Nie żyje Marek Borkowski, jedna z najbardziej zasłużonych osób w historii szczycieńskiej siatkówki. Został pochowany w Ciechocinku, w którym mieszkał po wyjeździe ze Szczytna.
Marek Borkowski pochodził z Włocławka. Z siatkówką był związany od młodzieńczych lat. Trenował w tamtejszej Włocławii. Najpierw wywalczył z nią awans do II, a potem do I ligi - warto wspomnieć, że wyższej klasy rozgrywkowej w Polsce wtedy nie było. Pod koniec lat 70. ubiegłego wieku trafił do Szczytna, a konkretnie do Wyższej Szkoły Oficerskiej MSW. Równolegle kontynuował karierę siatkarską w Gwardii. To były najlepsze lata szczycieńskiej siatkówki. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Dokonania Marka Borkowskiego jako szkoleniowca docenił „Kurek”, przyznając mu w 2001 r. tytuł TRENERA ROKU w swoim sportowym plebiscycie.
Po rozstaniu z Gwardią Marek Borkowski pożegnał się także ze Szczytnem. Wyjechał do Ciechocinka. Zmarł w ostatnim dniu marca. Pogrzeb odbył się w środę 7 kwietnia. Marka Borkowskiego pochowano na ciechocińskim cmentarzu komunalnym.
- Charakteryzował go spokój i opanowanie, a także poczucie humoru. Był nie tylko świetnym zawodnikiem i trenerem, ale również wspaniałym przyjacielem i kolegą – tak zmarłego wspomina Andrzej Pawłowski, wieloletni kierownik techniczny sekcji piłki siatkowej Gwardii Szczytno.
(gp), (o){/akeebasubs}
