Pomiędzy wicestarostą Marcinem Nowocińskim a jego sąsiadką Małgorzatą Beutler kilka dni temu doszło do nieprzyjemnej scysji. Według relacji kobiety, samorządowiec miał ją zwymyślać, używając przy tym wulgarnych słów i grozić jej. -Widać, że czuje się bezkarny – uważa sąsiadka. Z kolei Nowociński przedstawia zupełnie inną wersję zdarzeń, wskazując, że to ona zachowała się niewłaściwie.
WERSJA PANI MAŁGORZATY
W niedzielny ranek 9 kwietnia na gruntowej drodze prowadzącej do domostw Małgorzaty Beutler i wicestarosty Marcina Nowocińskiego doszło do ostrego spięcia. Na temat tego, co dokładnie miało tam miejsce, oboje przedstawiają różne wersje zdarzeń. - Był ranek, pora, kiedy na drodze panuje mały ruch. Postanowiłam zabrać na spacer moje dwa psy – opowiada pani Małgorzata. - Wzięłam ze sobą smycz, ale puściłam je wolno – kontynuuje. Jak mówi, w pewnej chwili na drodze pojawił się jadący z dużą szybkością samochód. Za kierownicą siedział ojciec wicestarosty, a on zajmował miejsce pasażera. Auto potrąciło jednego z psów pani Małgorzaty. Zwierzak zaczął skomleć i uciekać do domu, a jego właścicielka ruszyła za nim.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Poirytowana zachowaniem sąsiada, następnego dnia udała się na skargę do starosty Jarosława Matłacha, ale niewiele wskórała, bo ten był akurat poza urzędem. W sekretariacie zostawiła więc swój numer telefonu i przedstawiła sprawę. - Do dziś się do mnie nie odezwał – żali się kobieta. Poszła również do dzielnicowego. - Stwierdził, że wina była ewidentnie moja, bo psy nie były na smyczy. Zgadzam się z tym, ale pora była taka, że nikomu nie zagrażały, bo na drodze panował wtedy mały ruch – mówi.
WERSJA WICESTAROSTY
Marcin Nowociński początkowo nie chciał komentować incydentu, tłumacząc, że jest to sprawa niezwiązana z pełnioną przez niego funkcją. W końcu jednak zdecydował się przedstawić swoją wersję zdarzeń. - Pani Beutler kłamie – mówi wprost. Dodaje, że kobieta nie po raz pierwszy puściła psy luzem, a są to bardzo duże i agresywne zwierzęta, mogące stanowić poważne zagrożenie dla pozostałych mieszkańców. - Sam mam trzyletniego syna i boję się o jego bezpieczeństwo – mówi Nowociński. Według niego tamtego niedzielnego poranka kobieta nie panowała nad zwierzętami. Jedno z nich, rzucając się na samochód, pozostawiło na oponach ślady pogryzień. Wicestarosta potwierdza, że doszło do potrącenia psa. Kategorycznie zaprzecza jednak, aby samochód poruszał się z dużą prędkością. - Jechaliśmy z przyczepką ziemi jakieś 20 km/h – mówi. Jego zdaniem gdyby było inaczej, potrącony pies nie przeżyłby uderzenia, a w najlepszym razie odniósłby poważne obrażenia. Tymczasem zwierzakowi tak naprawdę nic się nie stało. - Pani Beutler próbuje mnie oczernić w sytuacji, w której sama ewidentnie zawiniła – uważa. Czy puściły mu nerwy i zwymyślał sąsiadkę? - Absolutnie nie. Nie użyłem wobec niej wulgarnych słów. Powiedziałem tylko, że zadzwonię na policję, bo psy stanowią zagrożenie – mówi wicestarosta. Dziwi się, że sąsiadka nagłaśnia cały incydent. - Staram się utrzymywać dobre relacje z sąsiadami. Miałem nadzieję, że pani Małgorzata przeprosi za swoje zachowanie i rozwiążemy ten problem bez udziału prasy – komentuje.
Kto w sporze ma rację? Tego nie sposób ustalić, bo sąsiadka wicestarosty nie ma świadków na jego rzekomo naganne zachowanie. - Czy nagłaśniałabym tę sprawę z nudów albo dla żartu? - zastanawia się kobieta. - Po prostu nie mogę przejść nad zachowaniem wicestarosty do porządku dziennego – dodaje.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
