Inauguracyjne zwycięstwa drużyn z Pasymia i ze Szczytna* Nieudany start Omulwi

Odblokowany SKS
W zespole Mrągowii zagrał związany z poddźwierzuckim Kałęczynem Mahamadou Bah. Z lewej zdobywca drugiej bramki dla Błękitnych Szymon Chrzanowski

IV LIGA

1. kolejka

Błękitni Pasym – Mrągowia Mrągowo 2:0 (2:0)

1:0 – Daniel Gołaszewski (12.), 2:0 – Szymon Chrzanowski (38.-k.)
Błękitni: Brzozowski, Stańczak (89. Jędrzejewski), B. Nosowicz, Walczak (46. B. Kowalewski), Świercz (76. Jagiełło), Dobrzyński, Kulesik (60. Balcerzak), P. Kowalewski,  Chrzanowski,  Kępka, Gołaszewski.

Burmistrz Pasymia Cezary Łachmański stawiał przed meczem na remis, ale  włodarze miast nie są nieomylni i drużyna Błękitnych zafundowała licznie przybyłym kibicom zwycięstwo. Sympatycy klubu znad Kalwy mają w pamięci wstydliwe 0:5 na inaugurację IV ligi dwa lata temu, stąd  z wyniku przewidywanego przez burmistrza też byliby w miarę zadowoleni.
Pasymianie na rozkręcenie się potrzebowali około 10 minut. Wkrótce padły też bramki. O zwycięstwie przesądzili zawodnicy będący niedawnymi nabytkami Błękitnych. W 12. min P. Kowalewski dograł do Gołaszewskiego, a ten silnym strzałem pokonał bramkarza gości. Pod koniec pierwszej połowy w polu karnym sfaulowany został Kulesik. Pewnym egzekutorem był Chrzanowski, który zmylił golkipera Mrągowii i podwyższył na 2:0.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 
Druga połowa przyniosła po kilka sytuacji z obu stron i czerwone kartki. Na kwadrans przed końcem z boiska wyrzucony został zawodnik Mrągowii, a tuż przed ostatnim gwizdkiem arbiter tę samą decyzję podjął w stosunku do Kępki. Meczu z ławki rezerwowych nie obejrzał do końca także nerwowo reagujący trener przyjezdnych Mariusz Niedziółka. Zdecydowanie nie był on zadowolony z postawy swojej drużyny, czemu dał wyraz w wypowiedzi dla klubowej strony MRAGOWIA.PL:
- Wynik mówi sam za siebie, przegraliśmy z drużyną, która pewnie do potentatów tej ligi nie będzie należała. Widać było, jakby gospodarzom bardziej zależało, szczególnie w pierwszej połowie, to wszystko było na dużej „żyle”.
W chwili, gdy bieżący numer „Kurka” trafiał do sprzedaży, Błękitni rozegrali w Pasymiu mecz z rezerwami Stomilu Olsztyn. Relacja z tego spotkania za tydzień.

Zatoka Braniewo – Olimpia II Elbląg 3:2, GSZS Rybno – Tęcza Biskupiec 2:0, Warmia Olsztyn – Stomil II Olsztyn 0:6, Jeziorak Iława – Mamry Giżycko 2:3, Olimpia Olsztynek – Mazur Ełk 1:1, MKS Korsze – Motor Lubawa 1:3, Pisa Barczewo – Granica Kętrzyn 1:1, Błękitni Orneta – Polonia Lidzbark Warmiński 0:3.

 

KLASA OKRĘGOWA

1. kolejka

Powodów do świętowania ligowego zwycięstwa w Szczytnie bardzo dawno nie było. Rękę w geście triumfu podnosi autor pierwszego gola dla SKS-u Grzegorz Kozicki

SKS Szczytno – Vęgoria Węgorzewo 2:0 (1:0)

1:0 – Grzegorz Kozicki (21.), 2:0 – Kacper Taradejna (89.)
SKS: Skrajny, Przywara, Brzeziński, Magnuszewski, Chorążewicz, Ł. Krajza (86. Kacprzak), Zalewski (80. Nurkowski), Dąbrowski (65. Taradejna), R. Krajza, G. Kozicki (90. Manowski), Komorowski (54. Burakiewicz).

Mecze SKS-u z Vęgorią Węgorzewo  zazwyczaj wyróżniają się w natłoku ligowych spotkań. Oto co zwróciło uwagę w pojedynku tych drużyn na inaugurację sezonu 2020/2021:
- kibice oglądali pierwsze ligowe zwycięstwo SKS-u od… 26 maja 2019 r.; zespół prowadzony wtedy przez Pawła Pietrzaka wygrał 2:1 z Wilczkiem Wilkowo; trzy dni później szczytnianie pokonali na wyjeździe 3:2 Łynę Sępopol i było to ostatnie aż do minionej niedzieli zwycięstwo w lidze – później SKS wygrywał tylko w ubiegłorocznych barażach i późniejszych sparingach,
- po raz pierwszy od dłuższego czasu na mecz SKS-u z Vęgorią nie musiała przyjeżdżać karetka i zabierać zawodnika z poważną kontuzją do szpitala (tak było podczas dwóch ostatnich spotkań z Vęgorią w Szczytnie),
- po niemal rocznej przerwie w ligowym meczu zagrał bramkarz SKS-u Paweł Skrajny, którego na dłuższy czas z występów wykluczyła kontuzja doznana w meczu właśnie przeciwko Vęgorii,
- drugą bramkę dla SKS-u zdobył w niedzielę Kacper Taradejna, czyli zawodnik, który w poprzednim meczu obu drużyn musiał zastąpić między słupkami Skrajnego,
- ostatnie zwycięstwo na inaugurację okręgówki (4:2) SKS zanotował blisko trzy lata temu w wyjazdowym meczu z Vęgorią.
Na to, że po tak długiej przerwie od zwycięstw SKS wreszcie się odblokuje, wcale się nie zanosiło. Początek należał zdecydowanie  do gości, którzy po niespełna dziesięciu minutach powinni prowadzić już 2:0. Miejscowi pierwszy raz strzelali dopiero w 20. min, a chwilę później obrońcy Vęgorii stracili piłkę w okolicy linii pola karnego. Przejął ją aktywny w tym meczu Kozicki, uderzył precyzyjnie lewą nogą i piłka wpadła tuż przy słupku.
W drugiej odsłonie grająca bardzo wysoko obrona gości prowokowała SKS do stwarzania sytuacji sam na sam. Dwie doskonałe okazje zaprzepaścił Dąbrowski, decydując się niepotrzebnie na strzały z dystansu. Takich sytuacji było znacznie więcej, a można dodatkowo odnieść wrażenie, że kilkakrotnie asystent arbitra puścił spalone. Goście wytracili impet, lepiej  spisywała się szczycieńska obrona, a w 89. min SKS zadał decydujący cios, gdy po rajdzie prawą stroną boiska do siatki trafił Taradejna. Po meczu drużyna ze Szczytna mogła po bardzo długiej przerwie odtańczyć taniec radości.

MKS Jeziorany – Omulew Wielbark 1:0 (0:0)

1:0 – (55.)

Omulew: Woźny, Cieślik, Bagiński, M. Miłek, S. Nowakowski (32. Kosiński, 83. Jabłonowski), Murawski, Gąsiewski (83. Krupiński), Gut (75. Raniecki), Kwiecień, Musioł, Abramczyk.

Omulew zanotowała falstart, przegrywając z beniaminkiem z Jezioran. – Zagraliśmy katastrofalnie. Wyglądało to tak, jakbyśmy spotkali się pierwszy raz w środę i pojechali na mecz w sobotę – podsumowuje trener Omulwi Mariusz Korczakowski. Ma on bardzo duże zastrzeżenia co do zaangażowania części graczy i skuteczności. Już po kilku minutach goście mogli wysoko prowadzić, ale z niejasnych powodów nie trafiali w piłkę, pustą bramkę lub posyłali futbolówkę prosto w golkipera MKS-u. – Na pewno w następnym meczu będą duże zmiany – zapowiada wielbarski szkoleniowiec. Miejscowi sytuacji stworzyli mniej, ale potrafili raz skierować piłkę do siatki.
Na otarcie łez Omulwi pozostał rzut karny wybroniony przez Woźnego. Karny – co zauważył obserwator – podyktowany niesłusznie.
W meczu w Jezioranach nie mógł zagrać Buła, którego WM ZPN  po czerwonej kartce w niedawnym pucharowym meczu zawiesił w jakichkolwiek rozgrywkach do 10 sierpnia.
W najbliższą sobotę Omulew powalczy o ligowe punkty z Victorią Bartoszyce. Początek spotkania w Wielbarku o godz. 17.00.{/akeebasubs}