Pochodząca ze Szczytna Luiza Kramek to młoda, pełna artystycznej pasji kobieta zakochana w muzyce R&B i soul. Na co dzień pracuje w Warszawie, gdzie prowadzi salon stylizacji brwi, jest też profesjonalną makijażystką i wizażystką. Za kilka dni ukaże się jej debiutancki singiel „Szalik albo sweter”, do którego nie tylko sama napisała muzykę i słowa, ale też nagrała teledysk.
WSZĘDZIE BYŁO JEJ PEŁNO
Luiza Kramek od dziecka czuła w sobie artystyczne powołanie, co, jak sama przyznaje, nie zawsze spotykało się ze zrozumieniem i akceptacją otoczenia. Pochodzi ze Szczytna. Tu ukończyła Szkołę Podstawową nr 6, a potem Gimnazjum nr 2. W czasie nauki szkolnej odkryła w sobie muzyczne powołanie. - Moja relacja z muzyką kształtowała się przez nauczycieli. W podstawówce chodziłam na chór, dzięki czemu mam dziś bardzo dobrą dykcję – wspomina. Często występowała na szkolnych apelach, a potem, z powodzeniem brała udział w powiatowych przeglądach. Na swoim koncie ma I miejsce w Festiwalu Piosenki Krzysztofa Klenczona w Dźwierzutach oraz przeglądzie piosenki niemieckojęzycznej. Po ukończeniu gimnazjum przeniosła się do Olsztyna, gdzie ukończyła IV Liceum Ogólnokształcące. Okresu nauki szkolnej nie wspomina jednak dobrze. - Nigdy nie przepadałam za moimi czasami szkolnymi. Było mnie wszędzie pełno, śpiewałam na każdym apelu. Do tego uczyłam się najlepiej i nie czułam się lubiana przez rówieśników. Po prostu za bardzo się wyróżniałam – mówi Luiza.
Oprócz zainteresowań muzycznych, jej pasją był wizaż i modeling. Dwukrotnie była twarzą kalendarza „Kurka Mazurskiego”. Brała udział w precastingu do programu „Must be the music”, udzielała się w emdekowskim zespole „Pod sceną”. Wygrała również walentynkową sesję zdjęciową z aktorem Maciejem Musiałem i trafiła na okładkę jednego z pism dla nastolatek. Zgrała także epizodyczną rolę w serialu „Rodzinka.pl”.
MISTRZYNI NITKOWANIA
Po maturze wyjechała do Warszawy. Dziś prowadzi tam salon stylizacji brwi „A kto taki ładny”, wykonuje też makijaże na potrzeby sesji zdjęciowych. Nie zerwała jednak kontaktów ze Szczytnem.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ARTYSTYCZNA ZOSIA SAMOSIA
Praca nie przeszkadza jej kontynuować artystycznych pasji. - Nudzą mnie zwykłe rzeczy. Lubię wszystko to, co szalone i kolorowe – mówi. Podkreśla jednak, że jej pierwszą i największą miłością jest muzyka. Luiza to muzyczny samouk. Kocha klimaty R&B oraz soul i w tych nurtach tworzy swoje piosenki. - Moją misją jest tworzenie muzyki, która jest bardzo relaksująca i kojąca. Lubię otulać ludzi swoim głosem, wykorzystywać zawarte w nim ciepło – charakteryzuje swoją twórczość. Wśród artystek, które ją inspirują wymienia Norę Jones i Cleo Sol. Luiza mówi o sobie, że jest twórczą Zosią samosią – sama pisze teksty i muzykę, a nawet kręci teledyski. - To wynika z tego, że jestem perfekcjonistką i nad wszystkim muszę mieć kontrolę – tłumaczy. Z drugiej strony artystyczna samodzielność ma też atut ekonomiczny. - Robienie muzyki kosztuje, a będąc samodzielną, mogę sporo zaoszczędzić. Po co płacić komuś za napisanie tekstu, skoro sama mogę to zrobić? Podobnie jest z teledyskami – mówi Luiza.
O MIŁOŚCI Z DYSTANSEM I IRONIĄ
Już za kilka dni, 28 marca, premierę będzie miał jej singiel zatytułowany „Szalik albo sweter”. To kompozycja łącząca elementy muzyki soul i R&B, pełna ironii oraz przewrotna. Autorka wspomina, że z dystansem podchodziła do pisania piosenek o miłości, uważając, że to kiczowaty i oklepany temat. Problem jednak w tym, że jej ulubione style muzyczne osadzone są właśnie w takiej romantycznej tematyce. Początkowo myślała, żeby napisać coś w miłosnym klimacie dla żartu. - W ten sposób powstał bardzo romantyczny refren. Pisałam go, myśląc o moim ówczesnym chłopaku i kierowałam się czystą miłością – wspomina Luiza. - Żeby jednak nie paść z tego nadmiaru słodyczy, zwrotkę zrobiłam już w moim klimacie, z ironią i poczuciem humoru – dodaje. W tekście nawiązuje do relacji z innym swoim chłopakiem, który pisał bloga z poradami randkowymi. - Kończąc zwrotkę napisałam, że mam już dość tych rad randkowych, bo nie ma w nich autentyzmu – mówi Luiza.
Teledysk nakręciła sama, w swoim warszawskim studiu stylizacji brwi. Kiedy wypożyczony na potrzeby stworzenia filmu obiektyw zawiódł, użyła … telefonu komórkowego. W teledysku wcieliła się w rolę toksycznej coach udzielającej miłosnych porad.
NIECH PRZYJDZIE WENA
Luiza w planach na ten rok ma wydanie jeszcze kilku innych piosenek. Przyznaje, że nie marzy o wielkiej karierze, bo zdaje sobie sprawę z tego, że style, po które sięga, nie są komercyjne. - Robię muzykę dla przyjemności, a nie dla kariery. Ale jeśli wyszłaby z tego kariera, byłoby super. Mam jednak świadomość, że w dzisiejszych czasach bardzo ciężko się wybić – przyznaje.
W wolnych chwilach lubi czytać książki, głównie o tematyce psychologicznej. Słucha też podcastów. Wcześniej dość intensywnie trenowała boks, chodziła na kung – fu i jeździła na rolkach. Teraz bardziej relaksuje ją medytacja i joga. Czego można jej życzyć? - Żeby przyszła do mnie wena na następne piosenki – odpowiada Luiza.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
