W Olsztynie ruszyły prace budowlane przy instalacji termicznego przekształcania odpadów. Inwestycja, która pozwoli na odzyskiwanie energii wykorzystywanej następnie w miejskiej sieci ciepłowniczej w stolicy województwa, miała przyczynić się do zmniejszenia kosztów ponoszonych przez gminy i mieszkańców za odbiór śmieci. - Dziś wszystko wskazuje na to, że te zapowiedzi można między bajki włożyć – alarmuje burmistrz Pasymia Cezary Łachmański.

Do połowy 2023 roku ma powstać w Olsztynie nowoczesna spalarnia. Obiekty niezbędne do montażu instalacji termicznego przekształcania frakcji energetycznej pochodzącej z odpadów komunalnych wraz z odzyskiem energii elektrycznej i cieplnej wybuduje za 250 milionów złotych firma Strabag. Jak podaje wykonawca, powstający zakład będzie pierwszym i jednocześnie najnowocześniejszym obiektem tego typu na Warmii i Mazurach.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Spalarnia będzie spalała rocznie 100-110 tys. ton odpadów palnych i resztkowych, z tego 45-50% ma dostarczać zakład ZGOK-u w Olsztynie, a 50-55% - inne sortownie odpadów na terenie województwa i kraju. Spalarnia ma produkować ciepło na poziomie ok. 32 MW (pokrywając około 30 procent zapotrzebowania miasta) i energię elektryczną na poziomie ok.11,3 MW.

Do rozpoczynającej się właśnie inwestycji, realizowanej przez olsztyński ZGOK, wiele zastrzeżeń zgłaszało pięć szczycieńskich gmin zrzeszonych w tzw. konfederacji pasymskiej. - Zbudowany już zakład (ZGOK – przyp. red) zamiast zająć się realizacją celów unijnych, czyli jak największym recyklingiem, będzie produkował RDF, czyli paliwo energetyczne. Po to, żeby wykarmić spalarnię, która ma dostarczać ciepło mieszkańcom Olsztyna. To jest jeden wielki absurd i obłęd – mówiła pięć lat temu na łamach „Kurka” Maria Cejmer, ówczesna wiceburmistrz Pasymia. - Kuriozalnym przy tym jest zapis porozumienia zawartego pomiędzy ZGOK a olsztyńskim MPEC-em, że jeśli zakład, któremu oddajemy odpady nie wyprodukuje z nich określonej ilości paliwa energetycznego, to będą naliczane kary. Poniosą je udziałowcy, czyli gminy, a konkretnie ich wszyscy mieszkańcy. To jest błędne koło. Gminy nie będą miały motywacji do propagowania segregacji śmieci – ostrzegała Maria Cejmer. Okazuje się, że wiele z tych obaw dziś znajduje potwierdzenie. A grono sceptyków, które stanowiło na początku 5 samorządów powiększyło się do 30. Po drugiej stronie jest już tylko miasto Olsztyn i gminy Mikołajki, Ruciane Nida, Stawiguda i Gietrzwałd.

- Wygląda to czarno. Co i rusz przygotowywane są kolejne aneksy, które z jednej strony zmuszają gminy do coraz większego dostarczania odpadów zmieszanych do produkcji paliwa alternatywnego, z drugiej - podnoszona jest nam cena za śmieci – alarmuje burmistrz Pasymia Cezary Łachmański. Te działania władz ZGOK-u, jak dodaje, powodują, że między bajki można włożyć zapowiedzi, że powstanie spalarni sprawi, że system gospodarki odpadami będzie tańszy.

Wójt gminy Rozogi Zbigniew Kudrzycki zwraca uwagę na jeszcze inny absurd związany z segregacją śmieci. Okazuje się, że w 2019 r. na terenie jego gminy zebrano 61 ton opakowań z tworzyw sztucznych, ale tylko 22,5 tony ZGOK poddał recyklingowi. Pozostałe 38,5 ton, podobnie jak śmieci zmieszane, zostało przetworzone na paliwo. - Z tego powodu nie uzyskaliśmy wymaganego w wysokości 40% poziomu recyklingu. To dla nas jest niekorzystne, bo naraża na kary – mówi wójt. Jak tłumaczy burmistrz Wielbarka Grzegorz Zapadka, spośród ok. 20 frakcji tworzyw sztucznych, które wrzucamy do żółtego worka, tylko trzy są poddawane recyklingowi. Reszta traktowana jest jak śmieci zmieszane. - Ludzi om trudno to zrozumieć, ale takie jest życie – utyskuje burmistrz.

(o){/akeebasubs}