W piątek 1 kwietnia w wieku 78 lat, po ciężkiej chorobie, zmarł Stefan Łomiak. Był wieloletnim prezesem OSP Dźwierzuty, a wcześniej także jednostki w Dąbrowach. Za zasługi dla ochotniczego ruchu strażackiego został odznaczony Złotym Znakiem Związku OSP RP. - Wychował w naszej remizie kilka pokoleń strażaków – mówi Adam Maliński, następca Stefana Łomiaka na stanowisku prezesa dźwierzuckiej straży.
Stefan Łomiak pochodził z Targowa, gdzie skończył Szkołę Podstawową i tam także zaczął swoją przygodę ze strażą pożarną. Zawodowo pracował w milicji, a potem policji. Przez wiele lat mieszkał w Dąbrowach, pełniąc służbę na posterunku w Rozogach. W Dąbrowach wstąpił do miejscowej OSP, zyskując zaufanie i szacunek swoich kolegów, którzy wybrali go na prezesa jednostki. Po przejściu na emeryturę powrócił do rodzinnej gminy Dźwierzuty, gdzie aktywnie włączył się w działalność dźwierzuckiej OSP. Przez lata pełnił funkcję jej prezesa. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Za swoje zasługi otrzymał najwyższe wyróżnienie w ochotniczym ruchu strażackim – Złoty Znak Związku OSP RP. Posiadał również inne odznaczenia, w tym Złoty Medal „Za Zasługi dla Pożarnictwa”. Adam Maliński wspomina, że to Stefan Łomiak przygotowywał go do objęcia po nim funkcji prezesa OSP Dźwierzuty. - Jeździł ze mną, przedstawiał na różnych szczeblach. Mówił: Adasiu, musimy zrobić wszystko, aby nasza jednostka rozwijała się sprzętowo i miała jak największe zasoby ludzkie – wspomina Adam Maliński. - Wychował w naszej remizie kilka pokoleń strażaków – dodaje, podkreślając, że Stefan Łomiak całe życie poświęcił służbie drugiemu człowiekowi. - Będzie nam go bardzo brakowało – podsumowuje prezes.
Ciepło wspomina zmarłego również bryg. Zbigniew Stasiłojć z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie. - Nawet kiedy nie pełnił już funkcji prezesa, aktywnie włączał się w różne przedsięwzięcia organizowane w Dźwierzutach. Zapamiętałem go, kiedy przebrany za króla brał udział w orszaku Trzech Króli – mówi. - Jego wychowankowie opowiadali mi, że potrafił być surowy i od czasu do czasu ich skarcić, ale gniew zawsze szybko mu przechodził, nie umiał się na nikogo długo złościć – mówi Zbigniew Stasiłojć.
(ew){/akeebasubs}
