwiedzany jest przez margines społeczny. Alkoholicy urządzają sobie libacje pod chmurką, a przy okazji załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne. Często bywa tam też młodzież. Działkowicze wiele razy widzieli wąchających klej i używających innych narkotyków młodych ludzi, którzy potem wchodzili na stosy betonowych płyt. Aż strach pomyśleć, co może się stać, gdy ktoś z nich spadnie.

- Zgłaszałem wszystkie te problemy komendantowi straży miejskiej – mówi Henryk Sienkiewicz. Patrole funkcjonariuszy przywracały porządek, ale tylko chwilowo. Po niedługim czasie wszystko wracało do „normy”.

BRAK INSTRUMENTÓW

Władze miasta, wydaje się, są bezsilne wobec właściciela działki, Ryszarda Okuniewskiego. Nie mają takich instrumentów, aby zmusić go o dbanie o estetykę działki stanowiącej jego własność. Na początku inwestycji istniały jednak odpowiednia narzędzia. W momencie sprzedaży ówczesna Rada Miejska zastrzegła sobie prawo do wykupu działki po 5 latach, gdyby się na niej nic nie działo. Z zastrzeżenia tego miasto jednak nie skorzystało, bo jak wówczas tłumaczył ratusz – inwestor postawił stację paliw.

Obecnie niewiele da się zrobić.

- Jedyne, co możemy przedsięwziąć, to zgłosić do nadzoru budowlanego zagrożenie pod kątem bezpieczeństwa - tłumaczyła na posiedzeniu komisji gospodarki komunalnej, prawa i bezpieczeństwa RM burmistrz Danuta Górska. Sprawą tą zajęła się straż miejska.

- Najpierw przeprowadziliśmy lustrację działki pod kątem porządków – informuje komendant Janusz Gutowski. Dodaje, że zalecenia pokontrolne zostały wykonane przez pracowników stacji paliw już następnego dnia. Kolejną czynnością funkcjonariuszy było skierowanie pisma do nadzoru budowlanego, aby ten przeprowadził kontrolę placu pod względem bezpieczeństwa. Chodziłoby o o brak części ogrodzenia, bezładne składowisko starych materiałów budowlanych oraz pochylone latarnie, o których pisaliśmy w poprzednim numerze „KM”. To postępowanie jest w toku.

ŻALE INWESTORA

- Trudno utrzymać porządek, gdy po placu grasują wandale - tłumaczy „Kurkowi” właściciel stacji, Ryszard Okuniewski. Jeśli chodzi o płot od strony ogródków, to inwestor zapewnia nas, że jak poprawi się pogoda, przyśle ekipę, która postawi trwałe ogrodzenie. Ów płot to nie jedyny kłopot jaki miał z wandalami. Rozmontowali oni nawet przęsła metalowego ogrodzenia, które postawił od strony jeziora. Ich pastwą padły także baraki, a jeden z nich był podpalany aż trzy razy.

- Z budowy hotelu nie rezygnuję – twierdzi przedsiębiorca. Zaznacza, że wykonana została część robót ziemnych, o czym świadczą nasypy. Wszelkie dokumenty i formalności są dawno załatwione, a hotel, który powstanie nad jeziorem będzie zajmował powierzchnię ok. 4 500 m2. Wejścia do budynku mają być dwupoziomowe. Niższe od strony jeziora powiodą do pomieszczeń gospodarczych oraz sal bilardowych i kawiarenek piwnych, lokali przeznaczonych głównie dla młodzieży. Z poziomu, na którym usytuowana jest stacja benzynowa, będą wejścia do hotelu i restauracji.

- Inwestycja byłaby już rozpoczęta, ale nie otrzymałem dotacji europejskiej, o jaką się ubiegałem - żali się inwestor. Dodaje, że chodziło mu jedynie o 20% refundacji kosztów z programu „Miejsca obsługi podróżnych”. Jak nam mówi, lepiej „ustawieni” inwestorzy otrzymali je w dużo większym rozmiarze, ale on nie.

Zapewnienia Ryszarda Okuniewskiego o kontynuacji inwestycji, której zwieńczeniem ma być hotel, słyszymy już od lat. Okoliczni mieszkańcy tracą nadzieję na powstanie tutaj okazałego obiektu obsługującego turystów w najbliższy czasie. - Prawdopodobnie nie doczekamy go wcale – słyszymy ich opinie.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}