Czymże byłaby ligowa piłka nożna bez wiernych kibiców? Chyba każdy klub ma takich oddanych sympatyków, będących z drużyną na dobre i na złe. Właśnie odszedł jeden z najstarszych kibiców SKS-u Szczytno, pan Mieczysław Nowicki.
Pan Mieczysław nie był może typem fana z szalikiem czy zagrzewającego do boju uderzaniem w bęben jak słynny hiszpański Manolo, ale starał się być na każdym meczu szczycieńskiego zespołu rozgrywanym na własnym boisku. Kiedyś, gdy w Szczytnie mieliśmy III- i II-ligową Gwardię, a pan Mieczysław pracował na kolei, bywał niejednokrotnie na wyjazdowych meczach. Udawał się na nie pociągiem – chociażby do Białegostoku. Od lat znakiem rozpoznawczym tego wiernego kibica był duży męski rower, którym przyjeżdżał na stadion przy ul. Ostrołęckiej i który prowadził ku bramie na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem, sygnalizując w ten sposób, że na murawie nic ważnego się już nie wydarzy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Swój ostatni ligowy mecz SKS-u w Szczytnie obejrzał 3 listopada ubiegłego roku, gdy zespół Pawła Pietrzaka podejmował Śniardwy Orzysz. Mecz obejrzała garstka widzów – oczywiście tych najwierniejszych.
Można było oczekiwać, że pan Mieczysław zobaczy w Szczytnie jeszcze niejedno spotkanie. Niestety, stało się inaczej. Zmarł w minionym tygodniu w wieku 75 lat. Został pochowany na szczycieńskim cmentarzu.
(gp){/akeebasubs}
