Przyszła w dwóch aktach. Najpierw w sobotę o 11 – w wersji astronomicznej, dzień później pojawiła się w kalendarzu.

Początki wiosny bywają trudneMowa oczywiście o wiośnie. Klimat niby się ociepla, ale ostatni dzień zimy, czyli piątek, był faktycznie zimowy także u nas (fot. 1). Po południu solidnie sypnęło. Nocą zrobił się konkretny mróz. Nawet w sobotni ranek termometry wskazywały u nas temperatury niekojarzące się z wiosną czasów globalnego ocieplenia (fot. 2).

Pierwszego dnia wiosny, nawet i w godzinach popołudniowych, w wielu miejscach leżał jeszcze śnieg. My udaliśmy się na spacer, szukając marzann, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że z powodu specyficznego trybu nauki (wykonywane są one obecnie głównie w szkołach) z ich znalezieniem może być problem. Marzanny, a w zasadzie dwie Panie Wiosny, odnaleźliśmy pod Sportową Szkołą Podstawową nr 4 (fot. 3).

 

Dlaczego nie były to raczej marzanny? Kojarzymy je ze średnio urodziwymi kukłami symbolizującymi zmęczenie zimą i chęć jej przepędzenia. Postacie, które umieszczono pod budynkiem szkoły, swoją barwnością wyobrażają niewątpliwie wiosnę i szkoda byłoby je palić czy topić. Co ciekawe, obie Panie Wiosny stworzyły mikroklimat, ponieważ w ich bezpośrednim sąsiedztwie śladu po śniegu w sobotę już nie było. Powiedzmy sobie szczerze - tegoroczna zima była OK, w starym stylu, ale już jej dziękujemy. Do zobaczenia w grudniu.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

 

CZAS NA PORZĄDKI

Skoro wiosna, to najwyższy czas na porządki, także w kontekście zbliżających się Świąt Wielkanocnych. Do minionego weekendu na ulicach Szczytna śladów po pracach porządkowych widzieliśmy niewiele. Na chodnikach i ulicach wciąż zalega piach, który przydał się jeszcze podczas ostatniego, miejmy nadzieję, ataku zimy.
Konkretne porządki widać także pod szczycieńskim MDK-iem. Od prawie 25 lat (rocznica minie w lipcu) stoi pod nim pomnik Krzysztofa Klenczona autorstwa naszego lokalnego artysty Michała Grzymysławskiego. Ćwierć wieku temu materiały do wykonania takiej formy upamiętnienia znanego muzyka były, jakie były i pomnik doczekał się potem iluśkrotnych poprawek i renowacji. W ostatnich tygodniach przystąpiono do solidnego odnowienia pomnika, a stan z minionego weekendu (to jeszcze nie jest koniec prac) widać na fot. 4. Pretekstem do estetyzacji jest obchodzony właśnie Rok Klenczonowski i zbliżająca się 40. rocznica śmierci lidera Czerwonych Gitar i Trzech Koron.     
Wiosna i święta to sygnał także do tego, by zadbać o własne domostwa.
W wielu współczesnych domach część problemów ze sprzątaniem odpada. Od mycia okien raczej nie uciekniemy, ale coraz mniej osób musi trzepać dywany – bo ich po prostu nie ma. To samo dotyczy wycierania kurzu na półkach z książkami i innymi wypełniaczami przestrzeni. W obecnych czasach często panuje minimalizm, związany z unikaniem kupowania książek czy gromadzenia na półkach ozdób. Może to i  praktyczne – mniej kurzu, ale z drugiej strony świadczyć może jeszcze o czymś innym.
Podobnych dylematów nie ma opisywany przez nas ostatnio w dziale sportowym pan Bogdan Rekosz z Wilamowa. W poprzednim numerze „Kurka” pokazaliśmy na zdjęciach tylko niewielki wycinek jego kolekcji. Może się zdarzyć, że rozmaite figurki, breloki, proporczyki, kubki, ozdobne pudełka, koszulki i inne ciekawe gadżety pokrywa w domach  latami kurz. Nie u pana Bogdana. Jak szacuje, tylko w swoim pokoju ma około 800 przedmiotów związanych ze sportem (fot. 5, 6). Dwa razy w roku – czyli przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem – przeprowadza porządki. I nie jest to jakieś wybiorcze pomachanie ściereczką. Pan Bogdan czyści w wolnym czasie każdy egzemplarz swoich zbiorów, na co schodzi około dwóch tygodni.

 

WANDALE NA DRODZE

Porządki – i to poważne- należałoby zrobić z pewnymi osobami, które z braku innych pomysłów zajmują się niszczeniem dobra wspólnego. „Kurek” podczas swojej  niedawnej przejażdżki zauważył, że na wyasfaltowanym jakiś czas temu szlaku łączącym ul. Władysława IV z Ostrołęcką tajemniczy ktosie wysprejowali sporą część znaków drogowych.
Wspomniany szlak wiedzie w swojej środkowej części przez teren Nowego Gizewa. Na tym odcinku znajdują się dwa spowalniacze. Jacyś osobnicy o mocno podejrzanym poczuciu humoru postanowili przy jednym z owych śpiących policjantów dodatkowo tablice poprzekręcać (fot. 7). Dodajmy, że tablice zawieszone są dość wysoko, nie na wyciągnięcie ręki. Pomalowane znaki – w tym tablicę informującą o inwestycji - mamy także w rejonie przejazdu kolejowego – już na ulicy Podleśnej (fot. 8). Na znakach umieszczono bliżej niezrozumiałe hasła, wulgaryzmy i obsceniczne rysunki. Wandale nie oszczędzili nawet lustra, dodając tam satanistyczne trzy szóstki (fot. 9).

Nie wiemy, czy tacy imbecyle wrzucają to potem na fejsa czy też opowiadają o tym z wypiekami na twarzy podczas jakichś towarzyskich spotkań.  Kto wie, może kiedyś będą się mieli czym pochwalić swoim wnukom…

 

 

 

SAMOCHÓD PO PRZEJŚCIACH

W „Kurku” pisaliśmy kilka razy o dziwnie wyglądających pojazdach: a to zaatakowanych przez ptaki, a to sprawiających wrażenie opuszczonych. Po naszych publikacjach te drugie dość szybko  znikały z blokowanych niekiedy przez miesiące miejsc postojowych. Od pewnego czasu uwagę przechodniów na jednej ze śródmiejskich ulic Szczytna zwraca honda.  Z daleka wygląda ona na zadbaną – karoseria jest w niezłym stanie – ale bliższe przyjrzenie się innym częściom pojazdu wprawia w lekkie zdumienie.  Szyby z tyłu i przodu  wyglądają jak po występie w kaskaderskiej scenie jakiegoś sensacyjnego filmu (fot. 10., 11). Swoje robią: spuszczone z opon powietrze, znajdujące się wewnątrz wozu koła oraz fakt, że drzwi są nie do końca zamknięte. Nie odważyliśmy się jednak sprawdzić, czy w środku straszy…
Tekst i foto:
G.P.J.P.{/akeebasubs}