Gospodarstwa agroturystyczne wspierane przez fundusze europejskie poszerzają swoje oferty o organizowanie spływów kajakowych. Jednak dostęp do rzek, mimo modernizacji i budowy nowych dróg leśnych, jest coraz bardziej ograniczany przez leśników, co stawia w trudnej sytuacji organizatorów spływów.

Omulew nie dla kajaków

W bieżącym roku kilku właścicieli gospodarstw agroturystycznych działających na terenie gminy Wielbark, korzystając z możliwości ubiegania się o fundusze europejskie przeznaczone na rozwój

turystyki, wzbogaciło swoją ofertę o organizowanie spływów kajakowych. Wśród takich przedsiębiorców znalazł się m. in. Zbigniew Kostrzewa z Głuchu. Niestety, gdy przyszło do organizowania spływu na najbardziej atrakcyjnych krajobrazowo odcinkach rzeki Omulew, okazało się to wręcz niemożliwe. - Dawniejsze drogi leśne wiodące do rzeki zostały zmodernizowane przez leśników korzystających paradoksalnie także z unijnych pieniędzy i... niestety, zamknięte dla zwykłego użytkownika samochodu - skarży się pan Zbigniew.

Dodaje, że firma transportowa, którą wynajął do przewozu kajaków odmówiła współpracy. Kontrahent wycofał się bowiem zaraz po tym, gdy po wjeździe do lasu został ukarany wysokim mandatem wystawionym przez straż leśną (uchwyciła go w oko obiektywu jedna z kamer, tych które opisywaliśmy w maju br.). Na odcinku do miejscowości Małga, jak mówi Zbigniew Kostrzewa, praktycznie nie ma żadnego udostępnionego dojazdu do rzeki, a najbliższy jest w Szuci, czyli na 42. kilometrze cieku, licząc od początku trasy. Na tak długi spływ nie ma chętnych, a krótsze musiałyby kończyć się 4 lub 5-kilometrowym marszem z kajakiem na plecach, co też odstrasza turystów. Bulwersuje i dziwi to nie tylko organizatorów, ale i chętnych do udziału w spływach kajakowych. - Jak to się dzieje, że najpiękniejsze zakątki Mazur nazywane cudem natury, nie są dostępne dla turysty? - nie może pojąć pani Anna, chętna do udziału w spływie po Omulwi. Trasa jest bowiem tak piękna, że przewyższa nawet walory słynnego szlaku kajakowego rzeką Krutynią.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

OKIEM LEŚNIKÓW

Część potencjalnych tras kajakowych na rzece Omulew biegnie przez tereny leśne administrowane przez Nadleśnictwo Szczytno, a część przez Nadleśnictwo Jedwabno. Stanowiska obu jednostek są takie same.

- Wjazd w leśne drogi nie jest możliwy - mówi nadleśniczy Janusz Kleszczewski ze Szczytna, powołując się na art. 29 ustawy o lasach. Tam stoi czarno na białym, że na obszarach leśnych ruch pojazdów silnikowych, zaprzęgowych, czy motorowerów jest możliwy tylko na drogach publicznych (gminnych, powiatowych, krajowych), natomiast leśnymi traktami można poruszać się tylko takimi, które są oznakowane drogowskazami dopuszczającymi ruch.

- Nad Omulwią, na granicy obszarów leśnictwa Jedwabno i Szczytna prowadzony jest ponadto biotop cietrzewia, co powoduje, że teren ten jest specjalnie chroniony – dodaje nadleśniczy. Nie ma wyjątku od ustawy, zatem organizatorzy spływów kajakowych, zdaniem nadleśniczego, muszą stosować się do prawa. Powinni zatem dobierać takie trasy, do których transport kajaków odbywałby się drogą publiczną, albo leśną opatrzoną stosownymi znakami.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}