Wizytówkami każdej miejscowości są tzw. witacze umieszczane przy ważniejszych i ruchliwszych szlakach komunikacyjnych.

Odświeżyć witaczeMają je u nas w powiecie mniejsze i większe miejscowości oraz gminy, ma też Szczytno. Kiedyś były to wielkie konstrukcje postsocjalistyczne, ale od wiosny 2007 r. mamy nowe, poświęcone pamięci tego, który swoimi utworami rozsławił w świecie Mazury – Krzysztofa Klenczona.
Akurat tak się składa, że w tym roku przypada 35. rocznica śmierci artysty (szerzej piszemy o tym w innym miejscu), więc dobrze byłoby odnowić owe witacze.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Od 2007 r. odstały już swoje, to i nie dziwi, że pobrudziły się przez ten czas i wyblakły na słońcu. Dotyczy to obu, tego stojącego na rozstaju dróg Olsztyn – Nidzica, jak i mniejszego witającego przyjezdnych z kierunku Warszawy. Od słońca wypłowiały herby, tak Szczytna, jak i zaprzyjaźnionych miast oraz flagi państwowe, a pod głównymi napisami: „Miasto Szczytno” potworzyły się brzydkie zacieki.
Ciekawostka: w wikipedii artykuł o muzyku ilustrują dwa zdjęcia - pomnik stojący w nadjeziornym pasażu w Szczytnie oraz kładka im. Klenczona w Bydgoszczy, wiodąca na wyspę Młyńską. Ponieważ figurę Klenczona przy pięciolinii z pierwszym taktem przeboju „Wróćmy nad jeziora” widział każdy, proponujemy rzut oka na elegancką kładkę poświęconą pamięci artysty w Bydgoszczy. Interesujące jest to, że jej budowę zakończono w tym samym czasie, co nasze witacze – w 2007 r. (w 65. rocznicę urodzin).
Na kładce zawieszono też pamiątkową tablicę, która przypomina przechodniom muzyka, który wraz z Niebiesko-Czarnymi w 1963 r. koncertował w paryskiej Olimpii.

NOBLISTA WE ŁZACH?

W bieżącym roku przypada także 100. rocznica śmierci Henryka Sienkiewicza i 170. jego urodzin. Noblista  w powieści „Krzyżacy” nie przedstawił Szczytna dobrze, a raczej jako siedlisko zła za sprawą okrutnych Krzyżaków. Oto króciutki fragment powieści: Szczytno przed wami. (-). Jurand został na wzgórzu sam i spoglądał we wskazanym mu przez wieśniaka kierunku na szarą, wilgotną oponę mgły, która zasłaniała przed nim świat. Za tą mgłą krył się ów złowrogi zamek.
Mimo takiej „reklamy” wdzięczne społeczeństwo wystawiło pisarzowi pomnik tuż pod ratuszem, w sąsiedztwie ruin zamku, symbolicznym miejscu powieściowych wydarzeń.
Dodajmy jeszcze, że Henryk Sienkiewicz przebywał w Szczytnie w 1908 roku. Zamieszkiwał wówczas w domu Kazimierza Jaroszyka (obecnie ul. Polska 35). Jego pobyt w naszym mieście związany był z rozpoczęciem drukowania fragmentów powieści „Krzyżacy” w lokalnej polskojęzycznej gazecie „Mazur”.  Pomnik uroczyście odsłonięto w 1966 r,. czyli dokładnie pół wieku temu.  Jest to dobra okazja, by przyjrzeć się dokładnie popiersiu noblisty, bo upływ czasu zrobił swoje. Brązowa rzeźba, dłuta krakowskiego artysty  Jacka Pugeta przez ten czas pokryła się warstwą patyny, a jej zacieki sprawiają wrażenie, jakby po obliczu noblisty spływały łzy. Kiedyś, co nawet zbyt pochopnie pochwalaliśmy, za mycie pomnika zabrano się społecznie. Niestety, zastosowane wówczas amatorskie metody czyszczenia nie dały pozytywnych rezultatów. 
Zwykło się uważać zieloną patynę za trwałą powłokę, ale badania wykazują, że korozja ta jest jednak postępującym procesem, który może zniszczyć głębsze warstwy metalu. Zjawisko to pogłębia agresywna atmosfera miejska. Dobrą metodą jest piaskowanie, ale substancją mniej twardą od tego kruszywa i tu uwaga – wykorzystuje się do tego np.  rozdrobnione łupiny orzechów. Tak pod koniec XX w. był m. in. odnawiany pomnik Kościuszki w Waszyngtonie – informacje o tym zaczerpnęliśmy ze strony internetowej Muzeum Historii Polski.

CHODNIKOWE PORZĄDKI

Wiosna chyba już na dobre zadomowiła się w Szczytnie, a poznać to po tym, że na ulicach pojawiły się wreszcie służby porządkowe. Miotły oraz szufle poszły w ruch i od razu chodniki stawały się czyste. Znikał z nich pozimowy piasek, czego domagali się nasi Czytelnicy, bo ich zdaniem była najwyższa  ku temu pora.
Roboty wykonywano jednak dwuetapowo. Najpierw w ruch poszły miotły, a zmieciony piasek uformowany w kopczyki, żeby nie powiedzieć kupy, niestety zalegał dość długo na chodnikach. Na ul. Pasymskiej przeleżały one cały dzień. Nim je w końcu zabrano przechodnie, jak i rowerzyści zdążyli niektóre z nich rozdeptać lub rozjechać, roznosząc piasek na powrót po chodniku. Znów trzeba było uruchomić miotły.

 

 

ŁADNY OGRÓDEK - MARNE WEJŚCIE

W związku z cieplejszą pogodą wzmógł się też ruch w ogródkach jordanowskich. Choć są to place zabaw dla dzieci, jak widać na zdjęciu, bywa na nich i starsza klientela, bo kto nie lubi się pohuśtać lub pokręcić na karuzeli, choćby takiej faktycznie przeznaczonej dla maluchów? Na zdjęciu widzimy fragment placu zabaw przy ul. Pasymskiej. Od strony plaży miejskiej do tego ogródka dostaniemy się poprzez elegancki szlak pieszo-rowerowy. Niestety, od strony ul. Pasymskiej, gdzie usytuowane jest w zasadzie główne wejście, wszystko wygląda marnie. Ni to wjazd, ni to zjazd opatrzony jest przekręconym przez wandali znakiem drogowym - zakazem wjazdu samochodów, motocykli i motorowerów (szczegół w białym otoku). Ciągnąca się w głąb placu zabaw alejka, choć niby utwardzona, trudna jest do pokonania przez mamy,  zwłaszcza z wózkami. Utwardzenie alejki stanowi bowiem kamienny bruk, pamiętający jeszcze czasy przedwojenne. Wystające kamienie, momentami całkiem luźno leżące na nawierzchni nie ułatwiają spacerowania. Przykrego widoku dopełniają rachityczne ławeczki, stojące obok alejki, z których jedna została w ogóle pozbawiona oparcia.

PRZEWRACAJĄCE SIĘ MURKI

Przy opisywanym wejściu od strony ul. Pasymskiej, a właściwie wejściach, bo oprócz łagodnego zjazdu są też tu i betonowe schodki, stoją „ozdobne” murki. Kiedyś może i pełniły rolę upiększającą, ale nie obecnie. Pomiędzy nimi zainstalowane były ławki, po których dziś  nie pozostał nawet najmniejszy ślad.  Z wiekowych już murków sypie się otynkowanie, a u podstawach są popękane, co może spowodować, że wkrótce osuną się z chodnikowej skarpy lub całkiem przewrócą. W dodatku chodnik, który jest już nowego typu, tuż pod murkiem tym najbardziej zwietrzałym, zapadł się i tworzy lokalne zagłębienie, wypełniane, gdy pada, sporą kałużą.{/akeebasubs}