Dzisiejszy felieton zatytułowałem dość przewrotnie, ponieważ chciałbym sprowokować nim mojego znakomitego sąsiada z łamów „Kurka Mazurskiego” doktora Tarasiuka.
Włodek jest dla mnie niekwestionowanym medycznym autorytetem, tymczasem ja zamierzam dzisiaj opisać kilka przesądów, czy też powszechnie przyjętych popularnych wierzeń z zakresu „zdrowotności”, co do których mam niejakie wątpliwości. Będą to takie sobie obyczajowe spostrzeżenia felietonisty, niepoparte żadną fachową wiedzą. Mam zatem nadzieję, że mój wykształcony kolega po piórze da się sprowokować i zechce potwierdzić lub też zaprzeczyć moim poglądom na opisane prozdrowotne przekonania większości obywateli, które mnie osobiście wydają się bezzasadne. Będę szczęśliwy, doktorze, jeśli tym sposobem napiszemy coś jakby wspólny felieton w dwóch częściach.
Zacznijmy od sprawy picia napojów chłodzonych. Od niepamiętnych czasów napoje zimne pijam zawsze mocno schłodzone. Mimo że jestem namiętnym piwoszem, piwa ciepławego nie wezmę do ust. Obojętnie latem, czy zimą. Piwo nie dość zimne uważam za niesmaczne. Tymczasem zimową porą piwo z lodówki można kupić tylko w dużych centrach handlowych. Małe osiedlowe sklepiki wyłączają już na jesieni swój sprzęt chłodniczy, bo jak wiadomo nikt nie kupi zbyt zimnego piwa o tej porze roku. Niezdrowo! Z takim poglądem nie spotkałem się nigdzie na świecie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Przy okazji kilka uwag z zakresu pediatrii. Już trzydzieści lat temu pani doktor lecząca moją małą córkę, a mająca za sobą wieloletnią praktykę na oddziale dziecięcym szpitala w Sztokholmie, stosowała dość szokującą naszą rodzinę metodę leczenia gardła na sposób szwedzki. Czyli lodami. Z dobrym skutkiem. Pamiętam też, że kiedy moja mała Basia miała bardzo wysoką gorączkę, pani doktor kazała ją rozebrać i chłodzić przy otwartym oknie. Jesienią. Myślałem wówczas, że obecną przy tym moją mamę, czyli babcię Basi, „trafi szlag” na sam widok takich zbrodniczych poczynań. Zresztą dzisiaj obserwuję, że niezależnie od pory roku małe dzieciaczki wożone w wózkach przez swoje mamusie obowiązkowo mają na głowach czapeczki. I to nie jakieś tam płócienne kapelusiki od słońca, ale porządne ciepłe czapy z dzianiny. Zimą i latem. Żal patrzeć.
Skoro jesteśmy przy temacie temperatury otoczenia. Jak to właściwie jest z tymi przeciągami? Ja osobiście lubię mieć mieszkanie wietrzone i niewielkie przeciągi, w letniej porze, uważam za wskazane, a nawet niezbędne. Jakoś nie zauważyłem, aby ktoś w domu ucierpiał z tytułu mojego „dziwactwa”. Tymczasem panuje ogólne przekonanie o niezwykłej szkodliwości domowych przewiewów. W Polsce nie wszyscy tak uważają, ale na przykład Francuzi wprost obsesyjnie unikają wszelkich przeciągów uważając je niemal za zagrożenie życia. Toteż w większości paryskich mieszkań, w jakich bywałem, panuje zawsze lekki zaduch, a moja przyjaciółka, która zmuszona była do spędzenia kilku dni w paryskim szpitalu opowiadała mi, że o mało jej nie zlinczowali inni chorzy, kiedy próbowała otworzyć okno. Bo przecież te przeciągi!
A teraz kilka ludowych mądrości z zakresu żywienia. Zdarza mi się słyszeć jak niektóre babcie pouczają swoje wnuczęta. Mówią dokładnie to samo, co słyszałem ja od swojej babuni. A było to przecież kilkadziesiąt lat temu. I nic się nie zmieniło? Jak to jest, że na przykład nie należy pić wody po zjedzeniu jabłka lub gruszki. Ma to jakieś medyczne uzasadnienie? Jeszcze groźniej brzmi zakaz picia mleka w zestawieniu z owocami. Tutaj dodam, że zapamiętałem z czasów mojego dzieciństwa pewną niekonsekwencję. Otóż czarne, leśne jagody dostawałem do spożycia na sposób wileński. Na głębokim talerzu, zalane świeżym, pocukrzonym, zimnym mlekiem. Ale co do innych owoców, to już Boże broń! Jagody nadal lubię jadać z zimnym mlekiem. Tak jak zupę. Polecam.
Na zakończenie jeszcze jedno. Ciągle słyszę jak to niezdrowo jest brać się do roboty zaraz po jedzeniu. Najpierw wypocząć (zawiązać sadełko?), praca później. Wygodne, ale czy uzasadnione? A teraz ważne pytanie do pana doktora. Włodku, co to jest skręt kiszek? Od pokoleń wszystkie babcie straszą swoje wnuczęta, że jeśli coś zjedzą nie tak, albo wezmą się do roboty zaraz po jedzeniu, to nic tylko dostaną owego skrętu kiszek. No po prostu groza!
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
