U zbiegu ulic Lanca i Solidarności, od lat straszy będący w opłakanym stanie plac zabaw. Zardzewiałe urządzenia pamiętające jeszcze okres PRL-u, z których dawno już zeszła farba, nie nadają się do użytku, a wręcz mogą zagrażać bezpieczeństwu dzieci. Widok ten drażni i niepokoi mieszkańców.
STRASZYDŁO Z MINIONEJ EPOKI
Plac zabaw będący reliktem PRL-u znajduje się u zbiegu ulic Solidarności i Lanca. Nieprzyjemnie kontrastuje on z placem wybudowanym kilka lat temu w ramach budżetu obywatelskiego, a stojącym w bliskiej od niego odległości, po drugiej stronie ulicy. - Ten widok mnie drażni. Razi też osoby przyjeżdżające do Szczytna. Ostatnio odwiedziła mnie siostra z Niemiec, dziwiąc się, jak taki złom może tu jeszcze stać – irytuje się pan Jerzy, który mieszka w pobliżu niszczejącego obiektu.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Plac zabaw, a właściwie to, co z niego zostało, odwiedziliśmy w minionym tygodniu. Stoi na nim kilka zardzewiałych sprzętów, z których dawno już zeszła farba. Takich „zabytków” próżno już szukać w innych częściach miasta. Na pierwszy rzut oka widać, że przestarzałe urządzenia nie są konserwowane, co może zagrażać niebezpieczeństwu potencjalnych użytkowników. Nieskoszona od dawna trawa i chaszcze dopełniają smutnego widoku. Wielu mieszkańców podejrzewa, że teren należy do Spółdzielni Mieszkaniowej „Odrodzenie”. Jej prezes Krzysztof Krakowski zaprzecza. - Ludzie rzeczywiście kojarzą ten plac z nami i w związku z tym mieliśmy już kilka sygnałów – mówi. Jego zdaniem teren należałoby uporządkować i np. obsiać trawą. - Przynajmniej byłby lepszy efekt estetyczny – uważa prezes.
PIŁKA PO STRONIE MIASTA
W Urzędzie Miejskim poinformowano nas, że plac leży na gruncie stanowiącym własność Skarbu Państwa, nad którym pieczę sprawuje starosta. Jarosław Matłach tłumaczy jednak, że piłka w tej sprawie jest po stronie miasta. Starosta może bowiem przekazać taki teren jedynie samorządowi. W tym przypadku sprawa jest o tyle prosta, że grunt, na którym stoi plac, w ewidencji figuruje jako droga. Gdyby w grę wchodziła zwykła działka, procedura byłaby trudniejsza. - Jeśli gmina miejska wystąpi o komunalizację tego gruntu, to dostanie go za darmo, bez wyceny – wyjaśnia starosta, dodając, że można by zagospodarować teren choćby jako parking. Okazuje się, że jeszcze przed wyborami samorządowymi, ówczesny kandydat na burmistrza Krzysztof Mańkowski interesował się tą sprawą. Dotąd jednak miasto nie podjęło kroków zmierzających do przejęcia gruntu. - Czekam na wniosek z Urzędu Miejskiego. Z miłą chęcią bym to oddał – mówi starosta Matłach.
(ew){/akeebasubs}
