Świetlica wiejska w Popowej Woli stała się kością niezgody między zwolennikami byłej sołtys Kazimiery Klobuszeńskiej a mieszkańcami popierającymi jej następczynię Beatę Szostak. Pierwsza, będąca prezesem Stowarzyszenia „Wioska Żurawi” chciałaby, aby mogło ono nadal korzystać ze strychu obiektu. Nowa sołtys nie wyraża na to zgody.

STARCIE OSOBOWOŚCI
Wybory sołtysa Popowej Woli, które odbyły się w maju, mocno poróżniły lokalną społeczność. Ich wynik dla wielu był zaskoczeniem. Dotychczasowa długoletnia sołtys, a także była radna gminy Dźwierzuty i prezes miejscowego Stowarzyszenia „Wioska Żurawi” Kazimiera Klobuszeńska nieoczekiwanie przegrała z mniej znaną Beatą Szostak. Obie panie cechują się silną osobowością i temperamentem, nic więc dziwnego, że przejęcie władzy w sołectwie nie nastąpiło bez komplikacji. Kością niezgody stała się świetlica wiejska w Popowej Woli. Adaptowana na ten cel przy udziale znaczących środków poniemiecka stajnia to dziś jeden z ładniejszych tego typu obiektów w całym powiecie. W poprzedniej kadencji samorządu wójt Dźwierzut Czesław Wierzuk zawarł umowę użyczenia świetlicy ze Stowarzyszeniem „Wioska Żurawi” i Spółdzielnią Socjalną „Promyk”. Miała ona obowiązywać przez pięć lat. Po dojściu do władzy nowej wójt Marianny Szydlik okazało się, że zawarcie umowy na tak długi okres bez zgody Rady Gminy było bezprawne. Wójt wypowiedziała ją z trzymiesięcznym terminem, który upływa 30 czerwca.
WSZYSTKO ZABIERZEMY
Tymczasem nowa sołtys do tej pory nie otrzymała od swojej poprzedniczki kluczy do świetlicy. - Wstyd mi, kiedy przychodzą do mnie ludzie i proszą o klucze, a ja ich odsyłam do pani Kazi. Pytają mnie wtedy, kto tu w końcu jest sołtysem – żali się Beata Szostak.
W ubiegły czwartek w świetlicy odbyło się spotkanie w tej sprawie z udziałem sekretarza gminy Dźwierzuty. Nowa sołtys zapowiadała, że w trakcie zebrania Kazimiera Klobuszeńska przekaże jej wreszcie klucze do obiektu. Tak się jednak nie stało.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NIE CHCE, BY DALEJ RZĄDZIŁA
Nowa sołtys nie zgadza się, aby stowarzyszenie mogło nadal korzystać ze świetlicowego strychu. Nie widzi też szans na współpracę z poprzedniczką. - Chętnie bym im tę górę udostępniła, ale wtedy pani Kazia nadal będzie tu rządziła. Nie chcę tego – mówi. Dodaje, że zaraz
po wyborach próbowała ustalić warunki współpracy z byłą sołtys i nawet poszła do niej z wizytą. Jak relacjonuje, nie została nawet wpuszczona do domu, a z podwórka Klobuszeńska ją wypędziła. - I teraz miałabym jej iść na rękę? - zastanawia się Beata Szostak. Kazimiera Klobuszeńska zaprzecza, aby taka sytuacja miała miejsce. Zarówno ona, jak i jej zwolennicy oczekiwali, że spór rozstrzygnie gmina. Obecny na spotkaniu sekretarz Mariusz Woźniak, w oparciu o obowiązujące przepisy, jasno dawał jednak do zrozumienia, że kwestie związane z wykorzystywaniem świetlicy leżą w gestii wybranego przez mieszkańców sołtysa. Apelował też do obu stron, aby przekazanie władzy w sołectwie odbywało się bez niepotrzebnych emocji. - Spodziewam się, że wszystkie osoby najbardziej aktywne, kompetentne i doświadczone włączą się w rozwiązanie problemu – mówił podczas spotkania.
DWA OBOZY
Na razie powyborcze emocje w Popowej Woli są bardzo silne. Wieś podzieliła się na dwa obozy – jedni wspierają byłą sołtys, drudzy nową. Zwolennicy tej pierwszej podkreślają jej zasługi dla wsi, a w szczególności zabiegi o remont świetlicy. - Nie chcemy, aby to zostało zniszczone. Nie można tak potraktować kobiety, która przez tyle lat o tę świetlicę walczyła – słyszymy od jednej z mieszkanek. Inna z kolei uważa, że nowa sołtys powinna wznieść się ponad uprzedzenia i na próbę odstąpić górę obiektu stowarzyszeniu.
Stronnicy Beaty Szostak przyznają, że rządy Kazimiery Klobuszeńskiej, blisko związanej z PSL-em i byłym wójtem Wierzukiem, już od dawna im się nie podobały. Żalą się, że o wielu sprawach nie informowała ich podczas zebrań. - Mieszkam tu osiem lat i dopiero teraz dowiaduję się, że wszystko, co jest w świetlicy, należy do stowarzyszenia. Wcześniej mówiono nam, że to własność sołectwa – dziwi się jedna z kobiet. Inna dodaje, że z niesmakiem odbiera to, jak była sołtys odnosi się do swojej następczyni. - Bardzo brzydko się do niej odzywa, a przecież panią Beatę wybrali mieszkańcy i powinna to uszanować. Pani Kazia nie może się pogodzić z przegraną – słyszymy. Część mieszkańców irytuje to, że do tej pory świetlica i stowarzyszenie były zdominowane przez najbliższą rodzinę Klobuszeńskiej. - Przez lata rządziła tym rodzina i nikt inny nie miał wstępu. Wołała nas tylko, jak trzeba było na imprezę upiec ciasta albo zrobić pierogi – mówi z goryczą Beata Szostak.
TERAZ ZOBACZY, JAK TO JEST
Była sołtys zapewnia, że nikomu nie broniła dostępu do świetlicy. Przyznaje, że w stowarzyszeniu rzeczywiście pierwsze skrzypce grały bliskie jej osoby. - Ale to dlatego, że nikt inny nie chciał się podjąć pracy społecznej – mówi. Zapowiada, że odmowa korzystania ze strychu świetlicy nie przeszkodzi w pracy stowarzyszenia. Zaprzecza, aby jej stosunek do następczyni wynikał z żalu po przegranych wyborach. - W pewnym sensie cieszę się, że tak się stało. Ona dopiero zobaczy, jak to jest, kiedy trzeba będzie wziąć się do pracy, przygotowując choćby wieniec i stoisko na dożynki – mówi.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
