Zapalony motocyklista Paweł Gołota z Siódmaka na wiekowej, prawie 30-letniej jawie z bocznym koszem ustanowił nowy rekord Guinnessa w jeździe na dwóch kołach. Pokonał dystans 14 000 m, bezpardonowo rozprawiając się z dotychczasowym osiągnięciem
angielskiego kierowcy, który legitymował się wynikiem dużo gorszym - 8 500 m.
W obecnych czasach motocykl z wózkiem bocznym to rzadkość i nowych modeli już się nie spotyka. Swoją prawie 30-letnią jawę Paweł Gołota ma w posiadaniu dopiero od półtora roku.
Przesiadając się ze zwykłego motocykla na zestaw z koszem bocznym musiał najpierw opanować nową technikę jazdy. Przyszło mu to łatwo, więc spróbował także jazdy z uniesionym do góry koszem. Ponieważ i to nie sprawiało mu kłopotów, chciał tak ze zwykłej ciekawości dowiedzieć się jaki dystans taką techniką potrafią przejechać inni motocykliści. Przeszukując różne źródła, w końcu trafił na stronę Guinnessa i wysłał tam e-mail z zapytaniem. Kontakt ten odebrano jako zgłoszenie bicia rekordu (dotychczasowy wynik to 8,5 km), więc Pawłowi nie pozostało nic innego, jak podjąć się zadania.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Do bicia rekordu doszło w ubiegłą sobotę na stadionie MOS-u przy ul. Śląskiej. Już na starcie motocyklista przechylił pojazd w ten sposób, że wózek boczny uniósł się do gry, a potem umiejętnie balansując całym pojazdem utrzymywał tę ekwilibrystyczną pozycję. Wysłużona jawa nie zawiodła, w równomiernym tempie, ok. 40 km/godz pokonywała kolejny metr za metrem i nie dało się praktycznie zauważyć jakichkolwiek momentów zagrożenia. Co prawda po wyjściu z każdego wirażu koło przyczepy znacznie zbliżało się do poziomu bieżni, ale nigdy aż tak blisko, aby dać powody do zwątpienia w wynik próby. Po upływie pół godziny jazdy, spiker ogłosił pobicie rekordu. Paweł Gołota wyszedł z próby zwycięsko, dokładając do starego wyniku aż 5 500 m. - Nie czuję w ogóle ramion, ani mięśni lewej łydki zwierzał się rekordzista zaraz po zejściu z motocykla. Pozycja kierowcy podczas jazdy z uniesionym do góry wózkiem bocznym jest po prostu wyjątkowo niewygodna i po krótkim czasie dają znać o sobie nierównomiernie napięte mięśnie. Jednak Paweł, pokonując zmęczenie i ból, dokonał tego co zaplanował - pobił rekord i to ze sporym naddatkiem.
- Na miejscu zabrakło przedstawiciela Guinnessa, więc wszystko trzeba było zrobić tak, aby nie było żadnych podstaw do podważenia rzetelności przeprowadzonej próby - tłumaczyła Kurkowi Justyna Zaryczna, prezes Stowarzyszenia Miłośników Pojazdów Danych Jurand, które pomagało w przeprowadzeniu rekordowej jazdy. Przebieg próby udokumentowano kamerami cyfrowymi zainstalowanymi na pokładzie drugiego motocykla podążającego za jawą Pawła. Także jego maszyna została wyposażona w kamery, które filmowały zbliżenie podnóżka (kierowca nie miał prawa ani na moment zdjąć z niego nogi) oraz koło boczne przyczepy, bo te nie mogło w żadnym wypadku zetknąć się z nawierzchnią toru. Teraz cały nagrany materiał wraz z opisem przebiegu próby zostanie przesłany do Anglii. - Jest więcej niż pewne, że nowy rekord zostanie wpisany do księgi Guinnessa - uważa Justyna Zaryczna.
Marek J. Plitt
{/akeebasubs}
