Usłyszałem w radio, całkiem niedawno, piękny utwór muzyczny, znany mi z dawnych czasów.
Przypomniałem sobie, że jest to fragment dźwiękowy filmu „Światła rampy”. Ten czarno-biały film nakręcono w roku 1952. Jego reżyserem był słynny Charlie Chaplin. Fragment, który usłyszałem, stał się wówczas bardzo popularnym przebojem, śpiewanym w wielu językach. W Polsce piosenkę tę wykonywał ulubieniec publiczności Janusz Gniatkowski. Najlepszy ówczesny nasz rodzimy piosenkarz, zapowiadany zawsze przez Lucjana Kydryńskiego „boski Gniatkowski!” Tekst polski napisał Henryk Roztworowski, muzykę skomponował sam Chaplin. W piosence tej jest fragment, który brzmi następująco: bardzo prosta tej piosenki treść, bo to jest piosenka, a nie pieśń. Zaciekawiło mnie owo sformułowanie i skłoniło do zastanowienia się, czym właściwie różni się pieśń od piosenki. Według encyklopedii, pieśń jest poważnym gatunkiem poezji lirycznej, wzbogaconym o towarzyszącą mu muzykę, wykonywanym wokalnie. Podobnie jak piosenka, ale ta, z zasady, jest prostsza, często banalna, stworzona wyłącznie dla rozrywki.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zacznę od pieśni. Na początek pieśni masowej, rewolucyjnej, czy też robotniczej. Ten dział nazwałbym w całości propagandą. Wydaje mi się, że ów gatunek, to już relikt przeszłości i mimo prowadzonej tuż za naszą granicą wojny, jakoś nie towarzyszą walczącym obecnie oddziałom okolicznościowe pieśni, tak jak choćby nasze polskie „Czerwone maki pod Monte Cassino”, podczas słynnej batalii drugiej wojny światowej. Ta pieśń, to piękny i mądry utwór. Napisany i skomponowany przez znakomitych artystów. Ale w latach II wojny, a także wcześniej (w Hiszpanii) oraz później (lata rządów ZSRR w Europie wschodniej) bujnie rozkwitała grafomańska, patriotyczna twórczość poetycko-muzyczna. Szczególnie wysoko ceniona przez komunistów. Jedna z ich pieśni głosiła: nie zna granic i kordonów pieśni zew, pieśni zew, pieśni zew, więc śpiewajmy, niech rozbrzmiewa wolny śpiew, wolny śpiew, wolny śpiew. Gdyby komuniści imponowali poczuciem humoru, to powiedziałbym, że autor tej frazy to niezwykle dowcipny artysta. Ale owi komuniści akurat tym akurat raczej nie imponują, zatem biorąc tekst na poważnie, trzeba przyznać, że wolny śpiew, czyli wolne słowo w Sowieckim Sojuzie, to jest taka prawda objawiona, jak ta, że w Rosji nikt nie pije wódki. Na zakończenie fragmentu o ZSRR jeszcze króciutki kawałek pieśni radzieckiej: ura, ura, my kulturnyj narod…. Ho, ho, ho! Jak ma się to hasło do tego, co Rosjanie wyczyniają w Ukrainie?
Teraz kilka słów o Polsce w latach pięćdziesiątych, czyli stalinowskich. Obowiązywał radziecki socrealizm. Toteż trzeba było pisać i komponować patriotyczne pieśni z uwzględnieniem roli „wielkiego brata”. Ileż to wówczas powstało… no właśnie – pieśni i piosenek. Nasi twórcy wychodzili ze skóry, żeby ich dziełka nie były obrzydliwą, komunistyczną propagandą. To, co pisali, to był jakiś szczególny twór. Coś pośredniego między pieśnią i piosenką. Bo jak ocenić taki, na przykład, tekst: budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom… niech się mury pną do góry, kiedy dłonie chętne są… A potem dalej: od piwnicy, aż po dach, niech radośnie rośnie gmach… To chyba jest pieśń? A swoją drogą wymyślić dach radośnie rosnący, to trzeba mieć szczególny talent poetycki. Autor jest zbiorowy. Chór Czejanda, czyli zespół, który tę piosenkę śpiewał. Chciałem znaleźć innych tekściarzy tamtych czasów, tych mniej bałwochwalczych. Na przykład autora utworu „Autobus czerwony”, albo „Na prawo most, na lewo most”, ale nigdzie nie znalazłem ich nazwisk. Ukrywają się pod nazwą zespołów. Tu akurat szkoda. Dla mnie wymienione tytuły są to piosenki, a nie hołdownicze pieśni.
Na zakończenie. Piosenek, zwłaszcza przebojów, lubimy słuchać. A co do pieśni? Na wszelki wypadek polecam operowe arie (co do mnie uwielbiam „Carmen”). Oczywiście patrioci także mają prawa do swoich pieśni. Ale niech one będą napisane przez zawodowych artystów. Prawdziwych. Teraz nadszedł moment, kiedy warto by było napisać kilka zdań o poecie Władysławie Broniewskim. Niezwykła postać. Chyba to kiedyś jeszcze zrobię, a na razie polecam wszystkim „wolny śpiew”. Najlepiej w domowych pieleszach.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
