- Na miejscu zdarzeń drogowych niepotrzebnie stawia się tak duża liczba jednostek strażackich – uważa radny Krzysztof Bałdyga. Sugeruje, że może tu chodzić o ekwiwalent wypłacany strażakom ochotnikom za udział w akcji.

Po co tu tyle straży?
- Lepiej jak na miejsce zdarzenia pojedzie więcej wozów strażackich, niż miałoby ich nie być w ogóle – odpowiada na uwagi radnego Krzysztofa Bałdygi mł. bryg. Zbigniew Stasiłojć

SKOK NA EKWIWALENT

Udział jednostek straży pożarnej w akcjach ratowniczych stał się powodem sporu podczas ostatniej sesji Rady Gminy. Temat wywołał radny Krzysztof Bałdyga w czasie dyskusji nad proponowaną przez wójta podwyżką ekwiwalentu dla strażaków. Radnego poirytowało to, że na ratunek kierowcy skutera, który wywrócił się podczas jazdy, oprócz policji i pogotowia przyjechały aż cztery wozy straży pożarnej. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Zasugerował, że może za tym kryć się chęć wyciągnięcia z samorządowej kasy jak największego ekwiwalentu przysługującego strażakowi ochotnikowi za udział w akcji. W gminie Rozogi wynosi on teraz 20 zł za godzinę. - To przykre - podsumował radny.

LEPIEJ WIĘCEJ NIŻ MNIEJ

Obecny na sesji mł. bryg. Zbigniew Stasiłojc, naczelnik Wydziału Operacyjno-Szkoleniowego KP PSP w Szczytnie był przygotowany do odpowiedzi na uwagi radnego. Według jego danych, w akcji brały udział nie cztery, a trzy jednostki: dwie zawodowe i jedna ochotnicza z Rozóg. - Jeśli jest wypadek komunikacyjny czy inne zdarzenie, przepisy nadrzędne mówią, że muszą być wysłane minimum dwa zastępy Państwowej Straży Pożarnej – mówił strażak.Osoba, która uległa wypadkowi była przez kilka minut nieprzytomna. W takich sytuacjach bezwzględnie musi być wysłana dodatkowo najbliższa OSP, oprócz oczywiście zespołu ratownictwa medycznego.

Ile w rzeczywistości jednostek pojawi się na miejscu zdarzenia, zależy w dużej mierze od informacji, którą otrzyma przyjmujący zgłoszenie dyspozytor. Nie zawsze jest ona precyzyjna, dlatego dyżurnemu trudno czasem określić skalę zagrożenia. - Chyba jednak lepiej jak wozów strażackich pojedzie więcej, niż miałoby ich nie być w ogóle – mówił Zbigniew Stasiłojć.Większość radnych przyznała mu rację. – Wszystkie działania, jeśli służą ratowaniu życia ludzkiego, warte są tego - mówi przewodniczący rady Marek Nowotka.

Radnego Bałdygi to jednak nie przekonało: - Tak liczne wysyłanie jednostek strażackich do małego zdarzenia może się zemścić, gdy rzeczywiście dojdzie do tragedii i nie będzie miał kto jechać na ratunek – zgłasza swoje obawy radny.

(o){/akeebasubs}