W ostatnich latach nie brakuje osób, które składając świąteczne życzenia, umieszczają w nich słowo „białe”.
Tak to się z naszym klimatem porobiło…Podczas minionego Bożego Narodzenia faktycznie po raz pierwszy od dłuższego czasu mogliśmy cieszyć się śniegiem. Najpiękniej było w Wigilię, później biała pierzynka zaczęła się powoli topić, ale dawny duch świąt został wyjątkowo zachowany.
Na naszych ulicach (i nie tylko) wciąż możemy cieszyć swoje oczy świątecznym wystrojem. Wieczorem ładnie prezentują się główne ulice Szczytna i pasaż prowadzący nad Jezioro Duże Domowe. W świątyniach uwagę przykuwają szopki bożonarodzeniowe. Znacznie większa konstrukcja stanęła przed kościołem św. Brata Alberta (fot. 1) . Zatrzymującym się tam osobom towarzyszą dobiegające z głośników dźwięki kolęd i innych religijnych pieśni.
W domach wciąż stoją przystrojone choinki. Nieco inne bożonarodzeniowe drzewko widzieliśmy w jednym z pomieszczeń szczycieńskiego ratusza, a konkretnie w Wydziale Gospodarki Miejskiej (fot. 2). Igieł może nie ma, ale stosowną kolorystykę zachowano.
O tym, że prezenty zostały rozdane ponad tydzień temu, przypomina dekoracja na placu Juranda. Choinka, renifery i wielkie paczki wyglądają wciąż efektownie, ale położona niżej dodatkowa część „podarunkowa” instalacji jest, powiedzmy to wyraźnie, nieco… sflaczała (fot. 3).{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W POSZUKIWANIU UTRACONEGO CZASU (I)
Zapewne wiele osób czuje jeszcze smak wigilijnych potraw (fot. 4). Dań, do których aromatu wrócimy najprawdopodobniej dopiero za rok.
Z kultywowaniem świątecznej tradycji bywa dziś różnie. Najmłodsze pokolenie na wigilijnym stole chętnie widziałoby chipsy, pizzę, a do popicia niekoniecznie barszcz czy kompot z suszonych owoców. O tym, jak było kiedyś, można dziś przeczytać w wielu źródłach. Naszym źródłem nich będzie książka „Odnaleźć czas utracony”, której autorką jest Czytelniczka „Kurka”, pani Dorota Sobieraj. O pisarskich talentach pani Doroty wie z pewnością niejedna osoba – prowadzi ona chociażby kronikę sierpniowych pielgrzymek do groty w Linowie. Potrzeba utrwalania na papierze ważnych chwil znalazła swój wyraz również w książce „Odnaleźć czas utracony”, poświęconej rodzicom naszej Czytelniczki.
W tej wspomnieniowej pozycji (do której treści będziemy jeszcze w „Kronice” wracali) znalazło się także miejsce na opisanie dawnych obyczajów. Tata pani Doroty pochodzi z ziem należących dziś do Ukrainy, mama urodziła się w okolicach Ostrołęki. I to właśnie tamtym tradycjom poświęćmy kolejne wersy. Podczas kolacji spod obrusa wyciągano pojedyncze wyschnięte trawy i osoba, której udało się wyciągnąć najdłuższy element, mogła liczyć na pomyślny rok – czytamy we wspomnianej książce. Tradycyjną potrawą wigilijną, która przetrwała do czasów współczesnych, był sos z grzybów suszonych. W rodzinie mamy na stole królowały również pierogi z twarogiem, kapusta z grzybami, kluski z makiem, kasza jaglana, naleśniki z marmoladą, kompot z suszonych jabłek i gruszek. W pokoju ustawiano sosnowe drzewko i przyozdabiano je cukierkami, jabłkami, własnego wypieku ciasteczkami z dziurką (…) Na święta babcia Marianna robiła piwo z chmielu z dodatkiem chlebowych skórek (tych, które podczas pieczenia chleba wyraźnie oddzielały się od pozostałej części bochenka). Był to wyśmienity napój podczas świąt Bożego Narodzenia. Po spożyciu kolacji wigilijnej wuj Antoni zbierał siano spod obrusa, pomiędzy suche trawy wkładał opłatek i zanosił do obórki, aby podzielić się ze zwierzętami.
DROGA WOLNA

Kierowcy czekali, czekali – i się doczekali. Mowa oczywiście o gruntownie remontowanej w zakończonym właśnie roku szczycieńskiej ulicy Piłsudskiego. Zamknięcie prac zaplanowano na koniec października, a o wszelkich utrudnieniach związanych z inwestycją miała informować specjalnie utworzona strona drogi.miastoszczytno.pl, podpięta do serwisu miejskiego. Niestety, nie informowała, a ostatnia aktualizacja nastąpiła 3 kwietnia ub. r. o godz. 10.06.
Strona nie powiadomiła zatem, że na kilka dni przed Bożym Narodzeniem kierowcy mogli już przejechać przez całą ulicę Polską (jej końcowy fragment także remontowano), przebić się przez rondo (otwarte de facto jeszcze przed lipcowymi Dniami i Nocami Szczytna) i poczuć smak nowej nawierzchni na ul. Piłsudskiego. Co ciekawe, choć inwestycja powinna się zakończyć już dwa miesiące temu, drogowcy zaplanowali najwyraźniej, że będzie ona gwiazdkowym prezentem – w pewnym momencie na stronie GDDKiA znalazła się informacja, że prace utrudniające (czy wręcz uniemożliwiające) jazdę na szczycieńskim odcinku DK 53 zakończą się 24 grudnia o godz. 15… Zmotoryzowanych wpuszczono tu parę dni wcześniej, ale widać, że do całkowitego końca robót trochę jeszcze zostało.
Co widać jeszcze? Z pewnością ulica Piłsudskiego dość wyraźnie zmieni swój wygląd. O prawdziwym archipelagu drogowych wysepek różnego przeznaczenia już pisaliśmy. Policji, straży pożarnej i pogotowiu pracy to nie ułatwi – mamy tylko po jednym pasie ruchu w każdą stronę. Równie widoczne są żółte barierki (wyższe i niższe) oddzielające jezdnię od chodnika (fot. 5). Informowaliśmy wcześniej, że nie będzie oddzielnej ścieżki rowerowej. Zamiast tego postanowiono, że po obu stronach ulicy będzie można jeździć na rowerze po chodniku (fot. 6). Wymalowano już stosowne piktogramy (fot. 7), z których jednoznacznie wynika, że trakt będzie wspólny, bez żadnych linii oddzielających, a pierwszeństwo będą mieli oczywiście piesi. Co ciekawe, nie ustawiono znaków zakazujących poruszania się rowerem po asfalcie. Czy to wszystko tworzy na pewno dobre i bezpieczne rozwiązanie?
Nie wypada nie znaleźć kilku oczywistych plusów. Przede wszystkim wylano całkowicie nową nawierzchnię – jaka była miejscami stara, kierowcy doskonale wiedzą. Zainstalowane lampy ledowe również czynią ul. Piłsudskiego drogą na miarę XXI wieku. Znaleziono miejsce na dwie autobusowe zatoki: przy skrzyżowaniu z ul. Pułaskiego i w pobliżu bazy PKS (fot. 8). Pomyślano także, by skasować wysokie krawężniki przy głównym wjeździe do WSPol. – łatwiej będą mieli teraz rowerzyści i rodzice z wózkami. Ktoś zauważył, że z dawnego skrzyżowania ze światłami (obecnie ronda) można jechać w czterech kierunkach. Wcześniej zapominano, że ul. Wileńska przechodzi w wylotową ul. Władysława IV. Na tablicach pojawiła się zatem nazwa „Wawrochy” (fot. 9). Bodaj po raz pierwszy od wielu, wielu lat znikła z kolei z tablic „Warszawa” – uznano, że DK 57 kończy się przecież tuż przed Pułtuskiem.
Z tego, że ulica Piłsudskiego jest już przejezdna, powinni zdawać sobie sprawę wszyscy zmotoryzowani, szczególnie ci korzystający z dotychczasowych objazdów. Wrócono do dawnej organizacji ruchu – tak jest chociażby na skrzyżowaniu ulic Wileńskiej, Moniuszki, Władysława IV i Towarowej. Pierwszeństwo przejazdu mają tu poruszający się ciągiem Wileńska-Władysława IV (fot. 10). 
Taką polską tradycją (niekoniecznie piękną) jest zamykanie (bądź podejmowanie takich prób) inwestycji w okresie w zasadzie zimowym, gdy pogoda raczej mało sprzyja. Fachowcy powiedzą, że mamy przecież supernowoczesne technologie i wszystko da radę się zrobić. Dlaczego zatem czerwony w zamyśle przejazd dla rowerzystów nie jest już do końca czerwony, a znaczna część świeżo wymalowanych piktogramów w okolicach ronda i na ul. Piłsudskiego jest pościerana, a farba odchodzi nawet przy delikatnym dotknięciu butem? Naszym faworytem jest rower (chyba) ledwie widoczny na fot. 11.
Tekst i foto (w większości):
G. P. J. P.{/akeebasubs}
