Po każdej większej ulewie na odcinek drogi krajowej przebiegającej przez Lemany spływa piach. - To bardzo niebezpieczne, szczególnie dla motocyklistów – alarmują mieszkańcy.
Kilka lat temu mieszkańcy Leman doczekali się wreszcie przebudowy trzech dróg wewnętrznych. Jedna z nich prowadzi „pod górkę” do położonych tam kilku posesji. Chociaż teraz nawierzchnię gruntową zastąpiła bitumiczna, mieszkańcy mają sporo zastrzeżeń do sposobu wykonania zadania. - To, co się dzieje u nas po ulewach jest bardzo niebezpieczne – alarmuje Zdzisław Gamza, prowadzący tu warsztat samochodowy. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Służby gminne, jak relacjonuje nasz rozmówca, po otrzymaniu wezwania, jeszcze tego samego dnia, lub następnego interweniują, ale przy następnej ulewie sytuacja się powtarza. Jego zdaniem jest ona efektem wyłaniania w przetargach najtańszego wykonawcy, który realizuje inwestycję nie dbając o istotne szczegóły. - Wystarczyłoby na całym odcinku drogi położyć krawężnik, który w połowie nagle się urywa – mówi przedsiębiorca. Dziwi się też, że na to drogowe niebezpieczeństwo nie zwraca uwagi przejeżdżająca tędy często policja.
WSZYSTKO ZGODNIE ZE SZTUKĄ
– Droga została wykonana zgodnie ze sztuką budowlaną, natomiast teren jest górzysty i przy dużej ulewie nie ma możliwości, żeby wodę zatrzymać i stąd wyżłabiane jest pobocze – tłumaczy wójt Sławomir Wojciechowski. Jego zdaniem krawężnik nic w tej sytuacji by nie pomógł. - Nawet jak by było 10 krawężników, to i tak piasek będzie spływał na jezdnię - przekonuje wójt. Według niego potrzeba czasu aż pobocze zarośnie zielenią i się utwardzi. - Żadnego zagrożenia nie ma. Po każdej intensywnej ulewie grupa naszych pracowników zjawia się na miejscu i usuwa piach z jezdni – zapewnia Sławomir Wojciechowski.
(p){/akeebasubs}
