Podczas polowania w rejonie Wielbarka myśliwi znaleźli uwięzionego we wnykach owczarka niemieckiego. Pogotowie dla zwierząt, które zostało powiadomione o tej sytuacji zarzuca pracownikom urzędu, że nie udzielili mu żadnej pomocy i nie odbierali telefonów z prośbą o interwencję. Burmistrz Grzegorz Zapadka zaprzecza tej wersji zdarzeń. - To ewidentne szkalowanie nas, które zdarza się nie po raz pierwszy – mówi.

Owczarek we wnykach
Uwolniony z sideł owczarek był bardzo wychudzony, co najlepiej widać było podczas jego kąpieli

DLACZEGO POMOC NIE NADESZŁA?

W sobotę 12 stycznia w lasach w pobliżu Wielbarka odbywało się polowanie. W jego trakcie myśliwi znaleźli uwięzionego we wnyku owczarka niemieckiego. Według relacji zamieszczonej na portalu społecznościowym, zwierzę było przerażone, mocno wychudzone i odwodnione. Myśliwi oswobodzili czworonoga i przewieźli do wynajętej kwatery, gdzie miał czekać na pomoc. Według organizacji Pogotowie dla zwierząt, która nagłośniła sprawę w internecie, stosowne organy nie zrobiły nic, aby ruszyć na ratunek psu.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  W całodobowym sztabie kryzysowym gminy Wielbark odzywał się fax. Człowiek nie dyżurował. Straż miejska nie istnieje, lekarz, z którym podpisana jest umowa na pomoc zwierzętom z wypadków nie odbierał telefonów - czytamy w internetowym wpisie. Dalej Pogotowie dla zwierząt relacjonuje, że schronisko, z którym gmina ma podpisaną umowę nie chciało przyjąć owczarka, twierdząc, że nie może tego zrobić bez zlecenia z urzędu. Z kolei dyżurny KPP w Szczytnie miał nie odbierać telefonu. Skuteczna okazała się dopiero interwencja w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Olsztynie, która powiadomiła o zdarzeniu pracownika Urzędu Miejskiego w Wielbarku. Ten miał jednak oświadczyć, że pracuje od poniedziałku do piątku w godzinach 7.00 – 15.00. W tej sytuacji wolontariusze Pogotowia po pokonaniu 280 km sami przyjechali po psa i zabrali go do azylu. Dopiero po wielu godzinach wyczerpane zwierzę otrzymało pomoc weterynaryjną. Weźmiemy się za patologiczne zachowanie się urzędników gminy Wielbark. Nie odpuścimy - zapowiada w internetowym wpisie Pogotowie dla Zwierząt. Pod opublikowanym postem pojawiło się wiele komentarzy, których autorzy nie pozostawiają na wielbarskich urzędnikach suchej nitki. Zarzucają im znieczulicę, obojętność i lenistwo.

BURMISTRZ: TO SZKALOWANIE

Urzędnicy w Wielbarku zapewniają, że żadne zgłoszenie o uwięzionym psie do nich nie dotarło. W przeciwnym razie, reakcja na pewno by była. - Jest to ewidentne szkalowanie, które zdarza się nie pierwszy raz – twierdzi burmistrz Wielbarka Grzegorz Zapadka. - Z tego, co napisano na portalu wynika, że to gmina jest winna całej sytuacji. Można nawet odnieść wrażenie, że to my zastawiliśmy na tego psa sidła – dodaje nie bez ironii. Według niego mechanizm alarmowania o tego typu zdarzeniach działa bez zarzutu. - Jeśli coś takiego ma miejsce w weekend lub po godzinach pracy urzędu, to osoba zgłaszająca dzwoni pod numer alarmowy 112. Dyżurny policji ko ntaktuje się wtedy z naszym pracownikiem, a ten podejmuje konkretne działania – tłumaczy burmistrz. Zapewnia, że tym razem też by tak było, zwłaszcza że miejsce, w którym znaleziono psa, znajduje się stosunkowo blisko Wielbarka. Okazuje się, że owczarek jest jednym z dwóch, które niedawno zgubiły się w lesie właścicielowi. Pierwszy został odnaleziony i trafił do wielbarskiego przytuliska. Burmistrz dziwi się beztrosce właściciela. - Sam przez wiele lat hodowałem tę rasę. Owczarków nie wolno puszczać do lasu, bo mają taki instynkt, że jak pójdą za zwierzyn ą, to trudno je po tem przywołać – mówi. Zastanawia go także postawa myśliwego, który znalazł psa. - Na pewno należy do któregoś z tutejszych kół. Dziwne, że on czy też jego koledzy nie wiedzieli, jak w takich sytuacjach postępować kwituje.

(ew){/akeebasubs}