W piątek zmarł Kazimierz Czarnota, biegacz AKB Szczytno. Miał 53 lata.
- To był taki fajny kolega - wspomina Zygmunt Zapadka, zawodnik AKB. - Miał talent do biegania. Przez kilka lat jeździł ze mną jako kibic. Pamiętam, że swój pierwszy maraton pobiegł ze mną w Łodzi. Uzyskał wtedy dobry czas, poniżej czterech godzin.
- Mówiliśmy na niego „Kajtek”. Pamiętam, że zawsze na treningu biegł zawsze przed nami, jakby nam uciekał – mówi inny kolega Kazimierza Czarnoty z tras biegowych Artur Trochimowicz. - Po raz ostatni biegł z nami na Strugę dwa tygodnie temu.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Śmierć Kazimierza Czarnoty była szokiem dla jego klubowych kolegów. - Byliśmy umówieni z „Kajtkiem” na niedzielny bieg do Groty w Linowie - kontynuuje Artur Trochimowicz. - Wcześniej, na rocznicę śmierci księdza Roberta Dziewiatowskiego, to nam nie wyszło, bo było zimno. W piątek dowiedziałem się, że „Kajtek” nie żyje... W niedzielę do groty pobie gliśmy więc już nie tylko dla ks. Roberta, ale i dla „Kajtka”...
Kazimierz Czarnota jako jedyny zawodnik ze Szczytna ukończył Koronę Maratonów Polskich – w ciągu dwóch lat uczestniczył w maratonach w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Dębnie.
Pogrzeb zawodnika AKB odbył się w poniedziałek w Szczytnie.
(gp)
{/akeebasubs}
