Od dość dawna nie oglądam telewizyjnych programów kabaretowych. Zniechęcił mnie prostacki poziom żartów niezliczonych estradowych kpiarzy, przyjeżdżających z polskich miast i miasteczek na różnego rodzaju spotkania, wieczory, noce, biesiady i inne kabaretowe „zloty”.
Zawsze ceniłem sobie subtelny, intelektualny żart. Odnoszący się do otaczającej mnie rzeczywistości. Niegdyś występowało w telewizji kilkoro artystycznych indywidualności, które potrafiły tak żartować. Napisałem kilkoro. No może kilkanaścioro. Na pewno nie kilkaset! Czasy zmieniły się i najwyraźniej jakość przeszła w ilość.
Kiedy rozpoczęto medialną wrzawę wokół internetowego spektaklu „Ucho prezesa”, postanowiłem rzecz całą obejrzeć i... zdumiałem się! Nareszcie coś, co przypomina prawdziwy, polityczny kabaret. Taki, jaki uprawiano w latach mojej młodości. Oczywiście odrobinę inny, bo i czasy były politycznie inne, ale z pewnością nie obrażający intelektu widza. Cofnijmy się o lat kilkadziesiąt i przypomnijmy choćby duet Laskowika i Smolenia z kabarety TEY. Ich żarty stanowiły majstersztyk z najwyższej półki, a jednocześnie były one czytelne, zrozumiałe i śmieszne zarówno dla profesora wszech nauk z Krakowa, jak i dla rolnika spod Mławy. Program „Ucho prezesa”, trzy jego pierwsze odcinki, uważam za kontynuację tego stylu. Dodam jeszcze, że prawdziwy, polityczny kabaret żartuje przede wszystkim z władzy. To może być trudne, czasem nawet ryzykowne. A jednak TEY-owi udała się owa sztuka, a i „Kabaret moralnego niepokoju” błyskawicznie zyskał poklask, od lat niespotykany w tej branży!
W dzisiejszych czasach „Ucho prezesa”, to prawdziwy ewenement. Bo też rozejrzyjmy się, co dzieje się wokół.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zostawmy Pietrzaka. Niedawno wyemitowano szopkę noworoczną autorstwa Marcina Wolskiego. Kolejny zasłużony pezetpeerowski towarzysz. Tego, dzięki Bogu, nigdy nie poznałem osobiście. Szopki nie oglądałem, ale zacytuję kilka przeczytanych, internetowych opinii: wulgarne, rasistowskie, dyskryminujące treści, ogólnie nawołujące do nienawiści. Kilka fragmentów można obejrzeć. Na przykład pan były prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński mówi, że trybunał staje okoniem i oto wtedy widać jak staje mu (przepraszam czytelników za wulgarność, ale taka jest ta szopka) papierowy fiut, z którym pan prezes rozpoczyna rozmowę. Obrzydliwość. Takich żenujących numerów jest więcej. Natomiast aktorską gwiazdą programu mianowano esbeckiego donosiciela Jerzego Zelnika. Czyli szopka wybitnie polityczna, tylko jakby nie w tę stronę. No, ale pan prezes Kurski przyznał Marcinowi Wolskiemu za owo artystyczne osiągnięcie nagrodę. Nie wiem tylko, czy pieniężną.
Wróćmy do „Ucha Prezesa”. Gratuluję twórcom. Wiem także, że pan prezes Kaczyński wszystkie odcinki obejrzał i jakoś nikomu z artystów żadna krzywda się nie stała. Pan prezes należy do inteligencji (sort żoliborski), więc zapewne potrafi dostrzec finezyjną elegancję żartobliwych złośliwości pod adresem jego ekipy. Co do mnie, to podziwiam pana Roberta Górskiego, autora kabaretowego programu, że tak ostrożnie nazwał swój cykl. Rozumiem, że bardziej adekwatny do treści tytuł „Czopki prezesa” zabrzmiałby za bardzo w stylu Pietrzaka i Wolskiego. Tym bardziej chwała autorowi.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
