Tydzień temu, przeglądając internetowe komentarze do artykułów w „Kurku Mazurskim”, dołączyłem w swoim felietonie do dyskutantów. Nie po to, żeby jakoś tam bronić swoich racji. Kilkakrotnie już pisałem, że nie chcę, aby moje felietony traktowano jak artykuły interwencyjne w takiej, czy innej sprawie. Ot, tak po prostu – lubię sobie pogadać na każdy temat i nie protestuję, gdy ktoś ma zdanie odmienne. Internetowe wypowiedzi czytelników - mające spory rozrzut w przedstawionych poglądach - sprowokowały mnie do szerszego zaprezentowania mojej własnej perspektywy. Tak mnie owi zacni internetowi dyskutanci podpuścili, że jakoś nie potrafię poprzestać na dywagacjach sprzed tygodnia. Mam nieodpartą ochotę dorzucić, w dzisiejszym felietonie, jeszcze kilka uwag związanych z tematem owej dyskusji.
Niedawno wręczono Jurandy, czyli nagrody dla osób, które szczególnie zasłużyły się dla powiatu szczycieńskiego. Niezwykle ucieszyła mnie nagroda dla księdza Witolda Twardzika z Pasymia. Od lat w kościele ewangelickim w Pasymiu ks. Twardzik organizuje koncerty organowe. I to na jakim poziomie. Mówiąc wprost – na światowym!
Osobiście nie jestem szczególnym wielbicielem muzyki organowej, ale mam kilkoro przyjaciół w świecie, to jest w Hiszpanii, Niemczech i Holandii, którzy co roku organizują sobie krótkie wakacje w Polsce, zawsze tak kombinując, aby zahaczyć o festiwal organowy w Pasymiu. Już teraz otrzymuję telefony z pytaniami, czy znany jest program tegorocznych koncertów, bowiem ciąży na mnie koleżeński obowiązek przesłania owego programu do moich melomanów.
I to jest impreza o charakterze kulturalnym „z wyższej półki”
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W Szczytnie, na dziedzińcu ratusza, odbywają się wieczory poezji śpiewanej. Organizowane między innymi przez „Pub 9” ze wsparciem władz miasta i powiatu. Wysłuchałem dotychczasowych edycji, ale najbardziej pasjonowało mnie słuchanie prób. Oprawa muzyczna na najwyższym poziomie. I tutaj też możemy mówić o prawdziwej działalności kulturalnej.
Jedni lubią taką muzykę, inni zupełnie inną. Można zatem wysłuchać koncertu muzyki poważnej w szkole muzycznej. W muzeum organizujemy wieczory jazzowe z udziałem gwiazd jazzu tradycyjnego. Towarzyszą im wystawy prac uznanych artystów. Operetkowe arie od czasu do czasu usłyszymy w MDK. Tamże oglądamy spektakle teatralne na przyzwoitym poziomie. To są inicjatywy, które zasługują na nazwanie ich działaniami w zakresie kultury.
Ale przecież nie na tym kończy się rozrywkowe życie miasta.
W święto 3 maja zajrzałem do parku przy ul. Marii Skłodowskiej, gdzie odbywał się majowy piknik. Przemiła atmosfera w cieniu drzew parkowych. Tłum ludzi, pełno dzieciarni. Naprawdę fajnie. No, ale była to po prostu majówka, czyli impreza typowo rekreacyjna. W końcu organizuje się imprezy różne. Na przykład sportowe, rozrywkowe, popularno-naukowe, czy po prostu masowe. Do jakiego momentu możemy tu mówić o animacji kultury? Rozrywka to rozrywka, kultura to kultura, a sztuka to sztuka.
Podstawowe pytanie odnośnie szczycieńskich Nocy i Dni, bądź też święta kartoflaka brzmi: Na ile duża impreza masowa nosi cechy imprezy kulturalnej, a na ile jest artystyczną chałturą wspomaganą przez handel i gastronomię W końcu masowość, czy rozległość organizowanego festiwalu nie przesądza o jego artystycznym poziomie. Natomiast warto czasem poobserwować jak zachowują się na estradzie wykonawcy. Także ci wielcy. Oni doskonale wyczuwają kiedy należy dać z siebie wszystko, a kiedy wystarczy pochałturzyć, aby uzyskać stosowny poklask. Jeśli było „chałturowo”, to taka informacja natychmiast rozpowszechniana jest w estradowym światku zawodowców. Za rok przyjedzie inny gwiazdor i on już będzie wiedział, że przyjechał tam, gdzie nie ma się co wysilać.
Mówimy cały czas o promocji Szczytna.
Kto w Polsce – poza ludźmi mającymi bezpośrednie kontakty z naszym miastem – słyszał o szczycieńskich Dniach i Nocach?!
Oczywiście nikt, ponieważ telewizja tego „nie bierze”. To oczywiście szkoda, ale niby co ma brać? Festyn jakich latem odbywają się dziesiątki w turystycznych regionach? Tymczasem równie masowa impreza w Mrągowie jest znana w całej Polsce. Telewizja ją pokazuje, bo mimo że masowa, to ma swój indywidualny charakter. Także mniej masowy, nawet trochę elitarny, ale uświęcony dwudziestoma latami tradycji, festiwal jazzu tradycyjnego w Iławie. Wciąż jest pokazywany przez stacje telewizyjne. Co prawda dość fragmentarycznie, ale zawsze. No i o tych dwóch mazurskich miastach każdy kulturalny rodak coś słyszał. A o Szczytnie? Chociaż właściwie też. To znaczy o lotnisku w Szymanach i torturach w Kiejkutach.
Szczególna sława, za to międzynarodowa. Moi przyjaciele – zagraniczni melomani już mnie prosili, żeby po koncertach w Pasymiu zawieźć ich do Szyman – pokazać lotnisko, a także do Starych Kiejkut.
Andrzej Symonowicz
{/akeebasubs}
