Tadeusz Dymerski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych sportowców i trenerów związanych ze Szczytnem, obchodził swoje 70. urodziny. To zacny wiek, który nie ogranicza aktywności szczycieńskiego judoki i wychowawcy całej rzeszy utytułowanych zawodników.
W minioną sobotę 70. urodziny obchodził Tadeusz Dymerski, trener judo, znakomity szkoleniowiec i wychowawca, którego podopieczni od lat zdobywają medale nie tylko na szczeblu krajowym, ale i europejskim. Z okazji urodzin dostojnego jubilata do Szczytna zjechali jego podopieczni, którzy dziś mieszkają w różnych zakątkach kraju. - Byłeś naszym nauczycielem, trenerem, psychologiem, mentorem, wyciągałeś czasami z trudnych sytuacji, wskazywałeś drogi, którymi powinniśmy pójść – dziękowali Tadeuszowi Dymerskiemu jego wychowankowie, wręczając niecodzienny prezent. To podróżny voucher, na podstawie którego może udać się teraz do wybranego miejsca na świecie.
UCZELNIA DRUGIM DOMEM
Trzy czwarte życia związał ze szkołą policji w Szczytnie, najpierw jako zawodnik, później wykładowca. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Ciągotki do sportu odziedziczył po tacie, który z powodzeniem uprawiał lekkoatletykę. Tadeusz Dymerski miał jednak zostać… budowlańcem. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Szczytnie – z tym miastem jest związany od urodzenia – trafił do budowlanki w Olsztynie. Wkrótce jednak stwierdził, że to nie dla niego i całkowicie zmienił profil nauki, przenosząc się na dwa lata do Białej Podlaskiej, kojarzonej dziś ze znaną Akademią Wychowania Fizycznego. Po dwóch latach trafił do gdańskiej Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego. Wkrótce po jej ukończeniu, w roku 1975, związał się zawodowo ze szczycieńską WSO, późniejszym WSPol-em.
WYCHOWAWCA MEDALISTÓW
Jako młodzieniec nie osiągał jakichś oszałamiających sportowych sukcesów. Z drugiej strony, juniorskich zwycięstw na szczeblu okręgu, mistrzostwa Warszawy czy medalu Akademickich Mistrzostw Polski wielu sportowców może pozazdrościć. Najlepsze dla pana Tadeusza miało jednak dopiero nadejść.
Pierwszym poważnym powodem do dużej sportowej satysfakcji były sukcesy jego podopiecznych, które pojawiły się dość szybko. – Po kilku latach treningu zaczęli regularnie zdobywać medale mistrzostw kraju w różnych kategoriach wiekowych. Wychowankowie pana Tadeusza sięgali też później po medale mistrzostw Europy i resortowych mistrzostw świata. Na liście osób, które zaczynały u niego przygodę z judo, znajdują się m.in. Gabriela Kaczyńska (dziś Woźniak), Małgorzata Wilga (Domagalska), Marek Lech, Krzysztof Woźniak, Waldemar Bączek czy Radosław Laskowski. Ten ostatni był kandydatem do wyjazdu na igrzyska olimpijskie. Na wymarzoną dla sportowców imprezę pojechał w roku 2004, gdy podczas zmagań w Atenach był trenerem naszej żeńskiej reprezentacji. Dziś Radosław Laskowski jest profesorem gdańskiej AWFiS.
Jak podkreśla Tadeusz Dymerski, wielu jego wychowanków zajmuje dziś szanowane stanowiska, otrzymało wysokie stopnie oficerskie w służbach mundurowych. – Judo to nie tylko, jak mogłoby się komuś wydawać, „okładanie się”, ale cała filozofia, system wartości – tłumaczy to, co sam zaczął dostrzegać po paru latach treningów.
Na liście wychowanków Tadeusza Dymerskiego znajdują się także Piotr Zembrzuski, dziś utytułowany trener szczycieńskich karateków, i nasz eksportowy kulomiot Konrad Bukowiecki. Oni też zaczynali od judo.
KARIERA W WIEKU DOJRZAŁYM
Po sukcesach trenerskich (które notabene wciąż są) przyszedł także czas na największe osiągnięcia zawodnicze. – Paradoksalnie moja kariera zaczęła się rozkręcać dopiero po pięćdziesiątce – zauważa. Pewnego dnia dowiedział się, że jeden z jego kolegów startuje w mistrzostwach masters, czyli przeznaczonych dla nieco starszych sportowców. Nieco starszych, choć granicą dolną może tu być zaledwie 30 lat…
W mistrzostwach tych uczestniczą utytułowani niejednokrotnie sportowcy, którzy – jak w przypadku judo – wciąż tęsknią za wchodzeniem na matę. Tadeusz Dymerski po raz pierwszy wystartował w MŚ Masters w Brukseli w 2008 r. – O mały włos zdobyłbym medal – wspomina swój debiut. Medale jednak wkrótce nadeszły. W 2015 r. judoka Gwardii Szczytno wywalczył złoto podczas MŚ Masters w Amsterdamie. W dwóch kolejnych latach zostawał najlepszym (w swojej kategorii wiekowej i wagowej) judoką Starego Kontynentu. Później z różnych powodów nie startował. W tym roku planował wylot – razem ze swoimi wychowankami - na MŚ Masters do Tokio. Impreza miała ostatecznie odbyć się w Krakowie, ale z powodu koronawirusa mistrzostwa przeniesiono na rok przyszły. Choć, jak nasz rozmówca tłumaczy, w kategorii masters osiągnął już w zasadzie wszystko, sam nie wyklucza startu.
Pan Tadeusz, mimo że od 10 lat jest emerytem, nie rozważa rozstania się z prowadzeniem treningów. Nie zraża go to, że do jego ukochanej dyscypliny ciągnie mniej młodzieży niż kiedyś. – W początkach mojej pracy trenerskiej miałem na macie 50 zawodników, mój kolega Paweł Dudo miał taką samą liczbę - wspomina. Dziś w prowadzeniu treningów pomaga mu syn Michał, sam będący utytułowanym judoką.
RECEPTA NA SUKCES
Jaki jest przepis na zachowanie dobrej sportowej kondycji, oczywiście oprócz wrodzonej miłości do sportu?
- Nigdy nie paliłem. Do czasów studiów w ogóle nie piłem alkoholu – mówi jubilat. Jego jedyna „kulinarna” słabość to słodycze. Pan Tadeusz lubi ruch – gimnastykę, jazdę na rowerze, kontakt z przyrodą, spacery. Za bardzo ważną rolę w sporcie uznaje motywację psychiczną i umiejętności wyciszenia się.
(gp), (o){/akeebasubs}
