Żyjemy w czasach, w których coraz trudniej o czas na refleksję – także korzystającym z mediów. Informacja goni informację, trzeba szybko znaleźć coś na Facebooku (lub samemu tam newsa umieścić), bo za kilka dni pozornie ważna wiadomość stanie się już nieaktualna i ludzie będą żyli czymś innym.

O co najmniej niektórych wydarzeniach i osobach z nimi związanych zapominać zwyczajnie nie wypada. Listopad, kojarzony z miesiącem pamięci o zmarłych, przyniósł u nas zgony kilku znanych postaci, które zrosły się ze szczycieńskim krajobrazem. Najpierw doktora Ryszarda Kasprzaka, w nocy z piątku na sobotę człowieka sportu Witolda Mocarskiego. W miniony czwartek Szczytno, dekanat i archidiecezja żegnały ks. Józefa Drążka. Wydawać by się mogło, że w Szczytnie był od zawsze. W rzeczywistości do naszego miasta trafił w 1980 r. i swoją posługę rozpoczął w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Co ciekawe, do niemal końca tamtego roku była to jedyna parafia w mieście.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

Na pogrzeb ks. Drążka mogło przybyć z powodu obostrzeń znacznie mniej osób. W środę, w przeddzień pogrzebu, celebrowano pożegnalną mszę dla wiernych. Tym, którym bezpośrednie uczestnictwo w czwartkowych uroczystościach nie było dane, pozostawała internetowa transmisja mszy. Ceremonii przewodniczył abp Józef Górzyński. W drodze na cmentarz komunalny zabrakło z konieczności tradycyjnego na pogrzebach kapłanów pieszego konduktu. Ks. Drążek został pochowany w powstałej kilka lat temu kwaterze przeznaczonej dla duchownych i sióstr zakonnych (fot. 3.). Ciało wieloletniego dziekana spoczęło obok zmarłego w 2018 r. pastora Kościoła zielonoświątkowego Zygmunta Majewskiego. „Kurkowi” przypomniało się zdjęcie sprzed kilkunastu lat, na którym obaj duchowni, także znajdując się obok siebie, uczestniczą w corocznym spotkaniu z władzami miasta (fot. 4). - Kapłaństwo to jest coś, co bym drugi raz obierał w życiu, gdybym się drugi raz urodził – tak ks. Drążek mówił podczas jubileuszowej mszy z okazji 50-lecia kapłaństwa. Wierni zachowają go w pamięci jako kapłana z powołania, wyrozumiałego spowiednika i osobę niezwykle spokojną, którą trudno było czymś choć trochę zirytować.
Był także strażnikiem pamięci – często odprawiał rocznicowe msze w intencji zmarłych duchownych. Kibice piłkarscy nieco starszej daty zapamiętają rozpoczynanie dawnych turniejów samorządowo-kapłańsko-policyjno-wojskowych od honorowego kopnięcia przez niego piłki na początku rywalizacji. Ślad po księdzu prałacie zostanie na jednej ze ścian warszawskiej Świątyni Opatrzności Bożej – ks. Drążek należał do grupy najhojniejszych ofiarodawców (fot. 5). Jak każdy miał swoje słabości, ale np. szukający sensacji twórcy współczesnych dokumentów mieliby z nim duży problem… Kiedyś, udzielając nam wywiadu, przyznał, że w przeszłości popalał. „Kurkowi” znane są przykłady kapłanów zmagających się z tym nałogiem. Komu jak komu, ale ks. Drążkowi byłoby z papierosami zwyczajnie nie do twarzy.
PORWANIE KRÓLA
Upiększały rejon naszej plaży od wakacji, ale na razie przestały. Mowa o rzeźbach wykonanych podczas letniego pleneru, pomalowanych później na baśniowo przez instruktora ze szczycieńskiego MDK-u Michała Grzymysławskiego. W ubiegły czwartek z samego rana nad duże jezioro przybyła ekipa z niewielkim dźwigiem, który zabrał trzy kolorowe figury. Na koniec przyszła kolej na króla (fot. 6), który na wzór kapitana musiał zejść (czy raczej zostać wyciągnięty) ostatni. - Przezimują i wrócą na wiosnę - tłumaczy dyrektor MOS-u Arkadiusz Leska. W trosce o zachowanie dobrego stanu rzeźb postanowiono je przechować pod dachem szczycieńskiego ośrodka sportu.
IDZIE ZIMA?

Skoro o zimie mowa –w miniony weekend mieliśmy jej przedsmak. Zmotoryzowani, którzy wczesnym sobotnim rankiem próbowali wyruszyć w trasę, musieli zacząć od skrobania szyb. Specjalnego mrozu u nas może nie było (fot. 7), ale swoje dodał wieczorny piątkowy deszcz. Śliskie zrobiły się zwłaszcza pobocza dróg, które nawet w mieście były oblodzone (fot. 8). Mniej niebezpiecznie (a przy tym oryginalnie) było na pobielonych terenach zielonych (fot. 9). Kto wstał później, nie wyszedł z domu lub nie wyjrzał przez okno – swoje stracił. Nie wiadomo, czy nadchodząca zima będzie zimą tradycyjną dla naszego klimatu. Tej z poprzedniego sezonu praktycznie nie było.
Zima – choćby tylko w wersji kalendarzowej – to także Święta Bożego Narodzenia. Już ponad miesiąc przed nimi pojawiły się pod niektórymi sklepami ozdoby uświadamiające, że kilka ładnych tygodni to tuż-tuż (fot. 10).

IGNOROWANY ZAWALIDROGA
Mieszkańców ul. Barczewskiego w Szczytnie zastanawia sytuacja z pewnym samochodem stojącym na ich ulicy od dłuższego czasu. Stojącym i – stąd problem – w ogóle się nieruszającym. Jak się dowiedzieliśmy, mazda jest tu zaparkowana od mniej więcej marca. Przez ten czas przybyło gałązek na dachu, liści oblepiających wycieraczki, ubyło za to powietrza w kołach, znikły ponadto tablice rejestracyjne (fot. 11). Sytuacja jest trochę irytująca – uliczka należy do wąskich, ale korzystają z niej np. zmotoryzowani podjeżdżający pod ZUS czy zakłady medyczne. Prawdziwych miejsc postojowych tu niewiele, po drugiej stronie ulicy obowiązuje zakaz zatrzymywania się i każdy chciałby znaleźć coś dla swojego auta. Naszych rozmówców zastanawia to, że dosłownie parę kroków od zaparkowanego samochodu znajduje się garaż straży miejskiej, która powinna problem dostrzec. Blokowanie miejsc (i stwarzanie pewnego zagrożenia na drodze) przez tego typu pojazdy spotyka się w wielu miastach, ale w myśl przepisów można podjąć odpowiednie kroki i nie rozkładać bezradnie rąk. W artykule 50 a Prawa o ruchu drogowym znajdziemy takie coś: "Pojazd pozostawiony bez tablic rejestracyjnych lub pojazd, którego stan wskazuje na to, że nie jest używany, może zostać usunięty z drogi przez straż gminną lub policję na koszt właściciela lub posiadacza". Według naszych wyliczeń wkrótce minie 9 miesięcy od ostatniego zaparkowania opisywanego pojazdu. Zobaczymy, co się z tego urodzi.
Tekst i foto (w większości): G.P.J.P{/akeebasubs}
