Nasi Czytelnicy co pewien czas poruszają sprawę parkingu położonego na terenie zajmowanym kiedyś przez Termex.

Parking czy zabudowa?To plac leżący między ulicami: Lipperta, Andersa i Ogrodową, niemal w sercu miasta – a wygląda zdecydowanie niereprezentacyjnie. Kierowcy muszą tu manewrować po licznych wądołkach, które niekiedy służby próbują wyrównywać (fot. 1) . Za transformatorem swój azyl znaleźli miłośnicy mocniejszych trunków, którzy nie krępują się tutaj ani gromadnego picia, ani pozostawiania po sobie puszek i butelek (fot. 2).

Osoby zdziwione faktem, że parking nie jest uporządkowany, wyłożony polbrukiem czy wyasfaltowany, informujemy, że plac to część terenu inwestycyjnego przewidzianego pod zabudowę mieszkaniową. Owo miejsce jest jednym z „bohaterów” filmiku zachęcającego do zakupu tego czy innego terenu w Szczytnie. Plac po „Termeksie” stanowi całość z obszarem zajmowanym przez zajezdnię ZKM (fot. 3).

Ta, jak wiemy, miała być już parę lat temu przeniesiona w okolice cmentarza, ale wciąż zostaje na swoim miejscu. Można się zastanawiać, czy faktycznie nie lepsze byłoby zamienienie opisywanego placu w porządny parking, najlepiej płatny. Inwestycja jak najbardziej logiczna w perspektywie wyprowadzenia ruchu z placu Juranda – gdzieś w pobliżu parkować przecież, zwłaszcza w sezonie, trzeba, a miejsce widać z przelotowej ulicy Kościuszki. Przesunięty nieco w głąb oficjalny parking po kotłowni przy skrzyżowaniu ulic Andersa i Lipperta ma odrobinę gorszy dojazd.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

CO MY JEMY?

Homo sapiens, o ile tylko próbuje być sapiens, ma coraz więcej okazji do podejmowania refleksji na temat współczesnej rzeczywistości. Ostatnio na siatce ogrodzeniowej jednego z lokali gastronomicznych znajdujących się poza stolicą powiatu dostrzegliśmy zachętę do kupienia jagodzianek z jagodami (fot.4). Od razu zadaliśmy sobie pytanie: A z czego to mogą być jagodzianki? Z jabłek?
Już prawie pół wieku temu Stanisław Bareja kazał sprawdzać bohaterowi jednego ze swoich filmów zawartość cukru w cukrze. Dziś producenci podają nam, ile mięsa wykorzystano do wyprodukowania 100 g wędliny – i czasem lepiej nie wczytywać się w treść tego typu informacji. Pijemy sok o jakimś smaku – ale owoce, których nazwy użyto na etykiecie, występują w danym towarze w ilościach często śladowych.

Skoro o owocach mowa – w niektórych większych sklepach Szczytna od pewnego czasu prowadzona jest akcja ratowania… bananów. Klienci są z lekka przymuszani do nierozrywania kiści, w których te egzotyczne owoce są zazwyczaj wykładane (fot. 5). Tak więc jeśli wszyscy do owego apelu właściwie się odniosą, ten czy ów kupujący zostanie pozbawiony możliwości wrzucenia do koszyka  jednego banana, bo np. tylko tylu potrzebuje. Handlowcy wiedzą jednak, jak z to z tym rozrywaniem kiści jest – stąd apele mają i inną formę (fot. 6). W niektórych sklepach rozrywać kiście jednak warto: stwarzamy w ten sposób okazję, by co bardziej wrażliwi klienci wykazali się odpowiednimi odruchami i przygarnęli samotne banany.

ZAMASKOWANE STANOWISKA

Wędkarskie stanowiska, które od czerwca w dość wątpliwy sposób zdobią nabrzeże mniejszego ze szczycieńskich jezior, wciąż wyzwalają emocje. Nieustający przeciwnik absurdów lokalnej rzeczywistości i jednocześnie nasz Czytelnik, pan Tadeusz Bogusz, nadesłał nam niedawno zdjęcia pokazujące, że specjalne stanowiska są przez wędkarzy omijane – wolą oni łowić kilka metrów obok, siedząc na krzesełkach lub po prostu na trawie (fot.7). W prostokątnych ramkach wolą wylegiwać się koty (fot. 8) – a więc pożytek z przygotowywanych pod koniec wiosny stanowisk jednak jakiś jest.
„Kurek” przyzna się bez bicia, że nie wykonuje codziennych rundek dookoła Jeziora Małego Domowego, ale przy każdorazowym tam pobycie próbuje dostrzec osobę, która wyciągałaby coś na brzeg, stojąc czy siedząc na którymś z 37 z mozołem przygotowywanych miejsc. Dalibóg, choć takich prób podjęliśmy sporo, ani razu nie udało nam się zobaczyć wędkarza zajmującego, że się tak wyrazimy,  odpowiednie stanowisko. Wszyscy, czy to w pojedynkę czy w duecie, łowią obok albo poniżej, bliżej lustra wody. Bojkot, wstydliwość czy jeszcze inny powód?
Dwa miesiące temu nasz felietonista Andrzej Symonowicz, w odpowiedzi na list pana Tadeusza do redakcji, pocieszał autora:  Na szczęście wkrótce obrosną trawą, a co za tym idzie, wtopią się w otoczenie. Tadeusz! Tylko taką pociechę mam dla Ciebie. Przepowiednia faktycznie się spełnia, bo gdy w miniony weekend wybraliśmy się nad jezioro, znowu nikogo na stanowiskach nie zobaczyliśmy, ale przekonaliśmy się, że część z nich już dość mocno zarosła  (fot. 9). Przeciwnikom tej inwestycji za kilkanaście tysięcy pozostaje także wiara w długą i śnieżną zimę…

ABY DO WIOSNY

Na pewno są tacy, którzy już odliczają dni. Do czego? Oczywiście do otwarcia pewnego sklepu, a nastąpi to już 16 marca (fot. 10). Zaraz jesień, zima (na złość przeciwnikom stanowisk znad jeziora) pewnie szybko minie i na koniec przedwiośnia będzie można szturmować sklep. Obawiamy się jednak, że szturm nastąpił już pół roku temu (w 2019 r. 16 marca przypadał w sobotę), a baner reklamowy po prostu jakoś tak został…

PLAC ŚWIATOWIDA

W minioną sobotę z pompą otworzono znajdującą się na ul. Łomżyńskiej strefę rekreacji „Zefir”. Odrobinę wcześniej oddano do użytku siłownię plenerową, zlokalizowaną w bezpośrednim sąsiedztwie placu zabaw na ul. Pasymskiej (fot. 11.). Oprócz stanowisk  służących do poprawiania swojej tężyzny fizycznej, nazwanych biegaczem, orbitrekiem, wioślarzem czy wyciskiem górnym, mamy tu m.in. dwa stoliczki z planszami do rozrywek intelektualnych. Całość uzupełniają ławeczki i dosadzone tuje. Nic, tylko przychodzić i miło spędzać czas, korzystając z dodanych do urządzeń instrukcji. Miejsce pachnie jeszcze świeżością, ale niestety widać, że niektórym wystarczy parędziesiąt godzin, by ten zapach przegonić. Na stolik z szachownicą ktoś wysypał piasek (tak było co najmniej w sobotni ranek), a plansza z 64 polami już się odkleja (fot. 12).

Tak przy okazji – pomysł, by plansze do gier naklejać, szczególnie w miejscu pod chmurką, nie jest chyba do końca najlepszy. Pod ławkami i stolikami oczywiście muszą leżeć już niedopałki i łupiny słonecznika – nowy kosz znajduje się praktycznie na wyciągnięcie ręki. Gdyby był jeszcze bliżej, śmieci i tak leżałyby pewnie na ziemi… Na tablicy z regulaminem podano numery telefonów, pod które można dzwonić, by zgłaszać uwagi związane np. ze stanem tego miejsca. Nam się wydaje, że nad całością powinien czuwać plastikowy niby-posążek (zaznaczony strzałką na fot. 11), kojarzący się trochę ze Światowidem, słowiańskim bóstwem. Każde z oblicz  ma inną liczbę oczu (od 1 do 4) i powinno wandali oraz zaśmiecaczy wypatrzyć.

Tekst i foto (w większości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}