POCIĄGAJĄCA NOWOCZESNOŚĆ

Pociągająca nowoczesność

Gdyby takie zdjęcie ukazało się w „Kurku” rok temu nikt nie uwierzyłby, że zostało wykonane w Szczytnie. No bo jak, gdzie niby w naszym mieście miałyby być ruchome schody. Teraz już je jednak mamy, niczym jakaś metropolia i to gdzie? Otóż na targowisku, a właściwie w miejscu, gdzie ono kiedyś było i gdzie obecnie wyrosła hala targowa. Na razie ze schodów korzystają głównie dzieci, urządzając sobie przejażdżki z góry na dół, ale to takie ich dziecięce prawo. Nieco starsza młodzież wybiera windę a potem dziwi się, że ta ma tylko jeden guzik. No tak, chcieliby pojechać wysoko, ale hala ma przecież tylko jedno piętro.

SAMOCHODOWI WANDALE

Halę i jej okolice odwiedziliśmy nie tyle dla bajerów technicznych (chociaż z windy i schodów skorzystaliśmy), czy chęci oglądania stoisk, a z powodu niszczenia zieleni. Jak poinformował nas jeden ze stałych bywalców targowiska, ludzie bez zastanowienia pędzą po świeżo posianej trawce przy hali i niszczą nowe trawniki. Powinniśmy napiętnować taką postawę, bo to brak szacunku dla pracy innych, no i jaki to stosunek do przyrody. Ba, piętnujemy zatem, ale nie tylko pieszych, ale i zmotoryzowanych. Na zdjęciu obok widać dokładnie, że spory fragment rabaty został w zasadzie całkowicie zniszczony właśnie kołami aut.

Kiedy kierowcy nie znajdują wolnego miejsca do parkowania bezpośrednio pod halą, objeżdżają ją dookoła, dokonując przy okazji, nieostrożnymi manewrami, spustoszenia na trawnikach. Takie zachowanie jest szczególnie karygodne, bo wynika z czystego lenistwa. Zamiast postawić gdzieś dalej swój samochód i przejść te kilka kroków pieszo na targowisko, kierowcy usiłują podjechać jak najbliżej celu, nawet poprzez zieleń.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

KONTRASTY

Budowa nowego targowiska się przeciąga, na pewno nie będzie gotowe do września, to i prowizoryczny rynek na placu parkingowym tętni swoim życiem, choć część kupców przeniosła się do hali. Zdarzyła się zatem sposobność skonfrontowania nie tyle obu tych obiektów, co stoisk, ich estetyki, czy warunków pracy, co pokazujmy na załączonym zdjęciu. Oferowane towary są takie same, ale już inaczej eksponowane i w innym komforcie pracują kupcy, i większą wygodę mają też klienci. A co najważniejsze, ceny tu i tam są jednakowe, a w hali także można się targować.

SMRÓD NA CAŁĄ OKOLICĘ!

Jeden z naszych Czytelników, pan Jakub Dobrzyński, przesłał nam zdjęcie z ulicy 1 Maja. Jak zaznaczył, uczynił to w ramach misji obywatelskiej. Fotografię opatrzył krótkim komentarzem: smród na całą okolicę. Ba, nie tylko to, bo na nadesłanym nam zdjęciu uwidocznione są fatalne skutki aż dwóch zdarzeń. Pierwsze to obalenie i zdemolowanie pojemnika na używaną odzież, czego dokonali z pewnością wandale. Dopiero drugie to zatruwanie okolicy smrodem z przepełnionego, niedużego plastikowego kontenera na śmieci. Jak widać klapa od nadmiaru nieczystości pozostaje ciągle uchylona, a w dodatku obok walają się worki z odpadkami. Nic dziwnego, że śmierdzi wokoło i trzeba zatykać nosy.

KWESTIA KARY

O ile w pierwszym przypadku wszystko szybko wróciło w zasadzie do normy - pojemnik postawiono i jako tako poskładano do kupy już następnego dnia, tak w drugim nic się nie zmieniło. Smród bowiem pozostał i pozostanie, dopóki kontener i walające się wokół worki nie zostaną wywiezione zgodnie z harmonogramem, a to potrwa. Co gorsza, wszystko będzie się powtarzać, bo ów kontener ma służyć całej okolicy (licznym sklepom), więc zawsze będzie przepełniony i zawsze będą pod nim walać się worki z odpadkami. Jest po prostu za mały. Nakazy społeczne mówią nam, że jeśli mamy do czynienia z wyrządzoną przez kogoś jakąś szkodą, sprawcę należy ukarać. W pierwszym wypadku wiadomo kogo, o ile ów wandal zostanie schwytany. W drugim sprawca jest znany, co zatem z kwestią kary?

OKROPNE PTASZYSKA

Niedawno otrzymaliśmy alarmistyczny w tonie list od mieszkańców jednego z bloków stojących przy ul. Dąbrowskiego. Już od 3, 4 rano nie można spać w bloku, bo budzą nas arcygłośne ptasie koncerty - piszą m. in. autorzy listu. Co gorsza ptaki płoszone różnymi sposobami przez niemogących zaznać snu zdesperowanych mieszkańców niby wycofują się na pobliskie drzewa, ale za chwilę wracają i udręka zaczyna się od nowa. Przymusowa pobudka o 4.00 odbywa się codziennie! Mieszkańcy poinformowali o spawie administratorów - TBS oraz ZGK i co? Otóż kilka dni później pojawiły się na klatkach mieszkaniowych tabliczki ze „zbawczą” radą: Nie dokarmiać ptaków! No, takie podejście do sprawy zdenerwowało mieszkańców i to mocno. Gdy emocje jednak minęły wpadli oni na pomysł, aby zainstalować na budynku elektroniczne urządzenie do płoszenia kawek i innych powietrznych intruzów. Wysłali zatem petycję w tej spawie do obu zarządców, ciesząc się, że będą mieli nareszcie spokojny sen, bo koszty takiego urządzenia nie są duże. Nic jednak z tego, administratorzy milczą, choć upłynęło już sporo czasu, no i dlatego ów list do „Kurka”.

NADZWYCZAJ PROSTE ROZWIĄZANIE

Na dowód, że ptaszyska wręcz prześladują mieszkańców feralnego bloku, dołączyli oni do listu stosowną fotografię. Istotnie, uchwycona scenka jest jak kadr z filmu Hitchcocka, ale równocześnie wszystko staje się jasne. Mamy odpowiedź dlaczego ptaki nawiedzają ów blok i od razu też wiadomo, co zrobić, aby wyniosły się z okolicy. Niepotrzebne są odstraszacze elektroniczne, ani żadne inne. Należy, i to stanowczo, domagać się dostawienia drugiego kontenera, po to, aby zmieściły się w nim bez trudu wszystkie śmieci i worki, które z braku miejsca leżą obecnie wprost na ziemi. Ptaki pozbawione dostępu do łatwej zdobyczy będą musiały wynieść się w inne miejsce. Dodajmy jeszcze, że odstraszacze elektroniczne nie zdały egzaminu w parku nad małym jeziorem, bo ptaki, wbrew zapewnieniom producenta, do wytwarzanych przez nie dźwięków szybko się przyzwyczaiły.

GDYBY TAK NA GRZYBY?

Upały na szczęście zelżały, trochę popadało, choć nie za dużo. Wobec tego po mało aktywnym wylegiwaniu się na plażach może czas na zmiany. Może wybralibyśmy się do lasu? No, a niby po co? - Grzybów jak na lekarstwo, a jak się coś znajdzie, to marne gatunkowo – twierdzą znawcy tematu. A nieprawda, bo okazuje się, że grzyby są, i to szlachetne. Jeden z naszych Czytelników, pan Miłek zapuściwszy się do lasu, niezbyt zresztą odległego od miasta, nazbierał sporo prawdziwków. Najbardziej dorodne okazy zademonstrował nam w redakcji.

{/akeebasubs}