Niszczejący plac zabaw u zbiegu ulic Lanca i Solidarności to przysłowiowy gorący kartofel, który przerzucają między sobą miasto i powiat. Niedawno starosta Jarosław Matłach informował, że czeka tylko na wniosek władz Szczytna w sprawie komunalizacji tego terenu. - To nie taka prosta sprawa – odpowiada burmistrz Krzysztof Mańkowski.
O placu zabaw rodem z PRL-u znajdującym się na skrzyżowaniu ulic Lanca i Solidarności, pisaliśmy przed dwoma tygodniami. Zarośnięty chaszczami, niszczejący obiekt od lat irytuje okolicznych mieszkańców, którzy zwrócili się do nas z prośbą o interwencję w tej sprawie. Plac leży na terenie będącym własnością Skarbu Państwa. Zgodnie z prawem, pieczę nad nim sprawuje starosta.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Temat zapuszczonego placu zabaw powrócił na komisjach i sesjach Rady Miejskiej w minionym tygodniu. Przewodniczący rady Tomasz Łachacz domaga się od władz Szczytna uporządkowania tego terenu i podjęcia kroków zmierzających do jego skomunalizowania. - To nie taka prosta sprawa – odpowiada burmistrz Krzysztof Mańkowski. Według władz miasta, komunalizacja gruntu w tym przypadku raczej nie wchodzi w grę. - Jest ona możliwa tylko wtedy, gdy teren będzie przeznaczony na zadania własne samorządu. Jeśli chodzi o ten konkretny grunt, to trudno powiedzieć, aby spełniał on ustawowe wymogi w tym zakresie – tłumaczy Lilianna Majewska – Farjan, naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Ochrony Środowiska. - Nie możemy przecież napisać, że będziemy tam robić drogę, skoro nie mamy takich planów – dodaje naczelnik. - Jeśli starostwo nie chce tego gruntu, może nam go darować. Wtedy nie będziemy musieli wykazać, że robimy tam inwestycję pod kątem zadania własnego – podpowiada władzom powiatu Lilianna Majewska - Farjan. Z kolei burmistrz apeluje o czas na rozwiązanie problemu. - Dajcie nam chwilę, żebyśmy mogli znaleźć jakąś furtkę – mówi. Ile jeszcze potrwa, zanim plac przestanie straszyć, tego nie wiadomo.
(ew){/akeebasubs}
